wtorek, 29 grudnia 2015
Znak
No więc ten... pewnie zastanawiacie się co to za post. Już mówię. Chiałam po prostu dać znak że żyję i pisze dalej. Co do losów bloga nie jestem pewna- może zaistnieć potrzeba przeniesienia go na inny adres ale nie martwcie się~ wszystkie notki zostaną w takowym wypadku ładnie zedytowane i wstawione na nowy blog o ile taki założe. Jeszcze jedno. Trudna sprawa ale obecnie WOGÒLE nie mam dostępu do komputera czy choć by tabletu tak więc nie liczcie na nagłe nawrócenie Shadow w postaci nawału postów. Dziekuję za uwagę i do następnego posta. Btw mòj telefon jest seryjnie i autentycznie do dupy. Nawet nowego akapitu zacząć nie można ;-;. Ból istnienia. Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku!~ ( może na NR coś wstawię. Czytaj: wyżule od koleżanki kompa) To ja się żegnamm. ~ Shadow
piątek, 30 października 2015
Akashi in wonder (nightmare) land
Paring: Akashi x Akashi
Anime: Kuroko no Basket
R: brak
Podłoga w kratkę,
W kratkę podłoga,
Z postaci w kącie skulonej bije trwoga,
Czegóż się lękasz?
Czegóż się boisz?
Wystarczy tylko, że się przede mną ukoisz.
Postać zadrżała,
Zadrżała drobna postać,
Czy w tym koszmarze przyjdzie mu pozostać?
Oprawco straszny,
O oprawco butny,
Czemuż to ranisz w sposób tak okrutny?
Jak długo jeszcze znosić ma męki?
Szkarłat, tykanie zegara,
I raniące dźwięki?
Stalowe błyski,
Błyski stalowe,
Krwawa korona przyozdabia kata głowę,
Ofiaro zlękniona,
O ofiaro głupiutka,
Doskonale przecież wiesz - każdy kiedyś skona,
Czemuż to miałby nie ubarwić twego końca?
Tak, by on przyćmił blask księżyca,
I blask słońca,
Kroków odgłosy,
Odgłosy kroków,
Odbijają się echem ginąc w pół mroku,
Groteskowy grymas,
Widok rodem z horroru,
Pozbawia leżącego resztek wigoru,
W dłoni zapałka,
Zapałka w dłoni,
Czy zanim spłonie, krzyknie w agonii?
Konając zmaltretowany,
Na kraciastej podłodze,
Nie stara się ruszyć, ku myśli przestrodze,
Jakiż to ma cel?
Walka jest przegrana,
Na nim kara boska została podpisana,
Ostatni raz spojrzał,
Zamrugał, zobaczył,
Na oczy przejrzał, oprawcy wybaczył,
W czerwień spowita,
Szczupła postać kroczy,
Z lubieżnym uśmiechem wdycha dym gorący,
Ostatnie krzyki,
Istna symfonia,
Wrzaskami podsycona końcowa agonia,
Podłoga w kratkę,
W kratkę podłoga,
Ściany sali trawi pożoga,
Już się nie boisz
Już się nie lękasz
W tej chwili właśnie przed Bogiem swym klękasz,
Oprawca stoi,
Płomienie go pożerają,
A on patrzy jak w raz ze sobą ofiarę zabierają.
______________________________________,,,,_________________________________________
Tak troszku schizowo ...
A teraz żart tygodnia! \
- Na jaką chorobę cierpi Izaya?
- Na Shizuofrenię.
Anime: Kuroko no Basket
R: brak
Podłoga w kratkę,
W kratkę podłoga,
Z postaci w kącie skulonej bije trwoga,
Czegóż się lękasz?
Czegóż się boisz?
Wystarczy tylko, że się przede mną ukoisz.
Postać zadrżała,
Zadrżała drobna postać,
Czy w tym koszmarze przyjdzie mu pozostać?
Oprawco straszny,
O oprawco butny,
Czemuż to ranisz w sposób tak okrutny?
Jak długo jeszcze znosić ma męki?
Szkarłat, tykanie zegara,
I raniące dźwięki?
Stalowe błyski,
Błyski stalowe,
Krwawa korona przyozdabia kata głowę,
Ofiaro zlękniona,
O ofiaro głupiutka,
Doskonale przecież wiesz - każdy kiedyś skona,
Czemuż to miałby nie ubarwić twego końca?
Tak, by on przyćmił blask księżyca,
I blask słońca,
Kroków odgłosy,
Odgłosy kroków,
Odbijają się echem ginąc w pół mroku,
Groteskowy grymas,
Widok rodem z horroru,
Pozbawia leżącego resztek wigoru,
W dłoni zapałka,
Zapałka w dłoni,
Czy zanim spłonie, krzyknie w agonii?
Konając zmaltretowany,
Na kraciastej podłodze,
Nie stara się ruszyć, ku myśli przestrodze,
Jakiż to ma cel?
Walka jest przegrana,
Na nim kara boska została podpisana,
Ostatni raz spojrzał,
Zamrugał, zobaczył,
Na oczy przejrzał, oprawcy wybaczył,
W czerwień spowita,
Szczupła postać kroczy,
Z lubieżnym uśmiechem wdycha dym gorący,
Ostatnie krzyki,
Istna symfonia,
Wrzaskami podsycona końcowa agonia,
Podłoga w kratkę,
W kratkę podłoga,
Ściany sali trawi pożoga,
Już się nie boisz
Już się nie lękasz
W tej chwili właśnie przed Bogiem swym klękasz,
Oprawca stoi,
Płomienie go pożerają,
A on patrzy jak w raz ze sobą ofiarę zabierają.
______________________________________,,,,_________________________________________
Tak troszku schizowo ...
A teraz żart tygodnia! \
- Na jaką chorobę cierpi Izaya?
- Na Shizuofrenię.
sobota, 17 października 2015
Zobaczymy się kiedyś
PARRING: Shizuo x
Izaya
Anime: Durarara
Gatunek: pseudo angst
_____________
… ______________
Wiesz Shizu-chan?
Na początku było fajnie. Spacery, wzajemna troska. Podobał mi się nasz związek,
tobie z resztą też. Przynajmniej tak myślę.
Kochałeś m n i
e . Troszczyłeś się o m n i
e . A ja? W zamian za to przysparzałem
Ci samych kłopotów. Sprawiałem Ci zawód. Tylko, że…
N I E R O Z
U M I E M.
- Tak blisko
Zostaw.
-
Tak okrutnie.
Zostaw.
-Tak
pięknie.
Zostaw.
-
Tak obłudnie.
Zostaw.
-
Tak zachłannie.
Zostaw.
-
Tak niepewnie.
Zostaw.
-
Tak tchórzliwie.
Zostaw.
Odbicie w lustrze.
Wykraczające po za myśli. C Z E M U?
Nie mogłem Cię dotknąć. Dusiłem się samotnością. Czym na to
zasłużyłem? Czemu, moi kochani ludzie mi nie pomogą? Czyż by mnie zostawili? Ale
ty zostałeś. Nie mogłeś odejść. Nie mogłeś. Prawda? T O … To moja wina.
- Możesz go zabić.
Zostaw.
- Zabij go!
Zostaw.
- Czemu tego nie zrobisz?
Zostaw.
- Przecież go nienawidzisz …
Zostaw.
- Wszystko będzie dobrze.
Zostaw.
- Po prostu to zrób.
Zostaw.
- NA przykład teraz.
Zostaw.
O K R U T N E
Potem… Dla mnie…
Nie ma… r a t u n k u
Ratunku.
Ratunku…
Ratunku?
Ratunku!
Co to znaczy?
Pomóż mi.
Nie dam rady.
Brak świadomości.
Zabij mnie.
- Tak boleśnie.
Zabij mnie…
- Tak brutalnie.
Zabij mnie?
- Bez litości!
Zabij mnie!
Ż Y C I E
Rozumiem. Teraz
rozumiem. To przez nie tkwimy w delirium, naszym własnym, wymarzonym świecie. Bajce,
z której systematycznie wymazywaliśmy rzeczywistość, pozostawiając tylko to, co
nie niszczyło fundamentu kłamstw. Pieczołowicie odrywaliśmy prawdę, zostawiając
tylko to, co wygodne. Lecz teraz jest już za późno. Zabrakło nam zbyt wielu
elementów.
Śmiej się.
Nie płacz.
Wciąż tu będę.
Nie raniąc.
Nie sprawiając problemów.
Nie zabiłeś mnie.
Zrobiłem to sam.
Osobiście zniszczyłem nas.
S i e b i e
C i e b i e
Czy mi wybaczysz?
Już nie ma. Nie ma N A S
Kocham.
- Nie…
Kocham…
- Nie
Kocham?
- Nie
Kocham!
Kocham Cię. Tylko
Ciebie. Nikogo innego. Koniec z wygodnymi kłamstewkami. Odpokutuję choć cześć
swych win.
Jak wielu ludzi D O
Ś W I A D C Z Y Ł O tego co my?
Wykrwawiałem się.
Zabiła mnie moja duma. Moja miłość. Jedyna. Tym razem prawdziwa.
Zobaczymy się…
… kiedyś
P r z e p r a s z a m
N
I E R O Z U M I E M C Z E M U TO O K R U T N E Ż Y C I E N A S D
O Ś W I A D C Z Y Ł O
________________ ... ________________
Krótkie po słowie od waszej "ukochanej" autorki.
Chyba jeden z najlepiej piszących mi się OS na całym blogu. Inspirowałam się pewnym DJ którego nie zamieszczę, gdyż jako osoba wielce rozgarnięta zgubiłam link.
A teraz o Blogu. Będę starała się zamieszczać notki co piątek, choć nie wiem czy będzie to możliwe z przyczyn osobistych jak również pogarszającego się stanu mojego zdrowia. Dodatkowo nie będę miała dostępu do komputera, przez co pisane rozdziały będą zawalone błędami. Zostaliście ostrzeżeni.
~ Akano Tsugaru (za kilka miesięcy zmienię nazwę z "Shadow Girl" na "Akano Tsugaru" więc by nie było zaskoczenia informuję o tym teraz.
A teraz o Blogu. Będę starała się zamieszczać notki co piątek, choć nie wiem czy będzie to możliwe z przyczyn osobistych jak również pogarszającego się stanu mojego zdrowia. Dodatkowo nie będę miała dostępu do komputera, przez co pisane rozdziały będą zawalone błędami. Zostaliście ostrzeżeni.
~ Akano Tsugaru (za kilka miesięcy zmienię nazwę z "Shadow Girl" na "Akano Tsugaru" więc by nie było zaskoczenia informuję o tym teraz.
piątek, 9 października 2015
Czy wiecie co dziś jest?
Nie... Nie chodzi o premierę waszego anime. Nie... nie chodzi o kinowy Hotel Transylwania.
KYAAAA *o*
9. 10. 2015 r
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO MURASAKIBARA ATSUSHI! DUŻO SŁODYCZY, MURO-CHINA, AKA- CHINA I WYGRYWANIA W KOSZA <3 NO I ZMIAŻDŻ SEIRIN *^*
Tak BTW Mukkun jest moim alter ego sooł czuje się jak bym to ja miała urodziny (pół roku zachowywania się jak Środkowy YOSEN robi swoje) tak więc wszystkiego najlepszego <3












KYAAAA *o*






czwartek, 8 października 2015
Wieczorek filmowy- Jurassic Park
paring: Kuroo Tetsurou x Tsukishima Kei, KurooTsukki (jaka
piękna nazwa- czarny księżyc *^* dop. autorki)
anime: Haikyuu
Mam zamiar zacząć nową serię opowiadającą o wieczorach filmowych dowolnie przeze mnie wybranych par ( w komach można polecać paringi)
Kuroo rzucił się na kanapę,
tym samym wywołując jęk partnera.
- Idiota- burknął Kei, jednocześnie
poprawiając okulary. Nie zrażony „pochlebnym” epitetem , kapitan Nekomy objął
ramieniem wyższego chłopaka.
- Też Cię kocham.
Blondyn prychnął, w głębi duszy będąc
zadowolonym z czułości Tetsurou. Tak. Ten związek w pełni go zadowalał. Obaj
byli z niego dumni. Kuroo chwycił pilot, przełączając na "Park
Jurajski", pod czas gdy Kei wtulił się w jego klatkę piersiową. W
ciemnym pokoju zabrzmiały pierwsze nuty znanej wszystkim czołówki, a oni wtuleni w siebie oglądali początek filmu.
- Hej! - blondyn gwałtownie wstał, na co zaskoczony
Kuroo zsunął się z kanapy, boleśnie uderzając o podłogę. Chłopak niemal
natychmiast poderwał się w górę, wzrokiem poszukując wyimaginowanego intruza.
- Co do- nie zdążył dokończyć, gdy w
zdanie wszedł mu partner.
- Co za dziadostwo!- głos Kei'a ociekał
jadem. - Przecież to nie możliwe, by Tyranozaur nie posiadał widzenia
peryferyjnego! Co za idiota to wymyślił?!
Tetsurou westchnął cierpiętniczo, w duchu
podśmiewając się z reakcji partnera. Nie zważając na wściekłe pomruki siatkarza
pociągnął go w dół, tak by chłopak wylądował na jego kolanach.
- Oglądamy dalej.
Od czasu do czasu Tsukishima mamrotał o
niekompetencji reżysera, co szczerze bawiło Tetsurou. Cała ta obsesja Tsukkiego nie jeden raz stała się powodem kpin czarnowłosego.
- Kei?
- Hmm?
- Kochasz mnie?- spytał, znając odpowiedź.
- Nie.
Kuroo zachichotał. Do prawdy, jego chłopak czasem zachowywał się jak rasowy tsudere.
- Ja ciebie też.
- Zgiń, opcjonalnie przepadnij.
- Wolę jednak nie. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.
Chłopak prychnął, w duchu podśmiewając się z czarnowłosego. Kuroo objął blondyna ramieniem, na co ten, powstrzymując cisnącą się na usta złośliwą uwagę odwzajemnił uścisk. Dłonie Tetsurou zjechały niżej, stopniowo zbliżając się do rozporka partnera. Kapitan Nekomy delikatnie pchnął blondyna na kanapę, samemu siadając na nim okrakiem.
-Tetsu... - Kei zmarszczył brwi.
- Hmm?
- Czujesz to?- obaj zamarli, próbując wychwycić niechciany zapach.
- Tak. Trochę jak by się coś pa- spojrzenia siatkarzy jednocześnie skierowały się w stronę dymiącej mikrofali.
Kuroo zerwał się na równe nogi, tym samym powodując upadek towarzysza. Nie przejmując się przekleństwami blokującego, popędził w stronę wcześniej wspomnianej mikrofali, w biegu chwytając gaśnicę z której po chwili wystrzeliły kłęby białej pary (?), trafiając w urządzenie. W tym samym czasie Tsukishima, dalej klnąc jak szewc podniósł się z ziemi.
- I co tam jest?- spytał, spoglądając na wciąż dymiącą mikrofalówkę . Chłopak w odpowiedzi chrząknął, wbijając wzrok w ziemię.
- No ten... Popcorn...
I w tym momencie Tsukishima Kei zdał sobie sprawę z jednej rzeczy- jego chłopak jest idiotą. I nie umie gotować. Nawet popcornu.
- Kei?
- Hmm?
- Kochasz mnie?- spytał, znając odpowiedź.
- Nie.
Kuroo zachichotał. Do prawdy, jego chłopak czasem zachowywał się jak rasowy tsudere.
- Ja ciebie też.
- Zgiń, opcjonalnie przepadnij.
- Wolę jednak nie. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.
Chłopak prychnął, w duchu podśmiewając się z czarnowłosego. Kuroo objął blondyna ramieniem, na co ten, powstrzymując cisnącą się na usta złośliwą uwagę odwzajemnił uścisk. Dłonie Tetsurou zjechały niżej, stopniowo zbliżając się do rozporka partnera. Kapitan Nekomy delikatnie pchnął blondyna na kanapę, samemu siadając na nim okrakiem.
-Tetsu... - Kei zmarszczył brwi.
- Hmm?
- Czujesz to?- obaj zamarli, próbując wychwycić niechciany zapach.
- Tak. Trochę jak by się coś pa- spojrzenia siatkarzy jednocześnie skierowały się w stronę dymiącej mikrofali.
Kuroo zerwał się na równe nogi, tym samym powodując upadek towarzysza. Nie przejmując się przekleństwami blokującego, popędził w stronę wcześniej wspomnianej mikrofali, w biegu chwytając gaśnicę z której po chwili wystrzeliły kłęby białej pary (?), trafiając w urządzenie. W tym samym czasie Tsukishima, dalej klnąc jak szewc podniósł się z ziemi.
- I co tam jest?- spytał, spoglądając na wciąż dymiącą mikrofalówkę . Chłopak w odpowiedzi chrząknął, wbijając wzrok w ziemię.
- No ten... Popcorn...
I w tym momencie Tsukishima Kei zdał sobie sprawę z jednej rzeczy- jego chłopak jest idiotą. I nie umie gotować. Nawet popcornu.
czwartek, 24 września 2015
Game of life
Przesuwam pionek.
Biały król.
Symbolizuje ciebie.
Ale fajnie!
Gra jest ciekawa.
Interesująca.
Za oknem słyszę huk.
- IZAAAAAAYA - KUN!
Nawet bardzo ciekawa.
Bo gracie na moich zasadach.
Przesuwam kolejną figurę, tym razem jest to czarny pachołek z warcab.
Dosuwam do niego sześć następnych, tak by otoczyły króla.
- Mamy go!
- To Shizuo!
Z za okna dobiegają kolejne wrzaski.
Cieszcie się. Macie zaszczyt zagrać w grę z samym bogiem!
W stronę białego hetmana suną cztery pionki do Shogi*.
Z za okna dobiegły strzały i krzyki.
Gra jest tak ekscytująca!
Przesuwam kolejne pionki.
Padło na gromadkę pionków do go*.
Otaczają króla.
Z dworu dobiegają huki i trzaski.
Zasypuję Króla kartami.
Dalej stoi.
Zaczynam się irytować.
Z dworu dochodzi coraz więcej nieprzyjemnych dźwięków.
Czemu nie chce upaść?
Plansza jest przysłonięta miszmaszem kart.
Biorę zamach.
Mieszanka kart i pionków ląduję na ziemi.
Na szachownicy zostają dwa pionki.
Stoją na przeciwko siebie.
Biały król.
Czarny hetman.
Drzwi mojego mieszkania otwierają się z hukiem.
Wbiegasz a oba pozostałe na planszy pionki zaczynają drżeć.
Który upadnie pierwszy?
Chwytasz mnie za kurtkę.
Podnosisz do góry.
Uśmiecham się.
- Co Shizu-chan? Czemu zaszczyciłeś mnie swoją wizytą?
- Bo tak.
Jesteś śmieszny, wiesz Shizu-chan?
Tak przewidywalny.
A jednocześnie potrafiący zaskoczyć.
Własnie zaprzeczam swoim słowom.
To przez ciebie.
Sam przeczysz własnemu istnieniu.
Czy to nie dziwne?
Śmieję się.
- W takim razie czy mógł byś wyjść? Jestem nie w formie.
Rzucasz pytające spojrzenie.
Podciągasz moją koszulkę w górę.
Widzisz kilka paskudnie wyglądających siniaków.
Kilka cięć.
- Kto cię tak pokiereszował?
- Czerwoni. Stare porachunki.
Czyż byś się wściekł?
Puszczasz mnie.
Upadam na kanapę.
- Gdzie masz apteczkę?
Co się dzieje?
Tego nie było w planach.
Oszukujesz Shizu-chan!
- Nad umywalką.
Siadasz koło mnie.
Opatrujesz każde zadrapanie.
Czyż byś się martwił?
To wbrew regułom!
- Jeśli jeszcze raz dasz się komuś tak pokiereszować nie będę tak miły.
Wstajesz.
Dłonią zahaczasz o planszę.
Dwaj królowie upadają.
- TYLKO ja mogę cię kaleczyć.
Wychodzisz.
Uśmiecham się.
Koniec gry.
Tylko czy wygrałem?
Nie wiem.
Nie lubię przegrywać.
