niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 14 No proszę, czyli w Ravenclawie zdarzają się idioci? + LBA 2 + Notka informacyjna

   Bogowie! Pięć tysięcy nam stuknęło! Po prostu opadła mi szczęka. Jaram się jak Jack swoją laską xD Bardzo, bardzo, bardzo i jeszcze raz bardzo was przepraszam za tak długą nie obecność. Mówiąc szczerze wena na pisanie zupełnie mnie opuściła za to odkryłam, że (według innych ludzi) ładnie rysuję. Ja uważam , że te "rysunki" to masakra ale co tam xD Nie ma to jak dać sobie wmówić że ma się talent :P (tak samo było ze śpiewaniem i pisaniem, z "talentu" (umownie nazwijmy to talentem choć ja uważam, że takowego nie posiadam xD) wyszło to opo, a ze śpiewania kilka koncertów w Białołęckim Ośrodku Kultury xD Tak więc trzymajcie za mnie kciuki bo właśnie zaczynam rysować animy xD (trzymajcie też kciuki bo w czerwcu będę do brązowej odznaki jeździeckiej podchodziła xD nie żebym się chwaliła czy coś...) Mamy tu może jakiś fanów Beyblade? (z ciekoawości pytam) jeśli tak to jakie są wasze ukochane postaci? (Kyoya i Nile są ZAKLEPANI) Jeszcze chwilę was pozanudzam tym moim paplaniem, nie martwcie się, już kończę. Widzę, że waszymi ulubionymi postaciami bezkonkurencyjnie są
1. Jack Frost (18 głosów)
2. Hiccup (9 głosów)
3. egzekwo Merida i Nico (4 głosy)
Spamię wam tymi wynikami, ponieważ tamtą ankietę zamykam i dodaję nowe postaci które pojawią się już nie długo :) i jeszcze pytanko, chcecie żebym skończyła tę część szybciej i wzięła się za drugą czy przedłużała tą?
ŚMIAŁKOWIE KTÓRZY TO CZYTACIE!
PORZUĆCIE WSZELKĄ NADZIEJĘ GDYŻ ROZDZIAŁ TEN ZABIJA NUDĄ!
ZOSTALIŚCIE OSTRZEŻENI