Wyciągam zapalniczkę.
Rzucam ją na stare pionki.
Płoną.
Karty pod wpływem żaru wyginają się w różne strony.
Plastik topnieje.
Masa która powstała ze stopionego Białego króla, łączy się z pozostałościami czarnego.
Patrzę jak niszczeje kolejna gra.
Zabawne.
Bardzo.
HA. ha
Ale śmieszne.
Klaszczę.
Wyciągam nową planszę.
Rozkładam nowe pionki.
Obmyślam nowe zasady.
Układam nowy plan.
Biały królu, tym razem upadniesz.
Gramy na nowych zasadach.
* Shogi- coś jak japońskie szachy. Bardzo trudne c:
* Go - gra polegająca na otoczeniu pionka przeciwnika i zbiciu go.

A tu arcik który wyjątkowo przypadł mi do gustu c:

Biały król.
Symbolizuje ciebie.
Ale fajnie!
Gra jest ciekawa.
Interesująca.
Za oknem słyszę huk.
- IZAAAAAAYA - KUN!
Nawet bardzo ciekawa.
Bo gracie na moich zasadach.
Przesuwam kolejną figurę, tym razem jest to czarny pachołek z warcab.
Dosuwam do niego sześć następnych, tak by otoczyły króla.
- Mamy go!
- To Shizuo!
Z za okna dobiegają kolejne wrzaski.
Cieszcie się. Macie zaszczyt zagrać w grę z samym bogiem!
W stronę białego hetmana suną cztery pionki do Shogi*.
Z za okna dobiegły strzały i krzyki.
Gra jest tak ekscytująca!
Przesuwam kolejne pionki.
Padło na gromadkę pionków do go*.
Otaczają króla.
Z dworu dobiegają huki i trzaski.
Zasypuję Króla kartami.
Dalej stoi.
Zaczynam się irytować.
Z dworu dochodzi coraz więcej nieprzyjemnych dźwięków.
Czemu nie chce upaść?
Plansza jest przysłonięta miszmaszem kart.
Biorę zamach.
Mieszanka kart i pionków ląduję na ziemi.
Na szachownicy zostają dwa pionki.
Stoją na przeciwko siebie.
Biały król.
Czarny hetman.
Drzwi mojego mieszkania otwierają się z hukiem.
Wbiegasz a oba pozostałe na planszy pionki zaczynają drżeć.
Który upadnie pierwszy?
Chwytasz mnie za kurtkę.
Podnosisz do góry.
Uśmiecham się.
- Co Shizu-chan? Czemu zaszczyciłeś mnie swoją wizytą?
- Bo tak.
Jesteś śmieszny, wiesz Shizu-chan?
Tak przewidywalny.
A jednocześnie potrafiący zaskoczyć.
Własnie zaprzeczam swoim słowom.
To przez ciebie.
Sam przeczysz własnemu istnieniu.
Czy to nie dziwne?
Śmieję się.
- W takim razie czy mógł byś wyjść? Jestem nie w formie.
Rzucasz pytające spojrzenie.
Podciągasz moją koszulkę w górę.
Widzisz kilka paskudnie wyglądających siniaków.
Kilka cięć.
- Kto cię tak pokiereszował?
- Czerwoni. Stare porachunki.
Czyż byś się wściekł?
Puszczasz mnie.
Upadam na kanapę.
- Gdzie masz apteczkę?
Co się dzieje?
Tego nie było w planach.
Oszukujesz Shizu-chan!
- Nad umywalką.
Siadasz koło mnie.
Opatrujesz każde zadrapanie.
Czyż byś się martwił?
To wbrew regułom!
- Jeśli jeszcze raz dasz się komuś tak pokiereszować nie będę tak miły.
Wstajesz.
Dłonią zahaczasz o planszę.
Dwaj królowie upadają.
- TYLKO ja mogę cię kaleczyć.
Wychodzisz.
Uśmiecham się.
Koniec gry.
Tylko czy wygrałem?
Nie wiem.
Nie lubię przegrywać.
Wyciągam zapalniczkę.
Rzucam ją na stare pionki.
Płoną.
Karty pod wpływem żaru wyginają się w różne strony.
Plastik topnieje.
Masa która powstała ze stopionego Białego króla, łączy się z pozostałościami czarnego.
Patrzę jak niszczeje kolejna gra.
Zabawne.
Bardzo.
HA ha
hA Ha HAHa ha ha
Ha HA
ha ha
ha ha
HA. haAle śmieszne.
Klaszczę.
Wyciągam nową planszę.
Rozkładam nowe pionki.
Obmyślam nowe zasady.
Układam nowy plan.
Biały królu, tym razem upadniesz.
Gramy na nowych zasadach.
* Shogi- coś jak japońskie szachy. Bardzo trudne c:
* Go - gra polegająca na otoczeniu pionka przeciwnika i zbiciu go.

A tu arcik który wyjątkowo przypadł mi do gustu c:

czwartek, 27 sierpnia 2015
Eren x Levi "To uczucie"
On.
Proste słowo, a konkretniej rzeczownik. Dwie litery. Jedna samogłoska. Tyle różnych zastosowań. Można nim określić ludzi, zwierzęta, wszytko. To dzięki niemu znam ten wyraz. Tak ładnie brzmi. On On On On On On. To prawda, że gdy cały czas powtarzamy jedno słowo nabiera ono szczególnego znaczenia. Zaczyna inaczej brzmieć.
Nie.
Prosta partykuła mająca na celu wyrażenie sprzeciwu. Trzy litery. Dwie samogłoski. Większość ludzi nie potrafi odmawiać, stanowczo wypowiedzieć jednej, głupiej odzywki. Przecież to proste. Banalne. Nie Nie Nie Nie ie Nie Nie. Przecież wypowiadamy to słowo nie zliczoną ilość razy dziennie. A to odmawiając dokładki obiadu, a to informując o nie powodzeniu misji. Jak widać, partykuła jest uniwersalna.
Żyje.
Termin informujący o aktywnych funkcjach życiowych. Cztery litery. Dwie samogłoski. Od wieków ludzie zastanawiali się po co żyją? Czym jest życie? I czemu jest tak ulotne? Pewnie będą zastanawiać się nad tym jeszcze przez długi czas.
On nie żyje. On nie żyje. On nie żyje. On nie żyje.
- On nie żyje- wyszeptałem cicho. Trzy słowa. Jeden rzec rzeczownik, jedna partykuła i przymiotnik. Dziewięć liter. Pięć samogłosek. Oddzielnie te zwroty nic nie znaczą, jednak razem... Razem wywołują ból większy niż stalowe noże. Istną agonię. Po mich policzkach powoli spłynęły dwie, perliste łzy skapując na jego spokojną, bladą twarz. To nie fer. Cholernie nie fer. Czemu on? Czemu nie ja?
- Eren- ktoś położył mi dłoń na ramieniu. Kapitan Erwin. On też musiał cierpieć, w końcu stracił przyjaciela. Spojrzałem na Niego jeszcze raz. Czarne, zazwyczaj schludnie ułożone włosy rozsypane były kaskadą wokół Jego drobnej twarzy, tworząc swego rodzaju aureolę. Kolejne łzy, tym razem wsiąkające w materiał zielonej peleryny ze skrzydłami wolności. No tak. Ktoś podciął twe skrzydła, już nie polecisz. Nigdy więcej nie wyjedziesz po za mury. Upadłeś, a niebo przysłonił szkarłat twojej krwi. Teraz jej nie ma, Twoje ciało jest czyste i gotowe do ostatniej, wielkiej ceremonii. Wiem, że powinienem przestać mówić tak ja byś ze mną był. Nie mogę. Staram się. Naprawdę się staram, mimo iż wiem że na Kapralu Levim starania nie robią żadnego wrażenia. To uczucie... Czym ono jest? Czemu tak boli? Ta apatia męczy mnie, od agonii dawno już mnie mdli. Obiecałeś... nie. OBIECAŁ że mnie obroni. I połowicznie dopiął swego. Ale tylko w połowie. Kto obroni mnie przed osunięciem się w beznadziejną pustkę? Kto poskłada moje serce, rozbite na tysiące pojedynczych odłamków? Nie wiem. Kolejne łzy rozbiły się o świeżo rozkopaną ziemię. Przyłożyłem prawą dłoń do piersi, stając na baczność ze strumykami łez sunącymi po mojej twarzy.
- Żegnaj, heichou- stojąc w bez ruchu po raz ostatni na ciebie spojrzałem. Teraz rozumiem. To czysta udręka, powoli zabijająca mnie od środka.
PRZEEEEEEEEEEEEEEEEEEPRAAAAAAAAAAAAASZAAAAAAAAAAAAM!
Lista rzeczy ważnych które muszę zakomunikować:
- 12. 08 były urodziny bloga. Roku. Kurdebele rok już tutaj zanudza was tą swoją pseudo twórczością. Oczywiście nie miałam wtedy komputera....
- Lipiec. Urodziny Kotaro Hayamy. Oneshoot już w drodze.
- 7 Lipca. Urodziny pewnej zrzędy zwanej Midorima. Oneschoot już powstaje.
- 18. 08 moje urodziny c: Zdjęcia prezentów wkrótce ( magiczne gadżety "otaku" idą kurierem)
- Sprawa najważniejsza. PRZEPRASZAM ZA NIE PISANIE ALE NAJPIERW OBÓZ, POTEM WYWIEŹLI MNIE NA JAKIEŚ ZADUPIE I W KOŃCU WRÓCIŁAM DO WARSZAWY c:
W sumie tyle. A co do Shoota... Miał być angst ale jak to czytam to się z tego ryje xD Szykujcie się na coś z Durarary albo Tokyo Ghoula którego skończyłam drugi sezon. Odcinki od 7 do 12- Shadow ryczy, poduszki, chusteczki i kot są całe we łzach i smarkach a koc pognieciony i zmolestowany c: Tak więc do (miejmy nadzieję) następnego posta.
Proste słowo, a konkretniej rzeczownik. Dwie litery. Jedna samogłoska. Tyle różnych zastosowań. Można nim określić ludzi, zwierzęta, wszytko. To dzięki niemu znam ten wyraz. Tak ładnie brzmi. On On On On On On. To prawda, że gdy cały czas powtarzamy jedno słowo nabiera ono szczególnego znaczenia. Zaczyna inaczej brzmieć.
Nie.
Prosta partykuła mająca na celu wyrażenie sprzeciwu. Trzy litery. Dwie samogłoski. Większość ludzi nie potrafi odmawiać, stanowczo wypowiedzieć jednej, głupiej odzywki. Przecież to proste. Banalne. Nie Nie Nie Nie ie Nie Nie. Przecież wypowiadamy to słowo nie zliczoną ilość razy dziennie. A to odmawiając dokładki obiadu, a to informując o nie powodzeniu misji. Jak widać, partykuła jest uniwersalna.
Żyje.
Termin informujący o aktywnych funkcjach życiowych. Cztery litery. Dwie samogłoski. Od wieków ludzie zastanawiali się po co żyją? Czym jest życie? I czemu jest tak ulotne? Pewnie będą zastanawiać się nad tym jeszcze przez długi czas.
On nie żyje. On nie żyje. On nie żyje. On nie żyje.
- On nie żyje- wyszeptałem cicho. Trzy słowa. Jeden rzec rzeczownik, jedna partykuła i przymiotnik. Dziewięć liter. Pięć samogłosek. Oddzielnie te zwroty nic nie znaczą, jednak razem... Razem wywołują ból większy niż stalowe noże. Istną agonię. Po mich policzkach powoli spłynęły dwie, perliste łzy skapując na jego spokojną, bladą twarz. To nie fer. Cholernie nie fer. Czemu on? Czemu nie ja?
- Eren- ktoś położył mi dłoń na ramieniu. Kapitan Erwin. On też musiał cierpieć, w końcu stracił przyjaciela. Spojrzałem na Niego jeszcze raz. Czarne, zazwyczaj schludnie ułożone włosy rozsypane były kaskadą wokół Jego drobnej twarzy, tworząc swego rodzaju aureolę. Kolejne łzy, tym razem wsiąkające w materiał zielonej peleryny ze skrzydłami wolności. No tak. Ktoś podciął twe skrzydła, już nie polecisz. Nigdy więcej nie wyjedziesz po za mury. Upadłeś, a niebo przysłonił szkarłat twojej krwi. Teraz jej nie ma, Twoje ciało jest czyste i gotowe do ostatniej, wielkiej ceremonii. Wiem, że powinienem przestać mówić tak ja byś ze mną był. Nie mogę. Staram się. Naprawdę się staram, mimo iż wiem że na Kapralu Levim starania nie robią żadnego wrażenia. To uczucie... Czym ono jest? Czemu tak boli? Ta apatia męczy mnie, od agonii dawno już mnie mdli. Obiecałeś... nie. OBIECAŁ że mnie obroni. I połowicznie dopiął swego. Ale tylko w połowie. Kto obroni mnie przed osunięciem się w beznadziejną pustkę? Kto poskłada moje serce, rozbite na tysiące pojedynczych odłamków? Nie wiem. Kolejne łzy rozbiły się o świeżo rozkopaną ziemię. Przyłożyłem prawą dłoń do piersi, stając na baczność ze strumykami łez sunącymi po mojej twarzy.
- Żegnaj, heichou- stojąc w bez ruchu po raz ostatni na ciebie spojrzałem. Teraz rozumiem. To czysta udręka, powoli zabijająca mnie od środka.
PRZEEEEEEEEEEEEEEEEEEPRAAAAAAAAAAAAASZAAAAAAAAAAAAM!
Lista rzeczy ważnych które muszę zakomunikować:
- 12. 08 były urodziny bloga. Roku. Kurdebele rok już tutaj zanudza was tą swoją pseudo twórczością. Oczywiście nie miałam wtedy komputera....
- Lipiec. Urodziny Kotaro Hayamy. Oneshoot już w drodze.
- 7 Lipca. Urodziny pewnej zrzędy zwanej Midorima. Oneschoot już powstaje.
- 18. 08 moje urodziny c: Zdjęcia prezentów wkrótce ( magiczne gadżety "otaku" idą kurierem)
- Sprawa najważniejsza. PRZEPRASZAM ZA NIE PISANIE ALE NAJPIERW OBÓZ, POTEM WYWIEŹLI MNIE NA JAKIEŚ ZADUPIE I W KOŃCU WRÓCIŁAM DO WARSZAWY c:
W sumie tyle. A co do Shoota... Miał być angst ale jak to czytam to się z tego ryje xD Szykujcie się na coś z Durarary albo Tokyo Ghoula którego skończyłam drugi sezon. Odcinki od 7 do 12- Shadow ryczy, poduszki, chusteczki i kot są całe we łzach i smarkach a koc pognieciony i zmolestowany c: Tak więc do (miejmy nadzieję) następnego posta.
niedziela, 26 lipca 2015
Ohayo Ludziki!
Jak tytuł posta wskazuje Ohayo ludziki!
Ze skruchą przepraszam za brak postów. Jako usprawiedliwienie mogę podać iż miałam dwa wyjazdy pod rząd i obecnie znajduje się na obozie. Po powrocie do domu zamierzam brać się za zaległą notkę na urodziny Midorimy (MidoTaka ludziska!), Jelsę (kiedy ja to obiecałam?...) i coś na urodzinki Kotaro Hayamy. Jeszcze raz przepraszam za zaniedbanie. Napisała bym coś z telefonu ale moja kochana komórka uznała iż jesteśmy ze sobą za długo i zepsuło mi się wejście do ładowarki, tak więc cierpię na całkowity brak internetów, pisania, yaoi i zdjęć których w telefonie zgromadziłam całkiem pokaźną kolekcję. dobra, nie miałam wam w tej notce streszczać moich problemów tylko przeprosić za brak postów. No to przepraszam i do napisania c:
A tu Aka-chin na przeprosiny (jak ja go kocham *,*)
Ze skruchą przepraszam za brak postów. Jako usprawiedliwienie mogę podać iż miałam dwa wyjazdy pod rząd i obecnie znajduje się na obozie. Po powrocie do domu zamierzam brać się za zaległą notkę na urodziny Midorimy (MidoTaka ludziska!), Jelsę (kiedy ja to obiecałam?...) i coś na urodzinki Kotaro Hayamy. Jeszcze raz przepraszam za zaniedbanie. Napisała bym coś z telefonu ale moja kochana komórka uznała iż jesteśmy ze sobą za długo i zepsuło mi się wejście do ładowarki, tak więc cierpię na całkowity brak internetów, pisania, yaoi i zdjęć których w telefonie zgromadziłam całkiem pokaźną kolekcję. dobra, nie miałam wam w tej notce streszczać moich problemów tylko przeprosić za brak postów. No to przepraszam i do napisania c:
A tu Aka-chin na przeprosiny (jak ja go kocham *,*)
piątek, 26 czerwca 2015
MidoTaka 6 poziomów głupoty
Poziom 1
Osobnik wykazuje przejawy zainteresowania męskim układem rozrodczym. Do owych objawów dochodzi mamrotanie połączone z łakomymi spojrzeniami rzucanymi w stronę alkocholu.
Poziom 2
Obiekt wydaje się zainteresowany konkursem picia. Osobiście jestem zdegustowany zachowaniem tego kretyna, jak można zmieścić w sobie dwa litry piwa? Obiektowi udało się pobić rekord. Co prawda zaczyna się chiwać i mamrotać pod nosem Ale nie doszło jeszcze do wydalenia nadmiaru alkocholu.
Poziom 3
Obiekt ewidentnie jest mocno wstawiony. Chwieje się i bełkocze bliżej nie określone słowa wyraźnie dając do zrozumienia, iż potrzeba mu poświęcić więcej uwagi.
Notka: Ręce obiektu spoczywają podejrzanie blisko moich ramion.
Poziom 4
Jedyne co trzyma eksperyment na nogach to krakersy, których tony zostały pochłonięte przez to niewydarzone coś. Nie wiem ile jeszcze zostało mu czasu, mimo iż na razie zażeka, że czuje się ''kurwa, zajebiście, cholera, makaron''. Po tej jakże budującej maksymie wnoszę, że przewidywany czas przytomności obiektu to około godzina.
Notka: mimo iż całe badanie po każdej szklance piwa staje się coraz bardziej niezdarne, jego ręce zyskują zwinność przy odpinaniu guzików. Nie bywałe!
Poziom 5
Obiekt wykazuje pierwsze objawy zmęczenia. Dodatkowo zaczyna dotykać mnie tam, gdzie nikt nie ma prawa sięgnąć. Gdy bym nie przeprowadzał obserwacji w imię nauki, obiekt leżał by dawno znokautowany. Obiekt ściąga ze mnie ubranie.
Notka: Eksperyment wydaje się zmierzać ku ewidentnej katastrofie.
Poziom 6
Obiekt wydala z organizmu nadmiar alkocholu zostawiając malownicze ślady bliżej nieokreślonej substancji o specyficznym zapachu. Wygląda jak by stracił przytomność. Widać muszę go odprowadzić do łużka.
Notka: czemu to cholerstwo tak się zatacza?!
-Shiiiiiin-chan! Co tam czytasz?- Spytał czarnowłosy chlopak zerkając partberowi przez ramię. Widząc to, zielonowłosy pospiesznie zamknął notatnik, w którym od kilku dni prowadził 'obserwacje'.
- Nic ciekawego- odburknął mając nadzieję, że to zniechęci Takao. Niestety dla Midorimy stało się odwrotnie.
- Daaaaj poczytać!- jęknął Kazunari.- Kieedy dasz poczytać?
Chłopakroześmiał się słysząc stanowcze 'nigdy'. Tak, Midorima jest palantem z obsesją na punkcie horoskopów ale w końcu to jego własny, osobisty palant którego Takao nie oddał by za żadne skarby. Gdy by tylko wiedział do czego żucający obrońca potrzebował tych informacji mina by mu zrzędła...
Nareszcie! Koniec roku! Wolność! Wakacje! Swoboda! A teraz wybaczcie ale idę się cieszyć owymi przymiotami xD
Notka: czemu to cholerstwo tak się zatacza?!
-Shiiiiiin-chan! Co tam czytasz?- Spytał czarnowłosy chlopak zerkając partberowi przez ramię. Widząc to, zielonowłosy pospiesznie zamknął notatnik, w którym od kilku dni prowadził 'obserwacje'.