Rapunzel
- Haddock! Haddock! HICK, CHOLERO JASNA!
Od godziny szukaliśmy go, niestety po Krukonie ani śladu.
- Haddock, przepraszam!- darł się Jack.
- Gdzie on może być?!- wrzasnęła zdyszana Merida.
- Pojęcia nie mam- westchnęłam. -musiał się na serio obrazić.
- Nie dziwię mu się.
- Ale... AUĆ! -wrzasnął Jack.
- Aua- z ziemi podniósł się średniego wzrostu, wątły chłopak o brązowo-blond włosach i szarych oczach.- uważaj jak chodzisz- powiedział głosem tak opanowanym, jak by nigdy nic się nie stało. - jestem Damian, Damian Hart ze Slytherinu.
- Od węża?- zdziwił się Jack.
- Tak, od węża- przytaknął. Ten chłopak mnie przeraża... Wyobraźcie sobie najbardziej upiorny a jednocześnie spokojny i opanowany głos a wyjdzie wam głos Damiana.
- Nigdy Cię nie widziałem.
Damian jedynie wzruszył ramionami.
- Bo jestem tu nowy, doszedłem tu z Drumstrangu (zapomniałam jak się pisze więc nie bijcie! dop. autorki)- tym razem zwrócił się bezpośrednio do Jack'a- czy pokazał byś mi, gdzie jest nasz pokój wspólny?
- Sorry stary, ale spieszę się.
Chłodne oczy Damiana rozbłysły jakimś dziwnym blaskiem. Ten chłopak serio jest niepokojący...
- A gdzie idziecie?
Jack już chciał coś powiedzieć, gdy by nie Merida która zakryła mu dłonią usta i warknęła.
- Nie twoja sprawa.
Damian w odpowiedzi zmierzył ją chłodnym spojrzeniem. Merida zadrżała i cofnęła się o krok a na twarzy ślizgona zamajaczył tryumfalny uśmiech po czym spojrzał się na mnie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak przebiegły jest ten chłopaki i jak niebezpiecznym może być wrogiem. Patrzył się na mnie prowokacyjnie, jednocześnie sprawiając wrażenie całkowicie wyluzowanego. Zrobiłam krok do tyłu. On mnie po prostu przeraża.
                                                             Jack
- A więc, mogę z wami iść? - spojrzał na mnie wyczekująco.
- Jasne!
Obaj szliśmy przodem.
- Więc, czemu zrezygnowałeś z nauki w Drumstrangu?
Chłopak wybuchnął głośnym śmiechem.
- Byłem jeszcze w Beaxbuttons (sorry ale nie mam gdzie sprawdzić pisowni, dop. autorki) i Nairumi.
- Nairumi?
- No tak, to szkoła w Japonii.
- To zwiedziłeś pół świata.- Obaj się zaśmialiśmy. - ale nie powiedziałeś czemu zrezygnowałeś z nauki w tamtych szkołach.
- Cóż, uznajmy, że nie odpowiadał mi program nauczania prowadzony tam. Po prostu te szkoły nie były na moim poziomie intelektualnym.
Znów zaśmiałem się. Coraz bardziej lubiłem tego gościa.
- Czyli byłeś na nie za głupi?
Damian zachichotał po czym odezwał się z lubością przeciągając sylaby.
- Raczej za mądry. Więc kogo szukamy?
- Hiccupa Haddocka, Krukona.
- Chodźcie za mną, chyba wiem gdzie jest.
- Ale- zacząłem lecz nie dano mi dokończyć bo Damian pociągnął mnie w stronę schodów. Kątem oka zobaczyłem, że dziewczyny trzymają się na uboczu, Punz jest zamyślona a Merida nerwowo przygryza wargę jak by było jej wstyd. Zachowują się dziwnie.
 
                                                                    Merida
Damian. Damian Hart. Jedyna osoba której nie umiałam się postawić. Jak to możliwe? Przecież jestem z Gryffindoru, jestem odważna, niezłomna i waleczna. No, przynajmniej powinnam taka być, więc dlaczego cofnęłam się kiedy na mnie popatrzył? Właśnie, te jego oczy... Inteligentne a jednocześnie tak okrutne. Gdy na mnie popatrzył... cóż ujmijmy to tak, że wiedziałam już jak czują się którzy widzieli śmierć albo szatana
(nie obrażam waszych odczuć religijnych, takie porównanie i tyle, dop. autorki.) Czemu się cofnęłam,? Czemu nie przyjęłam wyzwania? To było wyzywające spojrzenie, więc czemu się nie postawiłam? Czemu nie wyszłam i nie wydzióbałam mu tego okrutnego, szarego oka? Ponownie przygryzłam wargę. Nagle chłopcy stanęli a ja przez nie uwagę wpadłam na Damiana. Powoli odwrócił się w moją stronę.
- Czy coś się stało?- spytał spokojnie. Nic nie odpowiedziałam tylko cofnęłam się o krok. Kolejna porażka. W końcu zobaczyłam o co im chodzi i czemu stanęli. W ścianie ziała około metrowa dziura.
- I on tam jest?- spytał z powątpiewaniem Jack.
- Tak. -odpowiedział mu szarooki.- na pewno.
Po czym jak gdy by nigdy nic, Damian wlazł do tamtej dziury a Jack zaraz za nim. Jack, ty idioto, pomyślałam z pobłażaniem.
- Idziemy?- spytała nie pewnie Punz.
- Nie włażę nigdzie , gdzie wlazł ten wariat.
- Święta racja, poczekamy tu na nich, a tak w ogóle to nie ufam temu całemu Damianowi.
- Damian Hart- mruknęłam posępnie- kim on w ogóle jest?
                                                                     Jack
Wczołgaliśmy się do jakiegoś szybu, o szerokości metra to też musieliśmy pełznąć na czworakach. Ciszę tu panującą przerywało jedynie nasze sapanie i szuranie szat o kamienną posadzkę. Nagle tunel rozszerzył się, dzięki czemu mogliśmy iść prosto. Wstałem i otrzepałem się po czym rozejrzałem się w około. Wtem moim oczom ukazał się poszukiwany Krukon, stojący sobie jak gdy by nigdy nic na środku komnaty.
- No proszę- zawołałem i z rozwartymi ramionami ruszyłem do Hicka- Czyli w Ravenclawie zdarzają się idioci!
Ten tylko spłonął rumieńcem i uśmiechnął się nieśmiało.
- Czy to nie wspaniałe? Ta jaskinia jes...- urwał gdy spojrzał na stojącego w cieniu Damiana. - ty!
Damian rozłożył szeroko ręce, tak jak by chciał objąć Haddocka. Mój przyjaciel cofnął się. Damian niespiesznie do niego podszedł.
- Haddock! Kopę lat, nie?
- To wy się znacie?- spytałem skołowany.
- Niestety. -warknął Hick po czym pociągnął mnie za rękaw szaty i ignorując Harta poprowadził do wylotu tunelu.


LBA, nominowała nas strona, której adres znajdziecie o tu. Za nominację bardzo, bardzo i jeszcze raz bardzo dziękuję c:

1. Jakie parringi lubisz najbardziej?
KyoyaxNile, Percico, RyugaxHikaru i oj dużo tego xD
2. Zima czy Lato?
Nie wiem.. Chyba Lato xD
3. Czerń czy Biel?
]Pfff, czerń for eva
4. Które wakacje uważasz za niezapomniane w swoim życiu?
Obóz jeździecki 2013-2014 *^* Amazing
5. Gdzie chciałabyś mieszkać w przyszłości?
Sama nie wiem... pewnie gdzieś blisko stajni
6. Wolisz IPhon'y czy Samsungi?
Samsungi xD
7. Kiedy rozdział?
Następny? Pojęcia nie mam bo w cholere dużo nauki -,-
8. Masz rzecz bez której czujesz się jak bez ręki?
Emmm, ołówek?
9. Uważasz, że umiesz rysować?
Ja uważam, że bazgrole jak kura pazurem aczkolwiek ludzie mówią, że ładnie... Mogę coś wstawić z tych bazgrołów xD
10. Masz konto na nk? xD
Nope
11. Jakim mistycznym stworzeniem chciałabyś być?
Pegazem *^* albo jednorożcem *O* albo Pegazorożcem *^*

A teraz notka informacyjna
Za nieaktywność bardzo przepraszam ale miałam "drobne" problemy, no wiecie, treningi, szkoła i znajomi. Obiecuję (tym razem serio), częstsze dodawanie rozdziałów. I teraz zatrzymajcie się przy tym akapicie. Otóż ostatnio, czytając to opo doszłam do wniosku, że jest beznadziejne a ja nie wiem jak to zmienić. I tu zaczyna się wasza rola. W komentarzu, n\proszę wpiszcie przynajmniej jedną rzecz której nie lubicie w moim blogu/stylu pisania. Mam jeszcze pytanko, czy chcieli byście perspektywę Damiana? Czy go polubiliście? Ja osobiście go lubię xD Przygotujcie się mentalnie na więcej nowych postaci, dziwne akcje i Uwaga, Uwaga *dramatyczna pauza* DRUGĄ CZĘŚĆ której plan już powstaje. Odmeldowuje się i czekam na pełne hejtów i krytyki komy c:













niedziela, 1 marca 2015

W sumie sama nie wiem co to jest...