- Nic ciekawego- odburknął mając nadzieję, że to zniechęci Takao. Niestety dla Midorimy stało się odwrotnie.
- Daaaaj poczytać!- jęknął Kazunari.- Kieedy dasz poczytać?
Chłopakroześmiał się słysząc stanowcze 'nigdy'. Tak, Midorima jest palantem z obsesją na punkcie horoskopów ale w końcu to jego własny, osobisty palant którego Takao nie oddał by za żadne skarby. Gdy by tylko wiedział do czego żucający obrońca potrzebował tych informacji mina by mu zrzędła...
Nareszcie! Koniec roku! Wolność! Wakacje! Swoboda! A teraz wybaczcie ale idę się cieszyć owymi przymiotami xD
czwartek, 18 czerwca 2015
drabble AoKise czyli prezent na urodziny Kisiaka
- Ała, to boli! - Krzyknął blondyn na co ja wywrocilem oczami.
- Nawet cię nie dotknąłem!
- I tak boli po za tym nie wiem czy jestem na to gotowy...- mruknął rumieniac się. Prychnalem zdenerwowany.
- Przecież sam tego chciałeś! Teraz nie pozwolę ci się wycofać.- pchnąłem go delikatnie na łóżko na co blondyn zaczął się wyrywać.
- Ją nie chcę! Zostaw!
- Nie ma tak łatwo!- zasmialem się pod nosem- teraz płać za swoją głupotę!
- A- Ale zostaw! T-To będzie bolało!
- Przyzwyczisz się- burknalem.
- Ale-ale- zaczął się jąkać. Chwyciłem go za nadgarstek i unieruchomiłem.
- Siedź cicho.
- Ale to boli! I jest we mnie!
- Nie przesadzaj, już po krzyku. W końcu to był zwykły antybiotyk w zastrzyku. Warto było tak dramatyzowac?
Kise zarumienil się.
- Nie, ale masz mi to wynagrodzić.
Uśmiechnąłem się chytrze.
- Klient nasz pan.
Dobra, starałam się o coś śmiesznego ale moje poczucie humoru zdechło dawno temu sooł przepraszam iż zepsułam tak cudny Parring. Przepraszam też za to iż postaci powychodzily trochę jak OC :/ jest to moje pierwsze Drabble sooł nie bijcie *używa Midorimy jako tarczy*
A teraz czas ba życzenia dla solenizanta c: Kise, dużo Mine-china, kosmetyków i żebyś był tak zajebisty jak zawsze ^^ po prostu się nie zmieniaj c:
- Nawet cię nie dotknąłem!
- I tak boli po za tym nie wiem czy jestem na to gotowy...- mruknął rumieniac się. Prychnalem zdenerwowany.
- Przecież sam tego chciałeś! Teraz nie pozwolę ci się wycofać.- pchnąłem go delikatnie na łóżko na co blondyn zaczął się wyrywać.
- Ją nie chcę! Zostaw!
- Nie ma tak łatwo!- zasmialem się pod nosem- teraz płać za swoją głupotę!
- A- Ale zostaw! T-To będzie bolało!
- Przyzwyczisz się- burknalem.
- Ale-ale- zaczął się jąkać. Chwyciłem go za nadgarstek i unieruchomiłem.
- Siedź cicho.
- Ale to boli! I jest we mnie!
- Nie przesadzaj, już po krzyku. W końcu to był zwykły antybiotyk w zastrzyku. Warto było tak dramatyzowac?
Kise zarumienil się.
- Nie, ale masz mi to wynagrodzić.
Uśmiechnąłem się chytrze.
- Klient nasz pan.
Dobra, starałam się o coś śmiesznego ale moje poczucie humoru zdechło dawno temu sooł przepraszam iż zepsułam tak cudny Parring. Przepraszam też za to iż postaci powychodzily trochę jak OC :/ jest to moje pierwsze Drabble sooł nie bijcie *używa Midorimy jako tarczy*
A teraz czas ba życzenia dla solenizanta c: Kise, dużo Mine-china, kosmetyków i żebyś był tak zajebisty jak zawsze ^^ po prostu się nie zmieniaj c:
sobota, 13 czerwca 2015
Akashi, kim jesteś? I kim ja jestem?
Szczupły, czerwono włosy chłopak spojrzał w lustro. Niby ta sama twarz, te same rysy a jednak coś było inaczej. Sam siebie nie rozumiał, z jednej strony chciał by go szanowano a z drugiej by go lubiano.
- Tak się nie da- odpowiedziało odbicie. Akashi spojrzał w taflę szkła jeszcze raz po czym wzdrygnął się. Znowu on. Nienawidził go z całego serca, to przez niego spotykały go same nieprzyjemności.
- Odwal się- warknął. Chłopak tylko się zaśmiał.
- Dobrze wiesz że nie mogę. Jestem tobą tak jak ty jesteś mną.
- Mylisz się- odpowiedział słabo, choć miał świadomość ze to kłamstwo. Tam w lustrze był on... Inny on, osoba o tym samym wyglądzie i identycznym imieniu ale na tym podobieństwo się kończyło. Tamten Akashi był sadystą bez żadnych zasad a Seijuro właśnie za to go nienawidził- tamten Akashi kazał nazywać się absolutem pod czas gdy Seijuro był miły i nie chciał mieć nic wspólnego z tamtym psychopatą. Dwukolorowe tęczówki zalśniły w półmroku a tamten znów wybuchł śmiechem.
- Jesteś słaby- powiedział z pogardą- nie umiesz utrzymać innych w ryzach. Musisz mieć nad nimi władzę.
- Nie chcę żeby ludzie się mnie bali, nie chcę być tyranem.- mruknął coraz bardziej zażenowany.- Po za tym nie będę zachowywał się jak ty, zastraszając i raniąc innych.
Odbicie znów wybuchło śmiechem.
- Cel uświęca środki. Po za tym dobrze wiesz, że nie będziesz w stanie wiecznie mnie więzić.
- Przekonamy się- odburknął Seijuro jednak wiedział, iż Akashi ma rację. Nawet z jego niemal że idealną samokontrolą i opanowaniem nie mógł być w stu procentach pewny, że Akashi nie wydostanie się kiedyś. Wiedział też, że kilka razy udało mu się przebić co niemal na pewno zauważył Midorima.
- Przekonamy się, przekonamy się- odbicie powtórzyło to jak echo- jesteś słaby, nie potrafisz zapanować nad własnymi myślami nie mówiąc już o drużynie.
- Przestań, przestań! - krzyknął czerwonowłosy po czym zakrył uszy dłońmi.
- Słaby! Słaby!- wyśpiewywało lustro- ojciec nie jest z ciebie dumny! Jesteś ujmą na honorze! Ja był bym dużo lepszy!
- Stop! Stop!- krzyczał Seijuro po czym bezwiednie osunął się po ścianie na podłogę.
- Ha ha ha ha! Widzisz?! Nawet nie umiesz zmusić mnie bym przestał.
Chłopak nic nie odpowiedział, zamiast tego ukrył twarz w kolanach a po jego policzkach potoczyły się dwie perliste łzy. Ból, zarówno psychiczny jak i fizyczny rozsadzał go, niszczył. Że niby on miał by być kapitanem jakiejkolwiek drużyny? Żałosne. Jak miał by zarządzać innymi skoro nie potrafił nawet okiełznać Akashiego?
- Proszę, przestań- wyszeptał pomiędzy atakami szlochu. Nienawidził samego siebie za tą ohydną słabość. Dusił się przez nią a ona cały czas ciągnęła go w dół. Napawała go odrazą podobnie jak lustrzany sadysta. Nawet jeśli byli jeną osobą Seijuro nie chciał mieć z nim nic wspólnego. Czemu nie mógł być normalny? Czemu nie mógł, tak jak Aomine fapać do cycyatych lasek? (no, może tego akurat nie chciał...) Czemu nie mógł być tak szczęśliwy jak Kise? Czemu nie mógł być tak spokojny jak Midorima? Czemu nie mógł robić tego, na co miał ochotę, tak jak Murasakibara? Znał odpowiedź.
- To twoja wina- wyszeptał łamiącym się głosem, nie przestając kiwać się w tył i przód. - Odejdź.
Usłyszał jego śmiech.
-Nie. Jesteśmy jednym i chcę dla nas jak najlepiej. Moje zdanie jest absolutne.
- Czemu mi to robisz?- wykrztusił przez łzy.- Jaki masz powód?
- Powód? Jesteś intruzem, tylko ja mam prawo istnieć, ciebie nie powinno tu być a teraz rozmowa jest skończona.
Seijuro po czół obezwładniający ból głowy. Może Akashi miał rację? A co, jeśli on był tym prawdziwym Akashim Seijuro? To się nigdy nie skończy, ich wymiana będzie trwać wiecznie a on sam wiedział, że długo tego nie zniesie. Pozostawała tylko jedna nadzieja: Niech ktoś uwolni go od tego sadysty. Proszę.
Do zobaczenia- cichy szept rozległ się wewnątrz jego głowy a on wstał i chwiejnym krokiem wyszedł z łazienki. Jeśli miało by dojść do wymiany to jego obowiązkiem jest jak najbardziej ją opóźnić i mieć nadzieję, że pewnego dnia ktoś go uwolni.
Gomene!
Wybaczcie, że dodane z tak dużą przerwą. Jako powód mogę usprawiedliwić się dwu dniowym survivalem zwanym potocznie "klasowa wycieczka". Do napisania tego zmobilizował mnie pewiem odcinek KnB w którym to widać tę "wymianę" osobowości Akashiego. Następny One Shoot/ może jakieś krótkie opowiadanie ukaże się nie długo c: Do zobaczenia *macha i odchodzi po czym wali w ścianę następnie wstaje klnąc pod nosem i udaje, że to było zamierzone*
PS Czytasz? To skomentuj, dla ciebie to tylko chwila a dla mnie motywacja do pisania c:
- Odwal się- warknął. Chłopak tylko się zaśmiał.
- Dobrze wiesz że nie mogę. Jestem tobą tak jak ty jesteś mną.
- Mylisz się- odpowiedział słabo, choć miał świadomość ze to kłamstwo. Tam w lustrze był on... Inny on, osoba o tym samym wyglądzie i identycznym imieniu ale na tym podobieństwo się kończyło. Tamten Akashi był sadystą bez żadnych zasad a Seijuro właśnie za to go nienawidził- tamten Akashi kazał nazywać się absolutem pod czas gdy Seijuro był miły i nie chciał mieć nic wspólnego z tamtym psychopatą. Dwukolorowe tęczówki zalśniły w półmroku a tamten znów wybuchł śmiechem.
- Jesteś słaby- powiedział z pogardą- nie umiesz utrzymać innych w ryzach. Musisz mieć nad nimi władzę.
- Nie chcę żeby ludzie się mnie bali, nie chcę być tyranem.- mruknął coraz bardziej zażenowany.- Po za tym nie będę zachowywał się jak ty, zastraszając i raniąc innych.
Odbicie znów wybuchło śmiechem.
- Cel uświęca środki. Po za tym dobrze wiesz, że nie będziesz w stanie wiecznie mnie więzić.
- Przekonamy się- odburknął Seijuro jednak wiedział, iż Akashi ma rację. Nawet z jego niemal że idealną samokontrolą i opanowaniem nie mógł być w stu procentach pewny, że Akashi nie wydostanie się kiedyś. Wiedział też, że kilka razy udało mu się przebić co niemal na pewno zauważył Midorima.
- Przekonamy się, przekonamy się- odbicie powtórzyło to jak echo- jesteś słaby, nie potrafisz zapanować nad własnymi myślami nie mówiąc już o drużynie.
- Przestań, przestań! - krzyknął czerwonowłosy po czym zakrył uszy dłońmi.
- Słaby! Słaby!- wyśpiewywało lustro- ojciec nie jest z ciebie dumny! Jesteś ujmą na honorze! Ja był bym dużo lepszy!
- Stop! Stop!- krzyczał Seijuro po czym bezwiednie osunął się po ścianie na podłogę.
- Ha ha ha ha! Widzisz?! Nawet nie umiesz zmusić mnie bym przestał.
Chłopak nic nie odpowiedział, zamiast tego ukrył twarz w kolanach a po jego policzkach potoczyły się dwie perliste łzy. Ból, zarówno psychiczny jak i fizyczny rozsadzał go, niszczył. Że niby on miał by być kapitanem jakiejkolwiek drużyny? Żałosne. Jak miał by zarządzać innymi skoro nie potrafił nawet okiełznać Akashiego?
- Proszę, przestań- wyszeptał pomiędzy atakami szlochu. Nienawidził samego siebie za tą ohydną słabość. Dusił się przez nią a ona cały czas ciągnęła go w dół. Napawała go odrazą podobnie jak lustrzany sadysta. Nawet jeśli byli jeną osobą Seijuro nie chciał mieć z nim nic wspólnego. Czemu nie mógł być normalny? Czemu nie mógł, tak jak Aomine fapać do cycyatych lasek? (no, może tego akurat nie chciał...) Czemu nie mógł być tak szczęśliwy jak Kise? Czemu nie mógł być tak spokojny jak Midorima? Czemu nie mógł robić tego, na co miał ochotę, tak jak Murasakibara? Znał odpowiedź.
- To twoja wina- wyszeptał łamiącym się głosem, nie przestając kiwać się w tył i przód. - Odejdź.
Usłyszał jego śmiech.
-Nie. Jesteśmy jednym i chcę dla nas jak najlepiej. Moje zdanie jest absolutne.
- Czemu mi to robisz?- wykrztusił przez łzy.- Jaki masz powód?
- Powód? Jesteś intruzem, tylko ja mam prawo istnieć, ciebie nie powinno tu być a teraz rozmowa jest skończona.
Seijuro po czół obezwładniający ból głowy. Może Akashi miał rację? A co, jeśli on był tym prawdziwym Akashim Seijuro? To się nigdy nie skończy, ich wymiana będzie trwać wiecznie a on sam wiedział, że długo tego nie zniesie. Pozostawała tylko jedna nadzieja: Niech ktoś uwolni go od tego sadysty. Proszę.
Do zobaczenia- cichy szept rozległ się wewnątrz jego głowy a on wstał i chwiejnym krokiem wyszedł z łazienki. Jeśli miało by dojść do wymiany to jego obowiązkiem jest jak najbardziej ją opóźnić i mieć nadzieję, że pewnego dnia ktoś go uwolni.
Gomene!
Wybaczcie, że dodane z tak dużą przerwą. Jako powód mogę usprawiedliwić się dwu dniowym survivalem zwanym potocznie "klasowa wycieczka". Do napisania tego zmobilizował mnie pewiem odcinek KnB w którym to widać tę "wymianę" osobowości Akashiego. Następny One Shoot/ może jakieś krótkie opowiadanie ukaże się nie długo c: Do zobaczenia *macha i odchodzi po czym wali w ścianę następnie wstaje klnąc pod nosem i udaje, że to było zamierzone*
PS Czytasz? To skomentuj, dla ciebie to tylko chwila a dla mnie motywacja do pisania c:
piątek, 5 czerwca 2015
Wiersz o cudach, czyli Kiseki no Sedai w małym palcu
Z dedykacją dla Hani, Oleczki i Ewy c: zmotywowalyscie mnie do pisania, Ole-chin komem, Ewa głupotą a Hania 'konfą' xD mam nadzieję że nie jest tragicznie
Śmiałku, co czytasz te księgi zakazane,
Racz poświęcić czas swój na opowieści porąbane,
O cudach nad cudami w kosza grających,
Psychikę ludzką, głupotą swą niszczących.
Kapitanem owego tęczowego zgromadzenia,
Jest Seijuro Akashi- wygrywający mecze od niechcenia,
Okiem imperatora lustruje przeciwnika,
Z którego to wnet cała odwaga umyka,
I choć włosy ma rude, nikt zaprzeczyć nie może,
Że gdy dzierży nożyczki, wszyscy mówią: "Boże!".
Uciekają, krzycząc i jęcząc w niebo głosy:
"Ratujcie się, toż to wariat czerwonowłosy!".
Kolejnym Pokolenia Cudów zawodnikiem,
Jest Muasakibara Atsushi, co opycha się słodzikiem,
Jęczy, narzeka i leni się nie miłosiernie,
Lecz gdy przyjdzie co do czego kosza strzeże wiernie,
Wysoki niczym wieża, przytłacza przeciwnika,
Kiedy to "Młotem Thora" piłkę do kosza wtyka.
"Nikt mnie nie zatrzyma" "Jestem niepokonany",
Z tych to właśnie słów Daiki Aomine jest znany,
Koszykówkę kocha, powiem ja tobie,
mimo iż zmacania cycków nie odmówi sobie.
Jako as naszego Cudów Pokolenia,
W meczach ligowych nie ma ani chwili wytchnienia.
Shintaro Midorima- strzelec jakich mało
horoskom swą przyszłość zawierza śmiało,
Jego zielone włosy połączone z wysokim wzrostem,
sprawiały iż często nazywano go wodorostem.
I choć było z niego marudne tsundere,
jego chęci zawsze były szczere.
Lecz czas już ostatniego zawodnika przedstawić,
by przy tej historii dłużej nie zabawić.
Ryota Kise- bo tak się nazywa,
nienawidzi czuć że naprawdę przegrywa,
Urodą swą niezwykłą czaruje damy,
choć czasem woła, że chce do mamy.
Jego Perfect Copy przyprawia o dreszcze,
gdy gdy do Aomine krzyczy: ''nie poddam się jeszcze''.
Tak o to prezentuje naszą drużynę,
co przeciwników obraca w perzynę,
wdzięczną nazwą została ochrzczona,
by wasza psychika została zniszczona,
bo gdy ta piątka wchodzi na boisko,
zdarzyć się może dosłownie wszystko.
ufff! Nawet nie wiecie jak ciężko było pisać wierszem! Mam nadzieję że spodobało się, gdyż mam w planach jeszcze kilka części xD co do One Shoota Ryuga vs Akashi ukaże się wkrótce, gdyż utknelam w tak zwanym ''martwym punkcie''.
Śmiałku, co czytasz te księgi zakazane,
Racz poświęcić czas swój na opowieści porąbane,
O cudach nad cudami w kosza grających,
Psychikę ludzką, głupotą swą niszczących.
Kapitanem owego tęczowego zgromadzenia,
Jest Seijuro Akashi- wygrywający mecze od niechcenia,
Okiem imperatora lustruje przeciwnika,
Z którego to wnet cała odwaga umyka,
I choć włosy ma rude, nikt zaprzeczyć nie może,
Że gdy dzierży nożyczki, wszyscy mówią: "Boże!".
Uciekają, krzycząc i jęcząc w niebo głosy:
"Ratujcie się, toż to wariat czerwonowłosy!".
Kolejnym Pokolenia Cudów zawodnikiem,
Jest Muasakibara Atsushi, co opycha się słodzikiem,
Jęczy, narzeka i leni się nie miłosiernie,
Lecz gdy przyjdzie co do czego kosza strzeże wiernie,
Wysoki niczym wieża, przytłacza przeciwnika,
Kiedy to "Młotem Thora" piłkę do kosza wtyka.
"Nikt mnie nie zatrzyma" "Jestem niepokonany",
Z tych to właśnie słów Daiki Aomine jest znany,
Koszykówkę kocha, powiem ja tobie,
mimo iż zmacania cycków nie odmówi sobie.
Jako as naszego Cudów Pokolenia,
W meczach ligowych nie ma ani chwili wytchnienia.
Shintaro Midorima- strzelec jakich mało
horoskom swą przyszłość zawierza śmiało,
Jego zielone włosy połączone z wysokim wzrostem,
sprawiały iż często nazywano go wodorostem.
I choć było z niego marudne tsundere,
jego chęci zawsze były szczere.
Lecz czas już ostatniego zawodnika przedstawić,
by przy tej historii dłużej nie zabawić.
Ryota Kise- bo tak się nazywa,
nienawidzi czuć że naprawdę przegrywa,
Urodą swą niezwykłą czaruje damy,
choć czasem woła, że chce do mamy.