W ramach przeprosin za tak długi brak rozdziału, wstawię moje opowiadania z pewnych Stronkowych Igrzysk (odpadłam trzeciego dnia xD). Rozdział ukaże się najprawdopodobniej jutro lub we wtorek, w okolicach osiemnastej (chyba że wyrobię się dziś). Dziękuję wam, moi drodzy czytelnicy którzy dzielnie czekaliście aż ten leń (czytaj: ja) wstawi cokolwiek z tych swoich wypocin. Tak więc zainteresowanych zapraszam do czytania c:

Wprowadzono mnie do sterylnie białego pomieszczenia, gdzie czekało na mnie dwoje ludzi. Moja ekipa przygotowawcza. Starsza kobieta miała bladą skórę, nienaturalnie wąskie wargi i elektrycznie niebieskie oczy, że o peruce w ohydnym odcieniu karmazynu nie wspomnę, natomiast mężczyzna był wysoki, miał niebieskawą skórę, szpakowate, krótko obcięte włosy i tonę makijażu na twarzy.
- witaj -zaczął oficjalnym tonem.- jestem Kasjusz, a to Andromeda. Będzie....
- tak, tak, wiem! -przerwałam mu -jesteście moją ekipą przygotowawczą. Bierzmy się do pracy bo zamierzam wygrać te Igrzyska!
Kasjusz klasnął w dłonie natomiast Andromeda westchnęła z dezaprobatą.
- zawsze to samo- mruczała "upiększając" mnie- zawsze tak samo pyskaci! My im pomagamy a te małe, wredne...
Reszty nie dosłyszałam gdyż akurat miałam te nieprzyjemność pozbawić mojej skóry wszystkich włosków. Mimo potwornego bólu siedziałam cicho. Przecież na Igrzyskach czekają mnie straszniejsze rzeczy niż depilacja! Podniesiona na duchu niemal uśmiechnęłam się. Znacznie łatwiej jest być sarkastyczną i zimną egoistką, szczególnie gdy w najbliższej przyszłości ma się zaplanowane zabicie dwadzieściorga trojga rywali. Tak, rywali. To nie są moi przyjaciele, jestem tu po to by ich pozabijać, jednego po drugim. Przypomniała mi się sytuacja z przed kilku lat. Z rodzicami i starszą siostrą oglądaliśmy ćwierćfinał Igrzysk. W trakcie jednej z krwawych bójek krzyczałam żeby trybutka z naszego dystryktu dobiła tamtego chłopaka (Pfff, bo co z tego ze mnie nie słyszała?). Wtedy mama z niedowierzaniem zapytała się czy nie żal mi tego chłopaka. Ja odpowiedziałam "to są Głodowe Igrzyska. Tu nie ma miejsca na litość, żal i przyjaźń". Tej zasady będę się trzymać.
- gotowe- westchnął Kasjusz tym samym wyrywając mnie z rozmyślań. Oboje z Andromedą wyszli zostawiając mnie samą. Po kilku minutach drzwi otworzyły się ponownie, lecz tym razem weszła p[rzez nie młoda kobieta z tonom makijażu na twarzy, czerwonymi włosami i zielonymi oczami.
- hej, z tego co powiedział mi Kasjusz jesteś strasznie pyskata więc uprzedzam Cię, nie przerywaj mi -przemówiła władczym tonem- jestem Topaz.-Poważnie? Topaz? - i przygotuję cię do parady trybutów. Weź to i się przebierz!
Rzuciła mi dużą, czarną walizkę.