Jego Perfect Copy przyprawia o dreszcze,
gdy gdy do Aomine krzyczy: ''nie poddam się jeszcze''.
Tak o to prezentuje naszą drużynę,
co przeciwników obraca w perzynę,
wdzięczną nazwą została ochrzczona,
by wasza psychika została zniszczona,
bo gdy ta piątka wchodzi na boisko,
zdarzyć się może dosłownie wszystko.
ufff! Nawet nie wiecie jak ciężko było pisać wierszem! Mam nadzieję że spodobało się, gdyż mam w planach jeszcze kilka części xD co do One Shoota Ryuga vs Akashi ukaże się wkrótce, gdyż utknelam w tak zwanym ''martwym punkcie''.
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Pożegnanie starej historii
Chciałam w tym poście oznajmić wszem i wobec, iż główne opowiadanie prowadzone na tym blogu zostaje zawieszone. Będę wrzucała One-Shooty z różnych filmów/anime/książek. Ciężko mi przerywać tą historię lecz widzę iż nikogo ona już nie interesuje, tak więc adres bloga pozostanie ten sam, zmieni się tylko tematyka na trochę szerszy zakres fandomó c: Tylko tyle z mojej strony a już nie długo powinien się ukazać nowy, obiecany OS
PS Jest mi naprawdę przykro, iż pod poprzednim rozdziałem nie pojawił się żaden kom :c
PS Jest mi naprawdę przykro, iż pod poprzednim rozdziałem nie pojawił się żaden kom :c
środa, 6 maja 2015
Rozdział 15 Ja też żałuję naszej znajomości, mój kochany nieprzyjacielu + One shoot Aomine x Kise
Punz
Z korytarza wyszedł wkurzony Jack, ciągnąc za sobą Hicka.
- Co się stało? -spytała Merida. Jack nie odpowiedział tylko szedł dalej naburmuszony ciągnąc za sobą Krukona.
- Hej, zaczekajcie!
Potruchtałyśmy za chłopcami. Nagle Jack zatrzymał się po czym nieoczekiwanie przycisnął mniejszego chłopaka do ściany.
- Co ty do niego masz?- wysyczał. - Co on takiego zrobił, że cały czas się go czepiasz?!
Hick spojrzał na niego lekceważąco, tak jak by fakjt iż jest w tej chwili porzyduszany do ściany nie robił na nim wrażenia.
- Bo ja znam tego sadystę!- wrzasnął Krukon. - miałem tę nieprzyjemność go poznać!
- Więc co on takiego zrobił, że tak bardzo go nienawidzisz?!- wrzasnął biało włosy. Oczy Haddocka rozbłysły jakimś dziwnym światłem, którego nigdy u nieo nie widziałam. Czułam się jak bym obserwowała mecz tenisa, patrzyłam to na jednego, to na drugiego.
- Nie tu- warknął Hiccup- ściany mają uszy, idziemy do biblioteki.
Nagle z dziury wyszedł Damian a mnie zrobiło się niedobrze. Omiótł wzrokiem tę komiczną scene a jego dotychczas spokoną twarz rozjaśnił uśmiech, do złudzenia przypominający uśmiech rekina.
- O, Damian! Idziesz?- Jack puścił Hicka po czym podszedł do niższeo Ślizgona. Chłopak posłał mu promenny uśmiech.
- I tyle ich widzieli- mruknęłam. - więc co chciałeś powiedzeić?
Chłopak pokręcił głową jednocześnie rozmasowując gardło.
- Nie tu, idziemy do Biblioteki.
Gdy weszliśmy do czytelni, MErida poprowadziła nasdo stolika stojącego w ocienionym rogu po czym niedbałym ruchem przysunęła sobie krzesło.
- Mów- rozkazała jednocześnie obrzucając bruneta władczym spojrzeniem.
- Grzeczniej nie można?- warknął.
- Może i mopżna, mów.
Chłopak westchnął ciężko.
- Znałem Damiana właściwie od zawsze, nasi ojcowie się przyjaźnili. Przyjeżdżał do nas dośyć często...
- ..to chyba dobrze - wtrąciłą MErida. Twarz bruneta wykrzywił drwiący uśmiech.
- Tia, tyle że Damian zawsze był sadystą.
- Sprecyzuj określenie sadysta. -mruknęłam jednocześnie splatając ręce w koszyczek i opierając na nim brodę.
- Mieliśmy pięć lat. Zmusił mnie, żebym stał pod drzewem pod zas gdy on rzucał do mnie nożami.
MEridzie opadła szczęka.
- Jak- c-co... Jakim cudem ty jeszcze żyjesz?!
Zaśmiał się ochryple.
- Mówiłem ci, to sadysta. Nigdy nie chybiał, zawsze trafiał w 100% perfekcyjnie.
- Nie rozumiem, gdy by tak było to byś już nie żył...- mruknęłam.
- Bo nie chciał mnie zabić- zaśmiał się, tym razem szczerze rozbawiony- tylko posttraszyć. Wyobraź sobie, że masz pięć lat a wyszczerzony demonn naparza do ciebie nożami, które wbijają się pięć centymetrów od twojej głowy.
- No, trochę to straszne...
Merida
Zalała mnie fala wściekłości. Damian... Ugh! Jak można być takim idiotą?! Nie rozumiem.
- Poczekaj- zaczęła Punz a z jej twarzy zszedł nieśmiały uśmiech na któro mioejsce wkroczył wyraz ponurego zamyślenia- skoro Damian był tak... hm...
- Zły?- podsunął Hick.
- Tak, skoro był tak zły to z kąd możemy mieć pewność że on nie działa w spółce z Mrokiem?
Hick ponuro sie zaśmiał.
- Nie możemy.
Wzdrygnęłam się po czym przetarłam dłońmi zmęczone już oczy.
- Ja mam dość, idę spać.
Nie czekając na ich reakcję wstałam od stołu i ruszyłam do dormitorium. To dla mnie za wiele. Jednego dnia dowiaduję się, że po Hogwarcie łazi psychopata, jest jakaś dziwaczna komnata ukryta pod ścianą i, o zgrozo... Jutro na śniadanie nie będzie gofrów! A tak serio to powinny być...
Jack
- Hej- zagadnal Damian (od tego miejsca piszę z telefonu więc przepraszam za wszelakie błędy których staram się uniknąć- dop. Autorki)- to gdzie ten pokój wspólny?
- Nie daleko.
Szliśmy w milczeniu aż naszym oczom ukazała się ściana z czarnych, granitowych płyt.
- Tsundere.
Na dźwięk hasła cegły zaczęły się rozstępować, ukazując ponury pokój wspólny, skapany w zielonkawej poświacie bijącej z sufitu. Zaprowadziłem Damiana do pokoju gdzie mieszkałem z Flynnem gdzie bezceremonialnie rzuciłem się na materac, niemalże ignorując pojawienie się trzeciego łużka.
- Gdzie jest toaleta?- usłyszałem opanowany głos współlokatora.
-Tam- wskazałem na niewielkie drzwi w rogu dormitorium. Damian bez słowa przekroczył próg łazienki. Czemu Hick tak go nie lubi? On nie jest straszny... Jeśli ktoś zasługuje na miano ''strasznego'' to ten cały Nico z Ravenclawu! Wbilem tępe spojrzenie w czarny sufit, słuchając szumu wody dochodzącego z łazienki. Po kilku minutach, które zdawały się trwać o wiele więcej z pomieszczenia wyszedł Damian.
- No nare...- reszta słowa utknęła mi w gardle gdy spojrzałem na jego oczy. Lewe było zwyczajnie szare, za to prawe... Żółto-czerwone.
- Co do...-wydukałem- co ci się stało w oczy?
Inteligentna wypowiedź złożona, prrzecinkowa. Tak bardzo. Chłopak spojrzał na mnie nieprzytomnie po czym roześmiał się.
- A, to! To heterochronomia!
Nie powiem... Wygląda to upiornie. Zmusilem się do uśmiechu.
- Ciekawa barwa.
Odpowiedzial tym samym uśmiechem nie oobejmującym zimnych oczu..
- Mnie tam się podoba...
One Shoot Aomine Daiki x Kise Ryouta czyli przeprosiny z mojej strony za spóźnienie i długą nieobecność.
Drogi Kise!
Jesteś dla mnie wszystkim, powaga. Wiesz, że nigdy nie byłem romantyczny, a na pierwszej naszej randce podpaliłem połowę lasu między innymi przez moje starania by przyciągnąć do parku świecznik... W każdym razie w tym liście chciał bym Ci przekazać, jak bardzo jesteś, byłeś i będziesz ważny w moim życiu, tak więc czas najwyższy abym przestał zwracać się do Ciebie po nazwisku. Pozwólmy, iż zacznę jeszcze raz.
Drogi Ryouta!
Znając Ciebie w tej chwili nazwał byś mnie gnojkiem, którego uczuciowość mieści się w naparstku, po czym zmusił do oglądania tych babskich telenoweli bym "nauczył się czym jest miłość". Cóż, dla mnie słowo "miłość" jest opatrzone twoim zdjęciem i inicjałami. "Ryouta Kise"... Zawsze mówiłeś, że jesteś tylko kopią, że nie potrafisz nic innego, tylko perfekcyjnie kopiować. Cóż, ja się z tym nie zgadzam. Ten twój wyjątkowy talent... Zawsze Cię podziwiałem, mimo iż tego nie okazywałem, w końcu jesteś jedyny w swoim rodzaju, nie powtarzalny, nie do skopiowania. Twój talent do odwzorowywania innych... Od malarstwa aż po koszykówkę. Potrafiłeś, dzięki jednemu spojrzeniu stworzyć coś więcej niż idealną imitację, gdyż zawsze dodawałeś coś od siebie. Za to Cię podziwiam.
Jesteś moim słońcem, twoje złote oczy rozświetlają nawet największe ciemności. Oczywiście nigdy bym nie powiedział Ci tego w twarz, ale kiedy się śmiejesz, czuję i wiem, że mam dla kogo żyć, że jestem komuś potrzebny. Gdy płaczesz, to tak jak by cały świat, włącznie ze mną pogrążył się w bezdennym smutku. Gdy nie ma Cię przy mnie, życie traci kolory a ja sam pogrążam się w odmętach rozpaczy, pozwalając zacisnąć jej zimne łapy na swoim sercu. Dopiero, gdy wracasz, wszystko powraca do normy, kolory stają się soczyste a ja jestem spokojny- wiem, że nic Ci nie grozi i jesteś bezpieczny, ze mną.
Pamiętam nasz pierwszy seans filmowy. Usiadłeś mi na kolanach, co wywołało we mnie falę ekscytacji. Oglądaliśmy "Harrego Pottera i Insygię Śmierci II". Pamiętam każde twoje westchnienie, każdy jęk i wszystkie zduszone okrzyki kiedy działo się coś niebezpiecznego. Nazwał byś mnie "niewyżytym seksualnie zboczeńcem" gdybyś się dowiedział, że zamiast oglądać film, cały czas głaskałem Cie po puszystych włosach i myślałem "Boże, jaki on jest piękny". Wydało się. Pamiętam też twoje łzy kiedy zginął Fred Weasley... i Zgredek i Tonks z Lupinem. Płakałeś a ja pocieszałem Cię, przytulając i całując.
Pamiętam też nasze drzewo, pod które chodziliśmy po skończonych lekcjach. Odrabialiśmy tam lekcje, a raczej ty pomagałeś mi a ja starałem się skupić na czymś innym niż światło odbijające się na twoich blond włosach, iskierki szczęścia igrające w twoich złotych oczach czy twój słodki śmiech który jest, był i będzie najpiękniejszą muzyką jaką dane mi było usłyszeć. Jak ja bym chciał żeby tamte czasy powróciły!
Wiesz, że nie jestem poetą. Nie potrafię pięknie się wysławiać, manipulować językiem tak, by on zachwycał. Ale dla Ciebie zrobię wyjątek. Dla Ciebie, dam z siebie wszystko i postaram się przekazać choć namiastkę moich uczuć do Ciebie.
Mówią, że straszne wydarzenia wywołują w człowieku traumę i jednocześnie motywują do działania. Nic z tych rzeczy! Czuję tylko ból. Ból wypełniający moje ciało, zalegający w środku, duszący mnie. Nie potrafię już normalnie funkcjonować. Wszystko to, co kiedyś kochałem sprawia mi ból. Nawet koszykówka. Agonia- to odpowiednie słowo oddające moje samopoczucie. Kiedyś mówiłem, że jedynym wrogiem który może mnie pokonać jestem ja sam. Cóż, myliłem się. Jedyną rzeczą która możne mnie pokonać, jest życie bez ciebie.
Od twojej śmierci minął już miesiąc. Wszyscy rozpaczali tak jak ja. Zarówno Akashi, Murasakibara, Kuroko, Kagami jak i zielony glon zwany Midorima. Wszystkim nam Cię brakuje. A ja... cóż, tak bardzo tęsknię. Nie pamiętam kiedy ostatnio Cię widziałem, twój uśmiech stał się jedynie wspomnieniem, czymś jednocześnie tak bliskim i tak nieosiągalnym. Twój wygląd... Zblakł, pozostały mi jedynie nie wyraźne wspomnienia i zdjęcia- jedyny dowód na to, że ktoś tak wspaniały kiedyś żył. Ale dlaczego Cię tu nie ma? Przez jakiegoś pijaka który potrącił Cię samochodem? Ten człowiek zabrał mi Cię. Tak po prostu. W jednej chwili śmiałeś się wraz ze mną a chwilę potem już Cię nie było. Twoje życie, niczym wątły płomień zgasło a jego ciepło i blask zastąpił chłód połączony z ciemnością. A ta ciemność pochłonęła mnie. Czuję ją. Jest we mnie. Dopiero teraz zrozumiałem jak bardzo byłem od Ciebie zależny i przede wszystkim jak głupi jestem. Pewnie byś mnie pocieszył, roześmiał się i zaproponował grę w kosza. Ale te czasy minęły... Tak bardzo żałuję. Byłem naiwny, myślałem że będziemy żyć, wiecznie i nigdy nie wyznałem Ci co do Ciebie naprawdę czuję. Proszę, przyjmij moje przeprosiny.
Ten list, dowód mojej miłości zostawiam z tobą. Kładę go na twoim grobie byś wiedział ile dla mnie znaczysz. Tak, dla mnie wciąż jesteś żywy. Każdego dnia, budzę się ze złudną nadzieją, że te dni pełne bólu są iluzją a ty będziesz przy mnie. Życie to nie bajka, a tak bym chciał Kise, tak bym chciał... Ten ostatni raz poczuć twój delikatny dotyk na skórze, twoje smukłe palce wodzące po mim ciele, zobaczyć twój uśmiech i usłyszeć twój głos... Wybacz ale nie mogę... To dla mnie za dużo... Kładę ten list, zbiór moich myśli o tobie i moje osobiste pożegnanie na twoim grobie i liczę, że będziesz na mnie czekał gdziekolwiek jesteś.
Twój Aomine Daiki.
Na zawsze.
sobota, 2 maja 2015
Mega dziwne, zjebane wiersze czyli PRAWDZIWA zapowiedź wznowienia pisania
Na wojaczkę wyruszyli,
Lud ratować gonili,
Lecz w życiu tak to bywa,
Zwiodła ich licha defensywa,
Koleje losy splątane,
Wysłały wojaka w zaświaty niezbadane,
A Śmierć triumf uświęciła,
Zbierając z pola walki ogniwa,
Co złączyć je w ogniu piekielnym zdołała,
Z kości poległych łańcuch wytapiała,
I przystrojona w strach i rzeź,
Poszła dalej po należną jej cześć.
~...~
Nie chcę widzieć,
Nie chcę czuć,
Nie chcę nienawidzić,
Nie chcę Cię brzydzić,
Nie chcę krzywdzić,
Nie chcę nudzić,
Nie chcę kochać,
Nie chcę już szlochać,
Nie chcę być,
Nie chcę śnić,
Nie chcę umierać,
Nie chcę szczęścia zabierać,
Nie chcę bólu,
Nie chcę żalu,
Nie chcę już odczuwać,
Świata bałaganu,
Powiedz tylko czemu,
Czemu sama zostałam?
Czy za mało Cie kochałam?
Gdzie ja zawiniłam?
Co złego zrobiłam?
W bólu się zapadam,
Z rytmu życia wypadam,
W milczeniu znoszę całą tą mękę,
Bez Ciebie nie kończącą się udrękę,
Czas nie ubłaganie mija,
Przez kawałki duszy się przewija,
Przychodzisz mnie przepraszać,
O wybaczenie się dopraszać,
Lecz me serce skamieniało,
Ostygło, skostniało,
Jestem już tylko maszyną,
Nie czującą bólu drobiną,
I choć resztka człowieczeństwa krzyczy o uczuciu,
Nie poddaję się w piersi bolesnemu kłuciu,
Teraz tylko jedno słowo,
Ostatnie pojednanie,
Gdy powiem Ci: Żegnaj kochanie.
Poetka ze mnie taka, jak z naszego kochanego Jack'a Frosta filozof czyli marna. Wierszopodobne cośki wzięte z mojej dziwnej codzienności. Pierwszy napisany w 20 min na Igrzyska stronkowe, drugi specjalnie dla was c: Mam nadzieję, iż czytając to limit waszych facepalmów nie przekroczył pięciu xD A teraz o blogu:
Jest mi ogromnie wstyd iż musieliści etyle czekać ale koniec końców (po 3 miesiącach) ogarnęłam leniwą dupę i wzięłam się za pisanie. Rozdział dodam jeżeli nie jutro to we wtorek. Przepraszam za lenistwo, to się już nie powtórzy.
Lud ratować gonili,
Lecz w życiu tak to bywa,
Zwiodła ich licha defensywa,
Koleje losy splątane,
Wysłały wojaka w zaświaty niezbadane,
A Śmierć triumf uświęciła,
Zbierając z pola walki ogniwa,
Co złączyć je w ogniu piekielnym zdołała,
Z kości poległych łańcuch wytapiała,
I przystrojona w strach i rzeź,
Poszła dalej po należną jej cześć.
~...~
Nie chcę widzieć,
Nie chcę czuć,
Nie chcę nienawidzić,
Nie chcę Cię brzydzić,
Nie chcę krzywdzić,
Nie chcę nudzić,
Nie chcę kochać,
Nie chcę już szlochać,
Nie chcę być,
Nie chcę śnić,
Nie chcę umierać,
Nie chcę szczęścia zabierać,
Nie chcę bólu,
Nie chcę żalu,
Nie chcę już odczuwać,
Świata bałaganu,
Powiedz tylko czemu,
Czemu sama zostałam?
Czy za mało Cie kochałam?
Gdzie ja zawiniłam?
Co złego zrobiłam?
W bólu się zapadam,
Z rytmu życia wypadam,
W milczeniu znoszę całą tą mękę,
Bez Ciebie nie kończącą się udrękę,
Czas nie ubłaganie mija,
Przez kawałki duszy się przewija,
Przychodzisz mnie przepraszać,
O wybaczenie się dopraszać,
Lecz me serce skamieniało,
Ostygło, skostniało,
Jestem już tylko maszyną,
Nie czującą bólu drobiną,
I choć resztka człowieczeństwa krzyczy o uczuciu,
Nie poddaję się w piersi bolesnemu kłuciu,
Teraz tylko jedno słowo,
Ostatnie pojednanie,
Gdy powiem Ci: Żegnaj kochanie.
Poetka ze mnie taka, jak z naszego kochanego Jack'a Frosta filozof czyli marna. Wierszopodobne cośki wzięte z mojej dziwnej codzienności. Pierwszy napisany w 20 min na Igrzyska stronkowe, drugi specjalnie dla was c: Mam nadzieję, iż czytając to limit waszych facepalmów nie przekroczył pięciu xD A teraz o blogu:
Jest mi ogromnie wstyd iż musieliści etyle czekać ale koniec końców (po 3 miesiącach) ogarnęłam leniwą dupę i wzięłam się za pisanie. Rozdział dodam jeżeli nie jutro to we wtorek. Przepraszam za lenistwo, to się już nie powtórzy.
czwartek, 2 kwietnia 2015
Seria One Shoot'ów na Prima aprilis
Witaj ludu tego bloga!
Rozdział ukaże się jutro, w prawdzie jest już napisany aczkolwiek wciąż czuję, że czegoś mu brakuje... Tak więc zapraszam na kilka one schootów zrobionych specjalnie na Prima
Aprilis. Zapytacie się pewnie: "czy ona jest aż taką idiotką, że nie ogarnia kalendarza i nie wie kiedy jest Prima Aprilis?" Cóż, opowiadania powstały wczoraj i nawet nie wiecie jaki miałam bulwers kiedy przyszedł mały demon pod postacią mojej młodszej siostry i powiedział: "won od kompa, teraz ja gram". To miłego czytania i liczę na komy c:
PS Jak sami przekonacie się po przeczytaniu, mój humor jest do bani. Nie umiem pisać śmiesznych rzeczy, zamiast tego wychodzą jakieś pokraki. To tyle.
* * * * *
" Farba"
W opowiadaniu występują postaci z anime Beyblade Metal Masters.
POV Damian
-Daaaamian!
- Czego drzesz mordę?!- warknąłem.Jack kompletnie mnie olał i wrzeszczał dalej.
-Daaaamian! Kici, kici, kici! Daaaaamiś!
- Damiś?! Ja ci zaraz dam Damisia ty wstrętny transwestyto!
Teraz już nie źle wkurzony, tupiąc nogami zszedłem po schodach na dół. My, czyli Drużyna Star Breaker, mieszkamy we trzech w Akademii HD. Mamy własny apartament. Sam dom jest świetny. Jest tam kilka telewizorów plazmowych, odjechany prysznic i co najlepsze własna arena do Beyblade. Kłopot w tym, że te wszystkie luksusy muszę dzielić z idiotą Zeo i jeszcze większym idiotą Jackiem. No w końcu halo, jestem strażnikiem Hadesu, a nie opiekunką dla płaczliwego Zeo i chorego psychicznie Jacka! Zacisnąłem dłoń na Hades Kerbecsu i rzuciłem Jackowi gniewne spojrzenie.
- Czego ty do cholery chcesz?
Znów mnie olał i przyjrzał mi się, tak jak bym był jednym z tych jego dziwnych "dzieł" sztuki.
- Słodki jesteś kiedy się denerwujesz- oświadczył w końcu a moja twarz zapłonęła czerwienią wściekłości.
- Nie jestem słodki! Jestem Strażnikiem Hadesu, najwyższą adaptacją i liderem Star Breaker! Nie jestem słodki!
- Dobrze, w takim razie jesteś uroczy.
Zacisnąłem zęby z wściekłości.
- Czego chciałeś?
- Ja? Nie wiele...
Nagle ktoś złapał mnie od tyłu i podniósł jak szmacianą lakę.
- Mam go!- z tyłu usłyszałem głos Zeo. Cholera, oni chcą mnie zgwałcić a potem porzucić moje zmasakrowane zwłoki w rzece? W sumie to się im nie dziwię... Zeo podał mnie temu świrowi (czytaj Jackowi), który zarzucił mnie sobie na plecy. Zacząłem wierzgać i wyrywać się.
- Damiś, spokojnie- wymruczał mi do ucha.
- Jak mam do cholery być spokojny ty chory psychicznie debilu?! gdzie mnie zabieracie?!
- Nie martw się. To niespodzianka.
Super. Czyli jednak gwałt. Jack zignorował moje wrzaski i szedł dalej a mnie pozostawało tylko poddać się i patrzeć przed siebie. Nie żeby to było pocieszające bo miałem widok na tył tego pawio-fila. Nagle Jack zatrzymał się i... postawił mnie.
- Dzięki za spędzenie ze mną czasu. -powiedział z przebiegłym uśmiechem.
- Masz trzy sekundy na ucieczkę. -oświadczyłem.
- Zachowujesz się jak baba z okresem- mruknął ?Jack.
- Powiedz to jeszcze raz a twoje obrazy znajdą się "przypadkiem" w niszczarce do drewna- warknąłem po czym z uśmiechem obserwowałem wściekłego Jacka.- no i kto tu ma okres?
I wyszedłem. Skierowałem się do łazienki gdzie zabarykadowałem się i wziąłem krótki (godzinny) prysznic. W końcu, z najwyższą nie chęcią i miną potępieńca wyszedłem do mojego pokoju by się przebrać. Gdy po pól godzinie udało mi się ogarnąć skomplikowaną filozofię, jaką jest zakładanie ubrań postanowiłem zobaczyć efekt końcowy. Niespiesznie podszedłem do lustra i... stanąłem jak wryty. Moje zazwyczaj niebieskie włosy były RÓŻOWE.
-JAAAAAACK! -ryknąłem. Tupiąc nogami zszedłem po schodach i wparowałem do salonu. Gdy tylko ci dwaj idioci mnie zobaczyli zaczęli się śmiać. Zeo zaczął śmiać się do tego stopnia, że spadł z kanapy i tarzał się po podłodze, z kolei Jack płakał ze śmiechu jednocześnie trzymając się za brzuch.
- On... Nie...- wykrztusił pomiędzy atakami śmiechu- Rozmazał mi... się makijaż...
- Co. To. Do. Kurwy. Nędzy. Jest?!!!!- ryknąłem wskazując na swoje włosy.
- To są drogi Damisiu różowe włosy- wykrztusił posiadacz Evil Bfalla.
- Damiś, różowa księżniczka!- wrzasnął Zeo po czym obaj znów wybuchli niekontrolowanym śmiechem- Prima Aprilis.
- Już ja wam za to odpłacę- warknąłem, jednocześnie wyobrażając sobie najgorsze tortury Hadesu z nimi w roli głównej. Nie mogę się doczekać następnego treningu.
* * * * * *
"Koszulka"
UWAGA! Yaoi, Kyoya x Nile z Beyblade Metal Masters.
PPOV Nile (czytaj Nil)
Spaliśmy z Kyoyą, kiedy do naszego pokoju wparowali Demure i Benkei.
- Wstawajcie! -krzyknął Bull- już! Za piętnaście minut druga runda kwalifikacji w mistrzostwach świata!
- Co?!- poderwaliśmy się jednocześnie z Kyoyą, co skończyło się zderzeniem naszych głów.
- Ała, masz twardą głowę- mruknął Tategami.
- I wice wersa- odpowiedziałem rozcierając sobie obolałe czoło. Kątem oka zobaczyłem zazdrosne spojrzenie Benkei'a.
- Mogli byście wyjść?- spytał w końcu Kyoya- chcemy się ubrać a on- tu wskazał na mnie- jest w samych bokserkach.
-Hej! -wrzasnąłem jednocześnie rumieniąc się- ty też masz tylko bokserki!
- Jak stare, dobre małżeństwo- mruknął również zaczerwieniony Demure- Chodź Bull.
Kiedy w końcu udało mi się wydostać z plątaniny kołdry, poduszek i ramion Kyoy zerknąłem na zegarek i zakląłem.
- Mamy pięć minut.
Obaj zaczęliśmy się ubierać, kiedy zaważyłem, że czegoś brakuje.
- Kyoya.
- Tak Nile?
- Gdzie moja koszulka i kurtka?
Spojrzał na mnie jak na wariata.
- Pojęcia nie mam.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Chłopaki, musimy już iść!
Kyoya rzucił mi złośliwe spojrzenie.
- Czyli dziś idziesz bez koszulki.
- Zabiję cię- wycedziłem przez zaciśnięte zęby. Zielono włosy tylko się roześmiał.
- Ja też cię kocham.
Ignorując natarczywe spojrzenia fanek, publiki i Kyoy, wraz z całą dróżyną Wild Fang wyszliśmy na stadion.
- Pierwsza walka!- rozległ się głos komentatora- Nile Nairu z Wild Fang, kontra Sebastian Ladris z Mizui Team! Zaraz, czy reprezentant Afryki występuje bez koszulki?!
Cały czerwony wyszedłem na arenę a mój Rywal rzucił mi zdziwione spojrzenie.
- Facet, nie wiesz że koszulki nie gryzą?- spytał z uśmiechem.
- Wiem, a wiesz że gdy mieszkasz w pokoju ze swoim chłopakiem, to potrafią one znikać?
Facet uśmiechnął się tajemniczo.
-Gotowi?! 3!
-2!
-1!
-Lei it Rip!
-Nile! - usłyszałem głos Kyoy.
- Czego?! Trochę zajęty jestem!
- Zobacz!
Odwróciłęm się i... zobaczyłem tego łajdaka, trzymającego moją bluzkę i kurtkę.
- Znalazłem! - krzyknął z triumfalnym uśmiechem. - I jeszcze jedno, PRIMA APRILIS!
- Już ja ci dam prima aprilis- mruknąłem przez zaciśnięte zęby- Horuseusie! Mistyczny krąg!
Stadion rozbłysł złotym światłem a Bej przeciwnika poszybował z zawrotną prędkością i zatrzymał się robiąc dziurę w ścianie, zaledwie trzy centymetry od głowy Kyoy.
- Kyoya skarbie- wycedziłem przez zaciśnięte zęby- Prima Aprilis.
Ten nerwowo przełknął ślinę.
- Za rok poprzestanę na tradycyjnym wiadrze wody rano.
* * * * * *
" Wszyscy kochają Jaridę"
Jako, że mam fazę na ten parring przedstawiam tego oto OS, który nie ma nic wspólnego z blogiem.
POV Jack
Kto powiedział, że miłość jest nudna? Że to tylko słowo "kocham cię", kwiaty i romantyczne, spokojne spacery? Chciał bym. Powaga. Z tym rudzielcem nie da się żyć!
- Jaaaaack!- wydarła się.
- Czego?!
- Chodź tu!
Tak wygląda nasz związek, jeśli tak to można nazwać. Z miną skazańca poszedłem do salonu.
- Czego chcia... - nie dokończyłem gdyż zostałem olśniony widokiem anielskiego ciasta. Owy tort miał trzy piętra i był polukrowany na niebiesko. Z ust pociekła mi ślina.
- Ani się waż go ruszyć, jest dla Punz, jutro ma urodziny a teraz idę spać.- mruknęła po czym ignorując mnie poczłapała do sypialni. Ja sam usiadłem obok tortu. Ależ on pachnie! I jak wygląda.... Ciekawe jak smakuje?
-Chyba nic się nie stanie, jeśli skubnę trochę...
Gdy wepchnąłem sobie do ust cały kawałek, gardło zaczęło mnie palić żywym ogniem a język wysechł na wiór.
- AAA! Wody! - krzyczałem.
- Haha- z sypialni wybiegł rudzielec z triumfalną miną. - Prima aprilis śnieżynko!
Zignorowałem ją i pobiegłem do łazienki gdzie przyłożyłem usta do kranu i zacząłem zachłannie pić wodę. W końcu pragnienie ustało a ja zdołałem wrócić do zaśmiewającej się do rozpuku Meridy.
- Ty mała, wredna...
- Oj, wiesz że cię kocham- mruknęła po czym wtuliła się we mnie. - przepraszam, zadowolony?
- Ja ciebie też kocham... -odetchnęła z ulgą, jak by przeczuwała, że zemsta nadchodzi- ... co nie zmienia faktu, że masz trzy sekundy na ucieczkę.
* * * * *
Załamuję się... Mój mózg jest dziwny. Poważnie. Za grosz poczucia humoru.
Rozdział ukaże się jutro, w prawdzie jest już napisany aczkolwiek wciąż czuję, że czegoś mu brakuje... Tak więc zapraszam na kilka one schootów zrobionych specjalnie na Prima
Aprilis. Zapytacie się pewnie: "czy ona jest aż taką idiotką, że nie ogarnia kalendarza i nie wie kiedy jest Prima Aprilis?" Cóż, opowiadania powstały wczoraj i nawet nie wiecie jaki miałam bulwers kiedy przyszedł mały demon pod postacią mojej młodszej siostry i powiedział: "won od kompa, teraz ja gram". To miłego czytania i liczę na komy c:
PS Jak sami przekonacie się po przeczytaniu, mój humor jest do bani. Nie umiem pisać śmiesznych rzeczy, zamiast tego wychodzą jakieś pokraki. To tyle.
* * * * *
" Farba"
W opowiadaniu występują postaci z anime Beyblade Metal Masters.
POV Damian
-Daaaamian!
- Czego drzesz mordę?!- warknąłem.Jack kompletnie mnie olał i wrzeszczał dalej.
-Daaaamian! Kici, kici, kici! Daaaaamiś!
- Damiś?! Ja ci zaraz dam Damisia ty wstrętny transwestyto!
Teraz już nie źle wkurzony, tupiąc nogami zszedłem po schodach na dół. My, czyli Drużyna Star Breaker, mieszkamy we trzech w Akademii HD. Mamy własny apartament. Sam dom jest świetny. Jest tam kilka telewizorów plazmowych, odjechany prysznic i co najlepsze własna arena do Beyblade. Kłopot w tym, że te wszystkie luksusy muszę dzielić z idiotą Zeo i jeszcze większym idiotą Jackiem. No w końcu halo, jestem strażnikiem Hadesu, a nie opiekunką dla płaczliwego Zeo i chorego psychicznie Jacka! Zacisnąłem dłoń na Hades Kerbecsu i rzuciłem Jackowi gniewne spojrzenie.
- Czego ty do cholery chcesz?
Znów mnie olał i przyjrzał mi się, tak jak bym był jednym z tych jego dziwnych "dzieł" sztuki.
- Słodki jesteś kiedy się denerwujesz- oświadczył w końcu a moja twarz zapłonęła czerwienią wściekłości.
- Nie jestem słodki! Jestem Strażnikiem Hadesu, najwyższą adaptacją i liderem Star Breaker! Nie jestem słodki!
- Dobrze, w takim razie jesteś uroczy.
Zacisnąłem zęby z wściekłości.
- Czego chciałeś?
- Ja? Nie wiele...
Nagle ktoś złapał mnie od tyłu i podniósł jak szmacianą lakę.
- Mam go!- z tyłu usłyszałem głos Zeo. Cholera, oni chcą mnie zgwałcić a potem porzucić moje zmasakrowane zwłoki w rzece? W sumie to się im nie dziwię... Zeo podał mnie temu świrowi (czytaj Jackowi), który zarzucił mnie sobie na plecy. Zacząłem wierzgać i wyrywać się.
- Damiś, spokojnie- wymruczał mi do ucha.
- Jak mam do cholery być spokojny ty chory psychicznie debilu?! gdzie mnie zabieracie?!
- Nie martw się. To niespodzianka.
Super. Czyli jednak gwałt. Jack zignorował moje wrzaski i szedł dalej a mnie pozostawało tylko poddać się i patrzeć przed siebie. Nie żeby to było pocieszające bo miałem widok na tył tego pawio-fila. Nagle Jack zatrzymał się i... postawił mnie.
- Dzięki za spędzenie ze mną czasu. -powiedział z przebiegłym uśmiechem.
- Masz trzy sekundy na ucieczkę. -oświadczyłem.
- Zachowujesz się jak baba z okresem- mruknął ?Jack.
- Powiedz to jeszcze raz a twoje obrazy znajdą się "przypadkiem" w niszczarce do drewna- warknąłem po czym z uśmiechem obserwowałem wściekłego Jacka.- no i kto tu ma okres?
I wyszedłem. Skierowałem się do łazienki gdzie zabarykadowałem się i wziąłem krótki (godzinny) prysznic. W końcu, z najwyższą nie chęcią i miną potępieńca wyszedłem do mojego pokoju by się przebrać. Gdy po pól godzinie udało mi się ogarnąć skomplikowaną filozofię, jaką jest zakładanie ubrań postanowiłem zobaczyć efekt końcowy. Niespiesznie podszedłem do lustra i... stanąłem jak wryty. Moje zazwyczaj niebieskie włosy były RÓŻOWE.
-JAAAAAACK! -ryknąłem. Tupiąc nogami zszedłem po schodach i wparowałem do salonu. Gdy tylko ci dwaj idioci mnie zobaczyli zaczęli się śmiać. Zeo zaczął śmiać się do tego stopnia, że spadł z kanapy i tarzał się po podłodze, z kolei Jack płakał ze śmiechu jednocześnie trzymając się za brzuch.
- On... Nie...- wykrztusił pomiędzy atakami śmiechu- Rozmazał mi... się makijaż...
- Co. To. Do. Kurwy. Nędzy. Jest?!!!!- ryknąłem wskazując na swoje włosy.
- To są drogi Damisiu różowe włosy- wykrztusił posiadacz Evil Bfalla.
- Damiś, różowa księżniczka!- wrzasnął Zeo po czym obaj znów wybuchli niekontrolowanym śmiechem- Prima Aprilis.
- Już ja wam za to odpłacę- warknąłem, jednocześnie wyobrażając sobie najgorsze tortury Hadesu z nimi w roli głównej. Nie mogę się doczekać następnego treningu.
* * * * * *
"Koszulka"
UWAGA! Yaoi, Kyoya x Nile z Beyblade Metal Masters.
PPOV Nile (czytaj Nil)
Spaliśmy z Kyoyą, kiedy do naszego pokoju wparowali Demure i Benkei.
- Wstawajcie! -krzyknął Bull- już! Za piętnaście minut druga runda kwalifikacji w mistrzostwach świata!
- Co?!- poderwaliśmy się jednocześnie z Kyoyą, co skończyło się zderzeniem naszych głów.
- Ała, masz twardą głowę- mruknął Tategami.
- I wice wersa- odpowiedziałem rozcierając sobie obolałe czoło. Kątem oka zobaczyłem zazdrosne spojrzenie Benkei'a.
- Mogli byście wyjść?- spytał w końcu Kyoya- chcemy się ubrać a on- tu wskazał na mnie- jest w samych bokserkach.
-Hej! -wrzasnąłem jednocześnie rumieniąc się- ty też masz tylko bokserki!
- Jak stare, dobre małżeństwo- mruknął również zaczerwieniony Demure- Chodź Bull.
Kiedy w końcu udało mi się wydostać z plątaniny kołdry, poduszek i ramion Kyoy zerknąłem na zegarek i zakląłem.
- Mamy pięć minut.
Obaj zaczęliśmy się ubierać, kiedy zaważyłem, że czegoś brakuje.
- Kyoya.
- Tak Nile?
- Gdzie moja koszulka i kurtka?
Spojrzał na mnie jak na wariata.
- Pojęcia nie mam.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Chłopaki, musimy już iść!
Kyoya rzucił mi złośliwe spojrzenie.
- Czyli dziś idziesz bez koszulki.
- Zabiję cię- wycedziłem przez zaciśnięte zęby. Zielono włosy tylko się roześmiał.
- Ja też cię kocham.
Ignorując natarczywe spojrzenia fanek, publiki i Kyoy, wraz z całą dróżyną Wild Fang wyszliśmy na stadion.
- Pierwsza walka!- rozległ się głos komentatora- Nile Nairu z Wild Fang, kontra Sebastian Ladris z Mizui Team! Zaraz, czy reprezentant Afryki występuje bez koszulki?!
Cały czerwony wyszedłem na arenę a mój Rywal rzucił mi zdziwione spojrzenie.
- Facet, nie wiesz że koszulki nie gryzą?- spytał z uśmiechem.
- Wiem, a wiesz że gdy mieszkasz w pokoju ze swoim chłopakiem, to potrafią one znikać?
Facet uśmiechnął się tajemniczo.
-Gotowi?! 3!
-2!
-1!
-Lei it Rip!
-Nile! - usłyszałem głos Kyoy.
- Czego?! Trochę zajęty jestem!
- Zobacz!
Odwróciłęm się i... zobaczyłem tego łajdaka, trzymającego moją bluzkę i kurtkę.
- Znalazłem! - krzyknął z triumfalnym uśmiechem. - I jeszcze jedno, PRIMA APRILIS!
- Już ja ci dam prima aprilis- mruknąłem przez zaciśnięte zęby- Horuseusie! Mistyczny krąg!
Stadion rozbłysł złotym światłem a Bej przeciwnika poszybował z zawrotną prędkością i zatrzymał się robiąc dziurę w ścianie, zaledwie trzy centymetry od głowy Kyoy.
- Kyoya skarbie- wycedziłem przez zaciśnięte zęby- Prima Aprilis.
Ten nerwowo przełknął ślinę.
- Za rok poprzestanę na tradycyjnym wiadrze wody rano.
* * * * * *
" Wszyscy kochają Jaridę"
Jako, że mam fazę na ten parring przedstawiam tego oto OS, który nie ma nic wspólnego z blogiem.
POV Jack
Kto powiedział, że miłość jest nudna? Że to tylko słowo "kocham cię", kwiaty i romantyczne, spokojne spacery? Chciał bym. Powaga. Z tym rudzielcem nie da się żyć!
- Jaaaaack!- wydarła się.
- Czego?!
- Chodź tu!
Tak wygląda nasz związek, jeśli tak to można nazwać. Z miną skazańca poszedłem do salonu.
- Czego chcia... - nie dokończyłem gdyż zostałem olśniony widokiem anielskiego ciasta. Owy tort miał trzy piętra i był polukrowany na niebiesko. Z ust pociekła mi ślina.
- Ani się waż go ruszyć, jest dla Punz, jutro ma urodziny a teraz idę spać.- mruknęła po czym ignorując mnie poczłapała do sypialni. Ja sam usiadłem obok tortu. Ależ on pachnie! I jak wygląda.... Ciekawe jak smakuje?
-Chyba nic się nie stanie, jeśli skubnę trochę...
Gdy wepchnąłem sobie do ust cały kawałek, gardło zaczęło mnie palić żywym ogniem a język wysechł na wiór.
- AAA! Wody! - krzyczałem.
- Haha- z sypialni wybiegł rudzielec z triumfalną miną. - Prima aprilis śnieżynko!
Zignorowałem ją i pobiegłem do łazienki gdzie przyłożyłem usta do kranu i zacząłem zachłannie pić wodę. W końcu pragnienie ustało a ja zdołałem wrócić do zaśmiewającej się do rozpuku Meridy.
- Ty mała, wredna...
- Oj, wiesz że cię kocham- mruknęła po czym wtuliła się we mnie. - przepraszam, zadowolony?
- Ja ciebie też kocham... -odetchnęła z ulgą, jak by przeczuwała, że zemsta nadchodzi- ... co nie zmienia faktu, że masz trzy sekundy na ucieczkę.
* * * * *
Załamuję się... Mój mózg jest dziwny. Poważnie. Za grosz poczucia humoru.
niedziela, 15 marca 2015
Rozdział 14 No proszę, czyli w Ravenclawie zdarzają się idioci? + LBA 2 + Notka informacyjna
Bogowie! Pięć tysięcy nam stuknęło! Po prostu opadła mi szczęka. Jaram się jak Jack swoją laską xD Bardzo, bardzo, bardzo i jeszcze raz bardzo was przepraszam za tak długą nie obecność. Mówiąc szczerze wena na pisanie zupełnie mnie opuściła za to odkryłam, że (według innych ludzi) ładnie rysuję. Ja uważam , że te "rysunki" to masakra ale co tam xD Nie ma to jak dać sobie wmówić że ma się talent :P (tak samo było ze śpiewaniem i pisaniem, z "talentu" (umownie nazwijmy to talentem choć ja uważam, że takowego nie posiadam xD) wyszło to opo, a ze śpiewania kilka koncertów w Białołęckim Ośrodku Kultury xD Tak więc trzymajcie za mnie kciuki bo właśnie zaczynam rysować animy xD (trzymajcie też kciuki bo w czerwcu będę do brązowej odznaki jeździeckiej podchodziła xD nie żebym się chwaliła czy coś...) Mamy tu może jakiś fanów Beyblade? (z ciekoawości pytam) jeśli tak to jakie są wasze ukochane postaci? (Kyoya i Nile są ZAKLEPANI) Jeszcze chwilę was pozanudzam tym moim paplaniem, nie martwcie się, już kończę. Widzę, że waszymi ulubionymi postaciami bezkonkurencyjnie są
1. Jack Frost (18 głosów)
2. Hiccup (9 głosów)
3. egzekwo Merida i Nico (4 głosy)
Spamię wam tymi wynikami, ponieważ tamtą ankietę zamykam i dodaję nowe postaci które pojawią się już nie długo :) i jeszcze pytanko, chcecie żebym skończyła tę część szybciej i wzięła się za drugą czy przedłużała tą?
ŚMIAŁKOWIE KTÓRZY TO CZYTACIE!
PORZUĆCIE WSZELKĄ NADZIEJĘ GDYŻ ROZDZIAŁ TEN ZABIJA NUDĄ!
ZOSTALIŚCIE OSTRZEŻENI
1. Jack Frost (18 głosów)
2. Hiccup (9 głosów)
3. egzekwo Merida i Nico (4 głosy)
Spamię wam tymi wynikami, ponieważ tamtą ankietę zamykam i dodaję nowe postaci które pojawią się już nie długo :) i jeszcze pytanko, chcecie żebym skończyła tę część szybciej i wzięła się za drugą czy przedłużała tą?
ŚMIAŁKOWIE KTÓRZY TO CZYTACIE!
PORZUĆCIE WSZELKĄ NADZIEJĘ GDYŻ ROZDZIAŁ TEN ZABIJA NUDĄ!
ZOSTALIŚCIE OSTRZEŻENI
Rapunzel
- Haddock! Haddock! HICK, CHOLERO JASNA!Od godziny szukaliśmy go, niestety po Krukonie ani śladu.
- Haddock, przepraszam!- darł się Jack.
- Gdzie on może być?!- wrzasnęła zdyszana Merida.
- Pojęcia nie mam- westchnęłam. -musiał się na serio obrazić.
- Nie dziwię mu się.
- Ale... AUĆ! -wrzasnął Jack.
- Aua- z ziemi podniósł się średniego wzrostu, wątły chłopak o brązowo-blond włosach i szarych oczach.- uważaj jak chodzisz- powiedział głosem tak opanowanym, jak by nigdy nic się nie stało. - jestem Damian, Damian Hart ze Slytherinu.
- Od węża?- zdziwił się Jack.
- Tak, od węża- przytaknął. Ten chłopak mnie przeraża... Wyobraźcie sobie najbardziej upiorny a jednocześnie spokojny i opanowany głos a wyjdzie wam głos Damiana.
- Nigdy Cię nie widziałem.
Damian jedynie wzruszył ramionami.
- Bo jestem tu nowy, doszedłem tu z Drumstrangu (zapomniałam jak się pisze więc nie bijcie! dop. autorki)- tym razem zwrócił się bezpośrednio do Jack'a- czy pokazał byś mi, gdzie jest nasz pokój wspólny?
- Sorry stary, ale spieszę się.
Chłodne oczy Damiana rozbłysły jakimś dziwnym blaskiem. Ten chłopak serio jest niepokojący...
- A gdzie idziecie?
Jack już chciał coś powiedzieć, gdy by nie Merida która zakryła mu dłonią usta i warknęła.
- Nie twoja sprawa.
Damian w odpowiedzi zmierzył ją chłodnym spojrzeniem. Merida zadrżała i cofnęła się o krok a na twarzy ślizgona zamajaczył tryumfalny uśmiech po czym spojrzał się na mnie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak przebiegły jest ten chłopaki i jak niebezpiecznym może być wrogiem. Patrzył się na mnie prowokacyjnie, jednocześnie sprawiając wrażenie całkowicie wyluzowanego. Zrobiłam krok do tyłu. On mnie po prostu przeraża.
Jack
- A więc, mogę z wami iść? - spojrzał na mnie wyczekująco.
- Jasne!
Obaj szliśmy przodem.
- Więc, czemu zrezygnowałeś z nauki w Drumstrangu?
Chłopak wybuchnął głośnym śmiechem.
- Byłem jeszcze w Beaxbuttons (sorry ale nie mam gdzie sprawdzić pisowni, dop. autorki) i Nairumi.
- Nairumi?
- No tak, to szkoła w Japonii.
- To zwiedziłeś pół świata.- Obaj się zaśmialiśmy. - ale nie powiedziałeś czemu zrezygnowałeś z nauki w tamtych szkołach.
- Cóż, uznajmy, że nie odpowiadał mi program nauczania prowadzony tam. Po prostu te szkoły nie były na moim poziomie intelektualnym.
Znów zaśmiałem się. Coraz bardziej lubiłem tego gościa.
- Czyli byłeś na nie za głupi?
Damian zachichotał po czym odezwał się z lubością przeciągając sylaby.
- Raczej za mądry. Więc kogo szukamy?
- Hiccupa Haddocka, Krukona.
- Chodźcie za mną, chyba wiem gdzie jest.
- Ale- zacząłem lecz nie dano mi dokończyć bo Damian pociągnął mnie w stronę schodów. Kątem oka zobaczyłem, że dziewczyny trzymają się na uboczu, Punz jest zamyślona a Merida nerwowo przygryza wargę jak by było jej wstyd. Zachowują się dziwnie.
Merida
Damian. Damian Hart. Jedyna osoba której nie umiałam się postawić. Jak to możliwe? Przecież jestem z Gryffindoru, jestem odważna, niezłomna i waleczna. No, przynajmniej powinnam taka być, więc dlaczego cofnęłam się kiedy na mnie popatrzył? Właśnie, te jego oczy... Inteligentne a jednocześnie tak okrutne. Gdy na mnie popatrzył... cóż ujmijmy to tak, że wiedziałam już jak czują się którzy widzieli śmierć albo szatana
(nie obrażam waszych odczuć religijnych, takie porównanie i tyle, dop. autorki.) Czemu się cofnęłam,? Czemu nie przyjęłam wyzwania? To było wyzywające spojrzenie, więc czemu się nie postawiłam? Czemu nie wyszłam i nie wydzióbałam mu tego okrutnego, szarego oka? Ponownie przygryzłam wargę. Nagle chłopcy stanęli a ja przez nie uwagę wpadłam na Damiana. Powoli odwrócił się w moją stronę.
- Czy coś się stało?- spytał spokojnie. Nic nie odpowiedziałam tylko cofnęłam się o krok. Kolejna porażka. W końcu zobaczyłam o co im chodzi i czemu stanęli. W ścianie ziała około metrowa dziura.
- I on tam jest?- spytał z powątpiewaniem Jack.
- Tak. -odpowiedział mu szarooki.- na pewno.
Po czym jak gdy by nigdy nic, Damian wlazł do tamtej dziury a Jack zaraz za nim. Jack, ty idioto, pomyślałam z pobłażaniem.
- Idziemy?- spytała nie pewnie Punz.
- Nie włażę nigdzie , gdzie wlazł ten wariat.
- Święta racja, poczekamy tu na nich, a tak w ogóle to nie ufam temu całemu Damianowi.
- Damian Hart- mruknęłam posępnie- kim on w ogóle jest?
Jack
Wczołgaliśmy się do jakiegoś szybu, o szerokości metra to też musieliśmy pełznąć na czworakach. Ciszę tu panującą przerywało jedynie nasze sapanie i szuranie szat o kamienną posadzkę. Nagle tunel rozszerzył się, dzięki czemu mogliśmy iść prosto. Wstałem i otrzepałem się po czym rozejrzałem się w około. Wtem moim oczom ukazał się poszukiwany Krukon, stojący sobie jak gdy by nigdy nic na środku komnaty.
- No proszę- zawołałem i z rozwartymi ramionami ruszyłem do Hicka- Czyli w Ravenclawie zdarzają się idioci!
Ten tylko spłonął rumieńcem i uśmiechnął się nieśmiało.
- Czy to nie wspaniałe? Ta jaskinia jes...- urwał gdy spojrzał na stojącego w cieniu Damiana. - ty!
Damian rozłożył szeroko ręce, tak jak by chciał objąć Haddocka. Mój przyjaciel cofnął się. Damian niespiesznie do niego podszedł.
- Haddock! Kopę lat, nie?
- To wy się znacie?- spytałem skołowany.
- Niestety. -warknął Hick po czym pociągnął mnie za rękaw szaty i ignorując Harta poprowadził do wylotu tunelu.
LBA, nominowała nas strona, której adres znajdziecie o tu. Za nominację bardzo, bardzo i jeszcze raz bardzo dziękuję c:
1. Jakie parringi lubisz najbardziej?
KyoyaxNile, Percico, RyugaxHikaru i oj dużo tego xD
2. Zima czy Lato?
Nie wiem.. Chyba Lato xD
3. Czerń czy Biel?
]Pfff, czerń for eva
4. Które wakacje uważasz za niezapomniane w swoim życiu?
Obóz jeździecki 2013-2014 *^* Amazing
5. Gdzie chciałabyś mieszkać w przyszłości?
Sama nie wiem... pewnie gdzieś blisko stajni
6. Wolisz IPhon'y czy Samsungi?
Samsungi xD
7. Kiedy rozdział?
Następny? Pojęcia nie mam bo w cholere dużo nauki -,-
8. Masz rzecz bez której czujesz się jak bez ręki?
Emmm, ołówek?
9. Uważasz, że umiesz rysować?
Ja uważam, że bazgrole jak kura pazurem aczkolwiek ludzie mówią, że ładnie... Mogę coś wstawić z tych bazgrołów xD
10. Masz konto na nk? xD
Nope
11. Jakim mistycznym stworzeniem chciałabyś być?
Pegazem *^* albo jednorożcem *O* albo Pegazorożcem *^*
A teraz notka informacyjna
Za nieaktywność bardzo przepraszam ale miałam "drobne" problemy, no wiecie, treningi, szkoła i znajomi. Obiecuję (tym razem serio), częstsze dodawanie rozdziałów. I teraz zatrzymajcie się przy tym akapicie. Otóż ostatnio, czytając to opo doszłam do wniosku, że jest beznadziejne a ja nie wiem jak to zmienić. I tu zaczyna się wasza rola. W komentarzu, n\proszę wpiszcie przynajmniej jedną rzecz której nie lubicie w moim blogu/stylu pisania. Mam jeszcze pytanko, czy chcieli byście perspektywę Damiana? Czy go polubiliście? Ja osobiście go lubię xD Przygotujcie się mentalnie na więcej nowych postaci, dziwne akcje i Uwaga, Uwaga *dramatyczna pauza* DRUGĄ CZĘŚĆ której plan już powstaje. Odmeldowuje się i czekam na pełne hejtów i krytyki komy c:
niedziela, 1 marca 2015
W sumie sama nie wiem co to jest...
W ramach przeprosin za tak długi brak rozdziału, wstawię moje opowiadania z pewnych Stronkowych Igrzysk (odpadłam trzeciego dnia xD). Rozdział ukaże się najprawdopodobniej jutro lub we wtorek, w okolicach osiemnastej (chyba że wyrobię się dziś). Dziękuję wam, moi drodzy czytelnicy którzy dzielnie czekaliście aż ten leń (czytaj: ja) wstawi cokolwiek z tych swoich wypocin. Tak więc zainteresowanych zapraszam do czytania c:
Wprowadzono mnie do sterylnie białego pomieszczenia, gdzie czekało na mnie dwoje ludzi. Moja ekipa przygotowawcza. Starsza kobieta miała bladą skórę, nienaturalnie wąskie wargi i elektrycznie niebieskie oczy, że o peruce w ohydnym odcieniu karmazynu nie wspomnę, natomiast mężczyzna był wysoki, miał niebieskawą skórę, szpakowate, krótko obcięte włosy i tonę makijażu na twarzy.
- witaj -zaczął oficjalnym tonem.- jestem Kasjusz, a to Andromeda. Będzie....
- tak, tak, wiem! -przerwałam mu -jesteście moją ekipą przygotowawczą. Bierzmy się do pracy bo zamierzam wygrać te Igrzyska!
Kasjusz klasnął w dłonie natomiast Andromeda westchnęła z dezaprobatą.
- zawsze to samo- mruczała "upiększając" mnie- zawsze tak samo pyskaci! My im pomagamy a te małe, wredne...
Reszty nie dosłyszałam gdyż akurat miałam te nieprzyjemność pozbawić mojej skóry wszystkich włosków. Mimo potwornego bólu siedziałam cicho. Przecież na Igrzyskach czekają mnie straszniejsze rzeczy niż depilacja! Podniesiona na duchu niemal uśmiechnęłam się. Znacznie łatwiej jest być sarkastyczną i zimną egoistką, szczególnie gdy w najbliższej przyszłości ma się zaplanowane zabicie dwadzieściorga trojga rywali. Tak, rywali. To nie są moi przyjaciele, jestem tu po to by ich pozabijać, jednego po drugim. Przypomniała mi się sytuacja z przed kilku lat. Z rodzicami i starszą siostrą oglądaliśmy ćwierćfinał Igrzysk. W trakcie jednej z krwawych bójek krzyczałam żeby trybutka z naszego dystryktu dobiła tamtego chłopaka (Pfff, bo co z tego ze mnie nie słyszała?). Wtedy mama z niedowierzaniem zapytała się czy nie żal mi tego chłopaka. Ja odpowiedziałam "to są Głodowe Igrzyska. Tu nie ma miejsca na litość, żal i przyjaźń". Tej zasady będę się trzymać.
- gotowe- westchnął Kasjusz tym samym wyrywając mnie z rozmyślań. Oboje z Andromedą wyszli zostawiając mnie samą. Po kilku minutach drzwi otworzyły się ponownie, lecz tym razem weszła p[rzez nie młoda kobieta z tonom makijażu na twarzy, czerwonymi włosami i zielonymi oczami.
- hej, z tego co powiedział mi Kasjusz jesteś strasznie pyskata więc uprzedzam Cię, nie przerywaj mi -przemówiła władczym tonem- jestem Topaz.-Poważnie? Topaz? - i przygotuję cię do parady trybutów. Weź to i się przebierz!
Rzuciła mi dużą, czarną walizkę.
- ja idę pogadać z ekipą o twoim makijażu -rzuciła na odchodne. Pięknie i znów jestem sama. Sukienka była piękna, trzeba było jej to przyznać. Była czarna, jak by cała z drobnych piórek. Owe piórka były prawdopodobnie wykonane z grafitu, miały mroczny połysk który działał jak czarna dziura- gdy już raz na niego spojrzałeś nie możesz oderwać od niego wzroku. Kreacja sięgała mi do kolan, zakrywała dekolt aż do szyi i ramion. Do tego czarne skrzydła (również z tego samego materiału) mające rozpiętość około półtora metra i wiązane sandały "Rzymianki". Wow to mało powiedziane. Z niemalże nabożną czcią podniosłam strój. Był zadziwiająco lekki, czyli piór nie wykonano z grafitu... Jakoś udało mi się pozakładać wszystko na właściwe części ciała. Gdy tylko skończyłam weszła moja ekipa w pełnym już składzie. Kasjusz i Andromeda poprawili mi makijaż po czym kazali mi przejrzeć się w lustrze. Oniemiałam. W lustrze stała piękna dziewczyna. Blada, dostojna twarz, krwistoczerwone usta, zielone oczy przepełnione pogardą i wysokie upięcie czarnobrązowych włosów sprawiały że dziewczyna z lustra wyglądała jak mroczna bogini. Piękna i potężna, zdradliwa niczym noc kusząca słodkawą wonią śmierci.
- wyprostuj się i idziemy. Dokładnie tak, musisz utrzymać tę pogardę. Z resztą dla ciebie nie powinno to być trudne... -mruknęła Andromeda. Przeszliśmy do dużej hali z dwunastoma rydwanami zaprzężonymi w czwórki koni. Topaz (zleję się ze śmiechu przez to imię!) poprowadziła mnie do drugiego od wrót rydwanu, zaprzężonego w skarogniade konie. Trybut z mojego dystryktu też wyglądał całkiem nie źle.
- pamiętajcie- szepnęła Topaz- pogarda dla całego świata!
I mówiąc to odbiegła. Niespiesznie podeszłam do jednego z ogierów ciągnący nasz rydwan. Nigdy nie widziałam tak dobrze odżywionego konia, tak silnego i pięknego. W naszym dystrykcie, jeśli już w ogóle mamy konie, to pracują one w kopalniach, z tego powodu nie są one zbyt zdrowe i urodziwe. Powoli przejechałam palcem od ganasza aż do chrap.
- piękny jesteś, wiesz? -szepnęłam- jeśli uda mi się tu powrócić żywa, to obiecuje ci że nie będziesz już musiał ciągnąć tych rydwanów. A tymczasem żegnaj.
Odwróciłam się w stronę rydwanów i przybrałam sztuczny uśmiech. Na Igrzyskach liczy się spryt i przebiegłość a tak się składa że tych dwóch mam pod dostatkiem! Po za tym po co robić sobie wrogów z zawodowców? Zamiast tego mogę zawrzeć z jednym z nich prawdziwy sojusz i wybić pozostałych, teraz trzeba tylko wiarygodnie grać. To zabawne, że większość ludzi tańczy jak im zagram i nawet się nie orientują kiedy wbijam im metaforyczny nóż w mniej metaforyczne plecy. Ustawiłam się wygodnie w rydwanie i czekałam aż wszystko ruszy.
- panie i panowie, mam zaszczyt przedstawić tegorocznych trybutów!
Rydwany zaczęły się powoli wytaczać na ulice Kapitolu. Ludzie wiwatowali i rzucali w nas kwiatami. Idioci... Spojrzałam na duży ekran w telewizorze... Na swoją twarz, twarz pełną pogardy, arogancji i dumy. Twarz wokół której strój wysysał niemal całe światło stwarzając wrażenie mroku. Ciekawe jaka broń będzie na arenie? Ciekawe jaka będzie arena? Szczerze mówiąc z bronią nie będzie problemu, potrafię zabijać wszystkim oprócz oszczepu. Szczególnie bronią dalekiego zasięgu, jak łuk czy noże. Nie pogardzę jednak sztyletem czy mieczem. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Prezydenta. "Bla bla bla witam na Igrzyskach, bla bla bla trybuci, bla bla bla i niech los zawsze wam sprzyja" No nie dokładnie to powiedział, ale ja tyle zrozumiałam. Rydwany odwiozły nas do Ośrodka szkoleniowego gdzie mogłam w spokoju odpocząć od tego stada dzikusów jakim są mieszkańcy Kapitolu.
Siedziałam na ławce cała w nerwach. Na ocenę indywidualną wyszły już obie osoby z jedynki i partner z mojego dystryktu. Teraz pozostaje czekać aż wywołają i mnie. Pod czas treningu pokazałam moją sztandarową umiejętność, moją dumę i chwałę- noże. Tak naprawdę równie dobrze posługuję się mieczem, sztyletem i łukiem, jednak to rzucanie nożami jest moją dumą i radością. Wcześniej postanowiłam, że na treningach ujawnię tylko umiejętność walki sztyletem i rzutu nożami. Chcę, by reszta zawodowców i trybutów wzięła mnie za nie bezpieczną ale jednocześnie myślała, że wie wszystko o moich umiejętnościach. Celowo unikałam stanowisk z walką mieczem i łukiem, za to chętnie trafiałam w ruchome cele czy pokonywałam asystenta przy walce sztyletem. Pozostałe umiejętności ukryję w równej mierze przed organizatorami jak i przed zawodowcami. Nie chcę wypaść jako jeden z najlepszych trybutów, gdyż przez to w głowach moich rywali (i zawodowców) zagnieździ się myśl: "jest silna. Zagraża nam." A co robi się z zagrożeniem? Eliminuje. A ja nie chcę być wyeliminowana. Ja chcę wyeliminować ich. Usłyszałam, że wyczytują moje nazwisko. Rzuciłam w stronę reszty czekających promienny uśmiech (niech myślą, ze pójdzie im ze mną łatwo lecz tanio swojej skóry nie sprzedam!) po czym weszłam przez duże, metalowe drzwi do szerokiego pomieszczenia, oświetlonego jarzeniówkami. W środku były sprzęty do ćwiczeń, w tym kukły, farby, ludzkie sylwetki, ciężary i inne rzeczy których nawet nie umiem nazwać. Z drwiącym uśmiechem podeszłam do nietkniętego stanowiska z nożami. Gdy tylko wzięłam jedno z zimnych ostrz do ręki ogarnęła mnie euforia, swego rodzaju fanatyzm. Gdy mam w ręku nóż to tak jak bym stała się władcą, to ja rozdaję karty, wy przyjmujecie co daję. To ja będę panią Igrzysk! Niespiesznie wzięłam jeszcze pięć ostrzy po czym podeszłam do ludzkiej sylwetki. Organizatorzy z uwagą śledzili każdy mój ruch. Debile... Niby są tacy mądrzy i w ogóle a posyłają nas na śmierć! Śmierć ku uciesze tłumu obrzydliwie bogatych idiotów! Wzięłam pierwszy nóż i częściowo ząbkowanym ostrzu. Z niemal euforią rzuciłam nim w kukłę. Wyobraziłam sobie, że kukła ma twarz jednego z organizatorów. Pierwszorzędny strzał. Broń poszybowała w sam środek klatki piersiowej. Przyspieszyłam tempo, w biegu zaczęłam rzucać do poszczególnych rzeczy, a każda z nich zyskiwała twarz jednego z tych staruchów siedzących i notujących ile punktów dostanę! Worek treningowy o twarzy głównego organizatora- mocniej! Tarcza rzutkowa z twarzą koordynatora Igrzysk- mocniej! Kukła z twarzą prezydenta- mocniej! Wszystkie strzały były celne. W teorii nie wolno przygotowywać dzieci do Igrzysk. W praktyce w dwójce mamy akademię szkoleniową. To tam, od siódmego roku życia ćwiczę rzuty nożami. Gdy dziesięć ostrz utkwiło w poszczególnych przedmiotach złapałam za sztylet i z uśmiechem zaczęłam robić uniki i pchnięcia. W końcu rzuciłam sztyletem w jedną z lamp. Trafił idealnie zagłębiając się w sufit aż po rękojeść. Żarówka w którą trafiłam przestała świecić tak, że w pokoju zapanował półmrok..
- już może pani odejść- odezwał się jeden z organizatorów a ja posłusznie wyszłam. Cała idea tych cholernych Igrzysk może się walić. Wszyscy Kapitolończycy to Idioci, naiwni idioci którzy co roku skazują na śmierć dwadzieścioro troje młodych ludzi. Na samą tą myśl ogarnęła mnie zimna furia. To przez nich podpisano na mnie wyrok śmierci, teraz tylko muszę wywalczyć sobie podstępem drogę, by żyć. Drogę, na której staną mi dwadzieścia trzy osoby. Teraz są dwadzieścia trzy osoby. Później będą dwadzieścia trzy trupy. To postanowione.
- uwaga, zmiechy!!!!!! (oo, tyle wykrzykników nawaliłam, ze rzeczywiście głośno xd dop. autorki) Większość trybutów staje i rozgląda się nerwowo. Tylko dwoje zrozumiało, że to podstęp. Niestety dla nich byli ode mnie dużo wolniejsi więc byłam pierwsza przy Rogu. Po drodze porwałam jeden z plecaków. W pośpiechu zagarnęłam dwa noże, śpiwór, zestaw do wspinaczki i siekierę. Wszystko było zaskakująco lekkie. Czasem przydaje się być tęgim z szeroko rozstawionymi barami. Większość trybutów była dopiero w połowie drogi do Rogu Obfitości więc w pośpiechu udało mi się złamać trzy oszczepy. Sama nie umiem ich używać, więc nie da to moim przeciwnikom przewagi gdyż rozsądnie, ostre końce oszczepów schowałam do kieszeni spodni. Nie mam zamiaru (przynajmniej na razie) rzucać nożami gdyż mam ich tylko dwa. Zamachnęłam się siekierą na chłopaka biegnącego w moją stronę. Nie wiem czy go zabiłam czy tylko "uszkodziłam" i nie interesuje mnie to. Większość trybutów już odbiegła a pozostali schodzą mi z drogi. Pewnie myślą, że mam na pęczki noży, poza tym wiedzą że jestem zawodowcem, ergo wiem jak zabijać. Cóż, nie dziwie im się szczególnie że widzieli jak rzucam w ruchome cele. Biorę jedną z metalowych końcówek które poodcinałam od włóczni i rzucam w trybutkę. Trafił. Od teraz będę wykorzystywać końcówki jak noże. Szybkim ruchem wyszarpnęłam ostrze z jej brzucha po czym puściłam się sprintem w stronę sektora 4. Z doświadczenia wiem, że nikt nie wybierze tego miejsca. Na wysokim drzewie będę miała doskonały widok na resztę sektorów, a gęste poszycie zapewni mi maskowane. Na równinie rośnie kilka zbóż więc z głodu nie umrę. Poza tym mam stosunkowo bliską odległość do sektora piątego w którym zapewne jest mnóstwo roślin jadalnych i zwierząt. Nie wybrałam się tam ponieważ primo, do tego sektora skieruje się większość trybutów, secundo, roi się tam od drapieżników a każde z pozoru bezpieczne miejsce na arenie za parę dni prawdopodobnie wybuchnie. Przeżyłam jadkę przy Rogu Obfitości. Teraz pozostaje przeżyć resztę tego piekła.
Wprowadzono mnie do sterylnie białego pomieszczenia, gdzie czekało na mnie dwoje ludzi. Moja ekipa przygotowawcza. Starsza kobieta miała bladą skórę, nienaturalnie wąskie wargi i elektrycznie niebieskie oczy, że o peruce w ohydnym odcieniu karmazynu nie wspomnę, natomiast mężczyzna był wysoki, miał niebieskawą skórę, szpakowate, krótko obcięte włosy i tonę makijażu na twarzy.
- witaj -zaczął oficjalnym tonem.- jestem Kasjusz, a to Andromeda. Będzie....
- tak, tak, wiem! -przerwałam mu -jesteście moją ekipą przygotowawczą. Bierzmy się do pracy bo zamierzam wygrać te Igrzyska!
Kasjusz klasnął w dłonie natomiast Andromeda westchnęła z dezaprobatą.
- zawsze to samo- mruczała "upiększając" mnie- zawsze tak samo pyskaci! My im pomagamy a te małe, wredne...
Reszty nie dosłyszałam gdyż akurat miałam te nieprzyjemność pozbawić mojej skóry wszystkich włosków. Mimo potwornego bólu siedziałam cicho. Przecież na Igrzyskach czekają mnie straszniejsze rzeczy niż depilacja! Podniesiona na duchu niemal uśmiechnęłam się. Znacznie łatwiej jest być sarkastyczną i zimną egoistką, szczególnie gdy w najbliższej przyszłości ma się zaplanowane zabicie dwadzieściorga trojga rywali. Tak, rywali. To nie są moi przyjaciele, jestem tu po to by ich pozabijać, jednego po drugim. Przypomniała mi się sytuacja z przed kilku lat. Z rodzicami i starszą siostrą oglądaliśmy ćwierćfinał Igrzysk. W trakcie jednej z krwawych bójek krzyczałam żeby trybutka z naszego dystryktu dobiła tamtego chłopaka (Pfff, bo co z tego ze mnie nie słyszała?). Wtedy mama z niedowierzaniem zapytała się czy nie żal mi tego chłopaka. Ja odpowiedziałam "to są Głodowe Igrzyska. Tu nie ma miejsca na litość, żal i przyjaźń". Tej zasady będę się trzymać.
- gotowe- westchnął Kasjusz tym samym wyrywając mnie z rozmyślań. Oboje z Andromedą wyszli zostawiając mnie samą. Po kilku minutach drzwi otworzyły się ponownie, lecz tym razem weszła p[rzez nie młoda kobieta z tonom makijażu na twarzy, czerwonymi włosami i zielonymi oczami.
- hej, z tego co powiedział mi Kasjusz jesteś strasznie pyskata więc uprzedzam Cię, nie przerywaj mi -przemówiła władczym tonem- jestem Topaz.-Poważnie? Topaz? - i przygotuję cię do parady trybutów. Weź to i się przebierz!
Rzuciła mi dużą, czarną walizkę.
- ja idę pogadać z ekipą o twoim makijażu -rzuciła na odchodne. Pięknie i znów jestem sama. Sukienka była piękna, trzeba było jej to przyznać. Była czarna, jak by cała z drobnych piórek. Owe piórka były prawdopodobnie wykonane z grafitu, miały mroczny połysk który działał jak czarna dziura- gdy już raz na niego spojrzałeś nie możesz oderwać od niego wzroku. Kreacja sięgała mi do kolan, zakrywała dekolt aż do szyi i ramion. Do tego czarne skrzydła (również z tego samego materiału) mające rozpiętość około półtora metra i wiązane sandały "Rzymianki". Wow to mało powiedziane. Z niemalże nabożną czcią podniosłam strój. Był zadziwiająco lekki, czyli piór nie wykonano z grafitu... Jakoś udało mi się pozakładać wszystko na właściwe części ciała. Gdy tylko skończyłam weszła moja ekipa w pełnym już składzie. Kasjusz i Andromeda poprawili mi makijaż po czym kazali mi przejrzeć się w lustrze. Oniemiałam. W lustrze stała piękna dziewczyna. Blada, dostojna twarz, krwistoczerwone usta, zielone oczy przepełnione pogardą i wysokie upięcie czarnobrązowych włosów sprawiały że dziewczyna z lustra wyglądała jak mroczna bogini. Piękna i potężna, zdradliwa niczym noc kusząca słodkawą wonią śmierci.
- wyprostuj się i idziemy. Dokładnie tak, musisz utrzymać tę pogardę. Z resztą dla ciebie nie powinno to być trudne... -mruknęła Andromeda. Przeszliśmy do dużej hali z dwunastoma rydwanami zaprzężonymi w czwórki koni. Topaz (zleję się ze śmiechu przez to imię!) poprowadziła mnie do drugiego od wrót rydwanu, zaprzężonego w skarogniade konie. Trybut z mojego dystryktu też wyglądał całkiem nie źle.
- pamiętajcie- szepnęła Topaz- pogarda dla całego świata!
I mówiąc to odbiegła. Niespiesznie podeszłam do jednego z ogierów ciągnący nasz rydwan. Nigdy nie widziałam tak dobrze odżywionego konia, tak silnego i pięknego. W naszym dystrykcie, jeśli już w ogóle mamy konie, to pracują one w kopalniach, z tego powodu nie są one zbyt zdrowe i urodziwe. Powoli przejechałam palcem od ganasza aż do chrap.
- piękny jesteś, wiesz? -szepnęłam- jeśli uda mi się tu powrócić żywa, to obiecuje ci że nie będziesz już musiał ciągnąć tych rydwanów. A tymczasem żegnaj.
Odwróciłam się w stronę rydwanów i przybrałam sztuczny uśmiech. Na Igrzyskach liczy się spryt i przebiegłość a tak się składa że tych dwóch mam pod dostatkiem! Po za tym po co robić sobie wrogów z zawodowców? Zamiast tego mogę zawrzeć z jednym z nich prawdziwy sojusz i wybić pozostałych, teraz trzeba tylko wiarygodnie grać. To zabawne, że większość ludzi tańczy jak im zagram i nawet się nie orientują kiedy wbijam im metaforyczny nóż w mniej metaforyczne plecy. Ustawiłam się wygodnie w rydwanie i czekałam aż wszystko ruszy.
- panie i panowie, mam zaszczyt przedstawić tegorocznych trybutów!
Rydwany zaczęły się powoli wytaczać na ulice Kapitolu. Ludzie wiwatowali i rzucali w nas kwiatami. Idioci... Spojrzałam na duży ekran w telewizorze... Na swoją twarz, twarz pełną pogardy, arogancji i dumy. Twarz wokół której strój wysysał niemal całe światło stwarzając wrażenie mroku. Ciekawe jaka broń będzie na arenie? Ciekawe jaka będzie arena? Szczerze mówiąc z bronią nie będzie problemu, potrafię zabijać wszystkim oprócz oszczepu. Szczególnie bronią dalekiego zasięgu, jak łuk czy noże. Nie pogardzę jednak sztyletem czy mieczem. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Prezydenta. "Bla bla bla witam na Igrzyskach, bla bla bla trybuci, bla bla bla i niech los zawsze wam sprzyja" No nie dokładnie to powiedział, ale ja tyle zrozumiałam. Rydwany odwiozły nas do Ośrodka szkoleniowego gdzie mogłam w spokoju odpocząć od tego stada dzikusów jakim są mieszkańcy Kapitolu.
~****~
Siedziałam na ławce cała w nerwach. Na ocenę indywidualną wyszły już obie osoby z jedynki i partner z mojego dystryktu. Teraz pozostaje czekać aż wywołają i mnie. Pod czas treningu pokazałam moją sztandarową umiejętność, moją dumę i chwałę- noże. Tak naprawdę równie dobrze posługuję się mieczem, sztyletem i łukiem, jednak to rzucanie nożami jest moją dumą i radością. Wcześniej postanowiłam, że na treningach ujawnię tylko umiejętność walki sztyletem i rzutu nożami. Chcę, by reszta zawodowców i trybutów wzięła mnie za nie bezpieczną ale jednocześnie myślała, że wie wszystko o moich umiejętnościach. Celowo unikałam stanowisk z walką mieczem i łukiem, za to chętnie trafiałam w ruchome cele czy pokonywałam asystenta przy walce sztyletem. Pozostałe umiejętności ukryję w równej mierze przed organizatorami jak i przed zawodowcami. Nie chcę wypaść jako jeden z najlepszych trybutów, gdyż przez to w głowach moich rywali (i zawodowców) zagnieździ się myśl: "jest silna. Zagraża nam." A co robi się z zagrożeniem? Eliminuje. A ja nie chcę być wyeliminowana. Ja chcę wyeliminować ich. Usłyszałam, że wyczytują moje nazwisko. Rzuciłam w stronę reszty czekających promienny uśmiech (niech myślą, ze pójdzie im ze mną łatwo lecz tanio swojej skóry nie sprzedam!) po czym weszłam przez duże, metalowe drzwi do szerokiego pomieszczenia, oświetlonego jarzeniówkami. W środku były sprzęty do ćwiczeń, w tym kukły, farby, ludzkie sylwetki, ciężary i inne rzeczy których nawet nie umiem nazwać. Z drwiącym uśmiechem podeszłam do nietkniętego stanowiska z nożami. Gdy tylko wzięłam jedno z zimnych ostrz do ręki ogarnęła mnie euforia, swego rodzaju fanatyzm. Gdy mam w ręku nóż to tak jak bym stała się władcą, to ja rozdaję karty, wy przyjmujecie co daję. To ja będę panią Igrzysk! Niespiesznie wzięłam jeszcze pięć ostrzy po czym podeszłam do ludzkiej sylwetki. Organizatorzy z uwagą śledzili każdy mój ruch. Debile... Niby są tacy mądrzy i w ogóle a posyłają nas na śmierć! Śmierć ku uciesze tłumu obrzydliwie bogatych idiotów! Wzięłam pierwszy nóż i częściowo ząbkowanym ostrzu. Z niemal euforią rzuciłam nim w kukłę. Wyobraziłam sobie, że kukła ma twarz jednego z organizatorów. Pierwszorzędny strzał. Broń poszybowała w sam środek klatki piersiowej. Przyspieszyłam tempo, w biegu zaczęłam rzucać do poszczególnych rzeczy, a każda z nich zyskiwała twarz jednego z tych staruchów siedzących i notujących ile punktów dostanę! Worek treningowy o twarzy głównego organizatora- mocniej! Tarcza rzutkowa z twarzą koordynatora Igrzysk- mocniej! Kukła z twarzą prezydenta- mocniej! Wszystkie strzały były celne. W teorii nie wolno przygotowywać dzieci do Igrzysk. W praktyce w dwójce mamy akademię szkoleniową. To tam, od siódmego roku życia ćwiczę rzuty nożami. Gdy dziesięć ostrz utkwiło w poszczególnych przedmiotach złapałam za sztylet i z uśmiechem zaczęłam robić uniki i pchnięcia. W końcu rzuciłam sztyletem w jedną z lamp. Trafił idealnie zagłębiając się w sufit aż po rękojeść. Żarówka w którą trafiłam przestała świecić tak, że w pokoju zapanował półmrok..
- już może pani odejść- odezwał się jeden z organizatorów a ja posłusznie wyszłam. Cała idea tych cholernych Igrzysk może się walić. Wszyscy Kapitolończycy to Idioci, naiwni idioci którzy co roku skazują na śmierć dwadzieścioro troje młodych ludzi. Na samą tą myśl ogarnęła mnie zimna furia. To przez nich podpisano na mnie wyrok śmierci, teraz tylko muszę wywalczyć sobie podstępem drogę, by żyć. Drogę, na której staną mi dwadzieścia trzy osoby. Teraz są dwadzieścia trzy osoby. Później będą dwadzieścia trzy trupy. To postanowione.
~****~
Trwa odliczanie. 60. 59. 58. 57 Rozglądam się. Widzę góry, równinę i jezioro. 43. 42. 41. 40. Skupiam wzrok na Rogu Obfitości i przygotowuję się do biegu. 37. 36. 35. 34. Wzrokiem przeczesuję pakunki w rogu. W końcu odnajduję znajomy błysk noża. Z goryczą zauważam tylko dwa ostrza. Będę musiała do nich dobiec. 22. 21. 20. 19. Oprócz tego widzę też siekierę którą postanawiam za wszelką cenę posiąść. Przyda się też jakiś plecak ze śpiworem i noktowizor. Na szczęście wszystko leży na przeciwko mnie. Wystarczy tam dotrzeć. 16. 15. 14. 13. Przygotowuję się do biegu. 10. 9. 8. 7 Muszę tam dobiec. 5. 4. 3. 2. 1. Słyszę wystrzał i drę się ile sił w płucach jednocześnie biegnąc.- uwaga, zmiechy!!!!!! (oo, tyle wykrzykników nawaliłam, ze rzeczywiście głośno xd dop. autorki) Większość trybutów staje i rozgląda się nerwowo. Tylko dwoje zrozumiało, że to podstęp. Niestety dla nich byli ode mnie dużo wolniejsi więc byłam pierwsza przy Rogu. Po drodze porwałam jeden z plecaków. W pośpiechu zagarnęłam dwa noże, śpiwór, zestaw do wspinaczki i siekierę. Wszystko było zaskakująco lekkie. Czasem przydaje się być tęgim z szeroko rozstawionymi barami. Większość trybutów była dopiero w połowie drogi do Rogu Obfitości więc w pośpiechu udało mi się złamać trzy oszczepy. Sama nie umiem ich używać, więc nie da to moim przeciwnikom przewagi gdyż rozsądnie, ostre końce oszczepów schowałam do kieszeni spodni. Nie mam zamiaru (przynajmniej na razie) rzucać nożami gdyż mam ich tylko dwa. Zamachnęłam się siekierą na chłopaka biegnącego w moją stronę. Nie wiem czy go zabiłam czy tylko "uszkodziłam" i nie interesuje mnie to. Większość trybutów już odbiegła a pozostali schodzą mi z drogi. Pewnie myślą, że mam na pęczki noży, poza tym wiedzą że jestem zawodowcem, ergo wiem jak zabijać. Cóż, nie dziwie im się szczególnie że widzieli jak rzucam w ruchome cele. Biorę jedną z metalowych końcówek które poodcinałam od włóczni i rzucam w trybutkę. Trafił. Od teraz będę wykorzystywać końcówki jak noże. Szybkim ruchem wyszarpnęłam ostrze z jej brzucha po czym puściłam się sprintem w stronę sektora 4. Z doświadczenia wiem, że nikt nie wybierze tego miejsca. Na wysokim drzewie będę miała doskonały widok na resztę sektorów, a gęste poszycie zapewni mi maskowane. Na równinie rośnie kilka zbóż więc z głodu nie umrę. Poza tym mam stosunkowo bliską odległość do sektora piątego w którym zapewne jest mnóstwo roślin jadalnych i zwierząt. Nie wybrałam się tam ponieważ primo, do tego sektora skieruje się większość trybutów, secundo, roi się tam od drapieżników a każde z pozoru bezpieczne miejsce na arenie za parę dni prawdopodobnie wybuchnie. Przeżyłam jadkę przy Rogu Obfitości. Teraz pozostaje przeżyć resztę tego piekła.
~****~
Ok, mam sojusznika. Trzeba będzie przejrzeć naszą bron. Siadamy w cieniu drzewa i rozkładamy nasz dobytek. Mamy dwa topory, śpiwór (tylko jeden...), zestaw do wspinaczki, gogle, plecak i nóż. Przynajmniej jeden... Wspólnie ustalamy, iż nie ma sensu siedzieć na otwartej przestrzeni, szczególnie, że tu nie ma nic do jedzenia. Na równinie mogą występować jadowite węże więc proponuję, żebyśmy zrobili sobie "prowizoryczne buty". Oboje zdejmujemy kurtki po czym owijamy sobie nimi nogi aż do kolan. To powinno ochronić nas przed ukąszeniem. Niestety mamy tylko dwie kurtki i plecak. Mój sojusznik owija sobie nogi plecakiem i swoją kurtką więc nie mam wyjścia i zdejmuję swój podkoszulek po czym owijam sobie nim i kurtką nogi. Cały czas powtarzam sobie że przeżycie jest ważniejsze od tego, że całe Panem ogląda właśnie mój stanik. Idąc przez równinę, trzonami toporów obstukujemy drogę przed nami by przypadkiem nie wpaść na węża.Cały nasz bagaż musimy nieść w rękach więc jest to upiornie nie wygodne. Nagle od prawej rozlega się syk. Bez wahania rzucam nożem w tamtą stronę, dzięki czemu zabijam węża. I już jest trochę więcej jedzenia. W końcu udaje nam się wyjść z równiny i dojść na skraj polany na której stoi Róg Obfitości. Ostrożnie podchodzimy do niego i sprawdzamy czy jest pusty. Jest. Najwyraźniej, jeśli ktokolwiek tu był to poszedł na polowanie. Wchodzimy do środka. Słońce zaczyna powoli chylić się ku zachodowi. Ustalamy, że lepiej nie będzie manifestować naszej obecności tu, więc ja zostaję w środku i przeszukuję to co zostało pod czas gdy mój sojusznik idzie zastawić wnyki na skraju piątego sektora. W końcu wraca i informuje mnie, że jest tam kilkoro trybutów. Super. Rozpala on ognisko po czym zjadamy jedną trzecią chleba i oporządzamy węża którego następnie pieczemy. Jego skóra może się jeszcze przydać więc chowam ją do plecaka. Udaje nam się też rozróżnić gruczoł jadowy, dzięki któremu zyskujemy truciznę. Zgodnie ustalamy, że polować będziemy w piątce, a nocować przy Rogu Obfitości. Jeśli ktoś tu przyjdzie... cóż, jego strata. Na polowania będziemy zabierać wszystkie nasze rzeczy, a dla bezpieczeństwa za jakieś dwa dni przeniesiemy się do innego sektora. Gdy zaczyna się zmierzchać (robić ciemno) wdrapujemy się na dach a ja staję na warcie, po jakieś godzinie mam obudzić sojusznika. Z kolei on obudzi mnie gdy zacznie świtać i wtedy zejdziemy do środka Rogu, żeby być na lepszej pozycji w przypadku gdy by doszło do walki.
czwartek, 12 lutego 2015
Żyję? Jednak nie
Przepraszam za długi brak rozdziału ale cóż... wen pojechał na wakacje xD Rozdział powinien ukazać się za jakiś tydzień c: Jeśli ktoś jest mega obrażony (ekchem, Nikola) może wymyślić jakiś chelenge (chyba tak się piszę xD)

sobota, 31 stycznia 2015
Baaaardzo ładnie proszę ;3
Moi drodzy czytelnicy! Otóż wraz z pewnym ludziem założyłam stronkę dotyczącą IŚ i była bym w kij wdzięczna gdy byście lajkowali... o to i adres: Nie lubisz Igrzysk? Masz ochotę na jagody?
To do napisania :)
PS jakieś zamówienia na OS? Bo mam jakąś dziwną fazę a zkoro już mówimy o moich fazach... Czytał ktoś "Kamienie na szaniec"? Jestem w połowie i już się zakochałam <3 W dodatku kopiłam też "Cztery" więc mam zjecie na następny tydzień xd
To do napisania :)
PS jakieś zamówienia na OS? Bo mam jakąś dziwną fazę a zkoro już mówimy o moich fazach... Czytał ktoś "Kamienie na szaniec"? Jestem w połowie i już się zakochałam <3 W dodatku kopiłam też "Cztery" więc mam zjecie na następny tydzień xd
piątek, 30 stycznia 2015
Niespodzianka+ One Shoot
No więc tak. Zostaliśmy. Nominowani. Do. LBA!!! Bogowie, ale się ciesze! Nominowała nas strona:
percico is my life za co serdecznie dziękujemy :) Chyba nie muszę tłumaczyć, czym jest Libster Blog Award... (dla nie wtajemniczonych, LBA to nagroda otrzymywana, by rozpowszechnić mało znane blogi. Po nominacji trzeba nominować 11 blogów i tak w koło Macieju xd)
O to pytania:
O to pytania:
1. Nico zaraz umrze w twych ramionach, co mu mówisz?
"Braciak, debilu, jak mogłeś dać się zabić skórce od banana?! Poważnie? A wracając, jeśli mi tu umrzesz to ja cię zabiję i będę męczyć twoją duszę w zaświatach na wieki wieków i jeszcze dłużej, więc nie waż się umierać! Percy zaraz Cię uratuje tylko nie zamykaj oczu! Głuchy, nie zamykaj oczu!"
"Braciak, debilu, jak mogłeś dać się zabić skórce od banana?! Poważnie? A wracając, jeśli mi tu umrzesz to ja cię zabiję i będę męczyć twoją duszę w zaświatach na wieki wieków i jeszcze dłużej, więc nie waż się umierać! Percy zaraz Cię uratuje tylko nie zamykaj oczu! Głuchy, nie zamykaj oczu!"
2. Jaka jest twoja ulubiona postać książkowa ( bądź filmowa )?
Hmmm, najbardziej na świecie kocham Jasona Grace (to mój mąż ale ćśśś), oprócz niego Finnick Odair (miałam po jego śmierci tydzień depresji) i Cedric Diggory (jego też kocham ale mniej xd) no i generalnie w kij dużo mam ulubionych postaci xd
Hmmm, najbardziej na świecie kocham Jasona Grace (to mój mąż ale ćśśś), oprócz niego Finnick Odair (miałam po jego śmierci tydzień depresji) i Cedric Diggory (jego też kocham ale mniej xd) no i generalnie w kij dużo mam ulubionych postaci xd
3. Ulubiona piosenka? ( na chwilę obecną )
Hanging Tree, Bogowie kocham tę piosenkę i jej covery ^^
Hanging Tree, Bogowie kocham tę piosenkę i jej covery ^^
4. Ulubiony przedmiot w szkole?
Hmmm, wf? xd a tak oprócz niego to plastyka i polski :)
Hmmm, wf? xd a tak oprócz niego to plastyka i polski :)
5. Ulubiony kolor?
Czarny for eva <3
Czarny for eva <3
6. Czekolada czy Czekolada?
Hmm, trudne pytanie, chyba będę musiała wybrać... czekoladę!
Hmm, trudne pytanie, chyba będę musiała wybrać... czekoladę!
7. Twój/a ulubiona liczba?
7, siedem zamierzonych horkruksów, siedmiu półbogów i siedem części HP <#
7, siedem zamierzonych horkruksów, siedmiu półbogów i siedem części HP <#
8. Najfajniejsze Anime jakie obejrzałaś?
Naruto <3 Na tym anime się wychowałam, oprócz niego Supas Strikas (ale to chyba nie zalicza się do anime xd)
Naruto <3 Na tym anime się wychowałam, oprócz niego Supas Strikas (ale to chyba nie zalicza się do anime xd)
9. Ulubiona gra?
Hmmm, warcaby xd a tak serio to lubię gry strategiczne, takie jak bitwa o sztandar czy podchody
Hmmm, warcaby xd a tak serio to lubię gry strategiczne, takie jak bitwa o sztandar czy podchody
10. Jakiego parringu najbardziej nie lubisz? ( Homosiowego oczywiście xD )
Lubię wszystkie, yaoi zawsze jest dobre, chociaż... Snarry doprowadza mnie do szewskiej pasji (SnapexHarry)
Lubię wszystkie, yaoi zawsze jest dobre, chociaż... Snarry doprowadza mnie do szewskiej pasji (SnapexHarry)
11. Kto jest twoim ulubionym YouTube'rem?
Eeee, Niekryty xd i Pan Śmietanka (Survival games :P)
No to tego, yyy wypadało by kogoś nominować... no to ja nominuję (ale hardkor, 6 osób xd):
http://wielka4-hogwart.blogspot.com/percico-leico-i-inne.blogspot.com
http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_użytkownika:Hiccstrid_PL/Smok,_wierny_przyjaciel_wikinga
http://percico-neverendinglove.blogspot.com/
http://dziennik-jo-watson.blogspot.com/
http://dzieci-piekiel.blogspot.com/
Pytania:
1. Ulubiona postać z książki/filmu. (przez lenistwo nie dodam "jaka jest")
2. Ulubiony animowany film.(tak jak wyżej)
3. Znienawidzony bohater książkowy. (tak jak jeszcze wyżej)
4. Ukochany parring (yaoi oczywiście xd)
5. Jaki jest twój ulubiony kolor?
6. Czy masz jakąś pasję (tak/nie, jeśli tak to ile czasu ją "uprawiasz" (zboczeńcy, wiem co pomyśleliście!)?
7. Czego najbardziej w sobie nie lubisz (chodzi o wygląd)?
8. Czy masz zwierzaka? Jeśli tak to jakiego?
9. Czy kochasz Finnicka Odair? (nie mogłam się powstrzymać przed zadaniem tego pytania xd)
10. Jakie słowo najbardziej Cię bawi?
11. Czy masz jakieś fobie?
~* * * * *~
Wow, cztery tysiące mi stuknęło... Jaram się jak Jack swoją laską ^,^ Przepraszam, ze to nie rozdział ale mam fazę na One schooty... A teraz bez zbędnych wstępów, One Shoot:
(wyjaśniam, to jest tak jak by inne zakończenie Znaku Ateny)
*Percy*
Ostatnie dni były koszmarem, te wszystkie koszmary i podejrzenia... Mam tego dość. Teraz czuję się jak Gollum, niczym on mam coś w rodzaju rozdwojenia jaźni. Jedna strona mówi, bym mu nie ufał, zaś druga... druga każe rzucić wszystko i ruszyć mu na pomoc... A o kim mowa? O pewnej kruchej osóbce, która nawiedza mnie w snach. Tak, chodzi o Nica di Angelo, o chłopaka dzięki któremu pokonaliśmy Kronosa, chłopaka który własnie, w tej chwili umiera więziony przez gigantów. Chłopaka który skradł moje serce. Już od roku czuję do niego coś więcej niż tylko "braterską miłość" którą kiedyś go darzyłem, jednak teraz... Cóż, powiedzmy to sobie otwarcie: Podoba mi się. Już miesiąc temu przyznałem to przed samym sobą. Wcześniej myślałem, że gdy w końcu to przyznam będzie łatwiej... cóż, srogo się zawiodłem bo zacząłem się martwić, co ja powiem Ann? Jak zareaguje na to reszta naszych przyjaciół? I najważniejsze pytanie: jak on na to zareaguje? Przecież on mnie nienawidzi... Ze smętnych rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Hej Percy, mogę wejść?- z za drzwi dobiegł głos Hazel.
- Jasne. - otarłem z policzka łzę która z niewiadomych przyczyn się tam znalazła.- wchodź.
Hazel otworzyła drzwi i usiadła na łóżku.
- Jak tam? -spytała.
- Chyba to ja powinienem Cię o to pytać, w końcu Nico to twój brat...
Córka Plutona westchnęła.
- wiesz, że się o niego martwię, ale ważniejsze pytanie, jak ty się czujesz?
Cholera, ona wie. Za wszelką cenę starałem się "rżnąć głupa"
- Nie wiem o czym mówisz...
- Percy!- fuknęła- nie udawaj!
Westchnąłem zażenowany.
- Skąd się o tym dowiedziałaś?
- Uwierz mi, wiem więcej niż powinnam -puściła mi oczko a ja uśmiechnąłem się półgębkiem.
- Powiedzieć mu?
Pokręciła z rozbawieniem głową.
- Musisz mu powiedzieć.
*ten moment gdy są w hypogeum Efiatesa i Otisa i uwalniają Nica*
Gigant kopnął kadź która z brzękiem przewróciła się a z jej środka wypadł na wpółprzytomny Nico. Wyglądał jak siedem nieszczęść. Ubrania miał okopcone, dziurawe i pomięte, z wielu ran na jego ciele leciała krew. Szczególnie z długiego rozcięcia pod prawym okiem. Mimo wszystko i tak wyglądał pięknie. Cicho jęknął gdy gigant dodatkowo go kopnął, a mnie zalała fala wściekłości. Nikt, powtarzam, NIKT nie będzie sprawiał mu bólu!
*po walce*
Nico był tak bardzo skatowany i osłabiony, że nie mógł stać o własnych siłach więc opierał się Hazel, głowę miał opuszczoną, tak jak by złamali go. Teraz albo nigdy- pomyślałem i już miałem do niego podejść gdy nagle odezwał się zachrypniętym, ledwie słyszalnym głosem:
- ja- ja wiem jak można ich powstrzymać- szepnął i podniósł głowę a mnie coś ścisnęło za serce. Policzki miał zapadnięte i oczy... takie puste. Wyglądały jak oczy jeńców wojennych, jak oczy człowieka zniszczonego psychicznie do granic możliwości. Znów to dziwne ukłucie w sercu...
- Nico, mogę wziąć cię na słówko?
Skinął głową po czym wziąłem go pod ramię i ignorując jego protesty pomogłem dojść mu do dziobu "Argo II".
- Nico- zacząłem- ja...
Kurde, i co ja mu powiem? "Hej Nico, wiem, że prze ze mnie zginęła twoja siostra i prze ze mnie stałeś się aspołeczny i ponury ale chyba Cię kocham!". Zaraz, zaraz... Nie zawsze słowa muszą wyrażać uczucia. Delikatnie chwyciłem głowę Nico w obie ręce i pocałowałem go... a on oddał pocałunek. Słabo ale jednak! W końcu się od siebie oderwaliśmy.
- Percy, co ty...
- Ćśśś, Nico ja cię...
- Nie kończ -szepnął- ja też.
Przytuliłem go szczęśliwy, że może wszystko się ułoży.
*Są w tej jaskini Arachne*
Przytuliłem Ann, cieszę się, że jest bezpieczna tylko jak ja jej to powiem?! W momencie gdy byłem już gotowy do powiedzenia jej prawdy, pajęczyna owinięta wokół jej kostki napięła się i pociągnęła ją w stronę otchłani. Jako, że Nico stał najbliżej, przeciął nić mieczem, jednak ta owinęła się wokół jego nadgarstka ciągnąc go w stronę dziury. Chwyciłem go za rękę, jednak rozpęd był tak wielki, że pociągnęła nas obu. Ostatkiem sił złapałem się wystającej półki skalnej.
- Percy, puszczaj ty idioto!- warknął Nico- puszczaj albo spadniemy tu obaj!
- Nigdy- jęknąłem z wysiłku. -wytrzymam i pamiętaj, kocham cię.
- Ja ciebie też- ledwo dosłyszałem jego cichy szept gdyż zagłuszyło go wołanie Annabeth.
- PERCY!
- Ann, sprowadź pomoc!
- Czy ty go kochasz?!- krzyknęła.
- Tak, a teraz sprowadź pomoc!
Przez jej twarz przemknęły po kolei: niedowierzanie, złość, zazdrość i wściekłość aż w końcu ustąpiły miejsca masce spokoju.
-Jeśli ja nie mogę cię mieć, to nie będzie Cię miał nikt inny!- i mówiąc to zepchnęła nas. Z całęj siły przytuliłem Nica.
- Nie martw się- szepnąłem.
- Percy... ja tam byłem. - spojrzałem mu w oczy, widać w nich było tę znajomą nutę szaleństwa i... przerażenie.
- Ćśś Nico, wcześniej byłeś sam, teraz... Teraz masz mnie.
Trochę się uspokoił a po jego policzkach spłynęły łzy. Drżącym głosem wyszeptał:
- Kocham Cię Percy ale jeśli zginiesz w tej cholernej dziurze to ja Cię zabiję!
- Więc będę uważał.
Subskrybuj:
Posty (Atom)