- ja idę pogadać z ekipą o twoim makijażu -rzuciła na odchodne. Pięknie i znów jestem sama. Sukienka była piękna, trzeba było jej to przyznać. Była czarna, jak by cała z drobnych piórek. Owe piórka były prawdopodobnie wykonane z grafitu, miały mroczny połysk który działał jak czarna dziura- gdy już raz na niego spojrzałeś nie możesz oderwać od niego wzroku. Kreacja sięgała mi do kolan, zakrywała dekolt aż do szyi i ramion. Do tego czarne skrzydła (również z tego samego materiału) mające rozpiętość około półtora metra i wiązane sandały "Rzymianki". Wow to mało powiedziane. Z niemalże nabożną czcią podniosłam strój. Był zadziwiająco lekki, czyli piór nie wykonano z grafitu... Jakoś udało mi się pozakładać wszystko na właściwe części ciała. Gdy tylko skończyłam weszła moja ekipa w pełnym już składzie. Kasjusz i Andromeda poprawili mi makijaż po czym kazali mi przejrzeć się w lustrze. Oniemiałam. W lustrze stała piękna dziewczyna. Blada, dostojna twarz, krwistoczerwone usta, zielone oczy przepełnione pogardą i wysokie upięcie czarnobrązowych włosów sprawiały że dziewczyna z lustra wyglądała jak mroczna bogini. Piękna i potężna, zdradliwa niczym noc kusząca słodkawą wonią śmierci.
- wyprostuj się i idziemy. Dokładnie tak, musisz utrzymać tę pogardę. Z resztą dla ciebie nie powinno to być trudne... -mruknęła Andromeda. Przeszliśmy do dużej hali z dwunastoma rydwanami zaprzężonymi w czwórki koni. Topaz (zleję się ze śmiechu przez to imię!) poprowadziła mnie do drugiego od wrót rydwanu, zaprzężonego w skarogniade konie. Trybut z mojego dystryktu też wyglądał całkiem nie źle.
- pamiętajcie- szepnęła Topaz- pogarda dla całego świata!
I mówiąc to odbiegła. Niespiesznie podeszłam do jednego z ogierów ciągnący nasz rydwan. Nigdy nie widziałam tak dobrze odżywionego konia, tak silnego i pięknego. W naszym dystrykcie, jeśli już w ogóle mamy konie, to pracują one w kopalniach, z tego powodu nie są one zbyt zdrowe i urodziwe. Powoli przejechałam palcem od ganasza aż do chrap.
- piękny jesteś, wiesz? -szepnęłam- jeśli uda mi się tu powrócić żywa, to obiecuje ci że nie będziesz już musiał ciągnąć tych rydwanów. A tymczasem żegnaj.
Odwróciłam się w stronę rydwanów i przybrałam sztuczny uśmiech. Na Igrzyskach liczy się spryt i przebiegłość a tak się składa że tych dwóch mam pod dostatkiem!  Po za tym po co robić sobie wrogów z zawodowców? Zamiast tego mogę zawrzeć z jednym z nich prawdziwy sojusz i wybić pozostałych, teraz trzeba tylko wiarygodnie grać. To zabawne, że większość ludzi tańczy jak im zagram i nawet się nie orientują kiedy wbijam im metaforyczny nóż w mniej metaforyczne plecy. Ustawiłam się wygodnie w rydwanie i czekałam aż wszystko ruszy.
- panie i panowie, mam zaszczyt przedstawić tegorocznych trybutów!
Rydwany zaczęły się powoli wytaczać na ulice Kapitolu. Ludzie wiwatowali i rzucali w nas kwiatami. Idioci... Spojrzałam na duży ekran w telewizorze... Na swoją twarz, twarz pełną pogardy, arogancji i dumy. Twarz wokół której strój wysysał niemal całe światło stwarzając wrażenie mroku. Ciekawe jaka broń będzie na arenie? Ciekawe jaka będzie arena? Szczerze mówiąc z bronią nie będzie problemu, potrafię zabijać wszystkim oprócz oszczepu. Szczególnie bronią dalekiego zasięgu, jak łuk czy noże. Nie pogardzę jednak sztyletem czy mieczem. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Prezydenta. "Bla bla bla witam na Igrzyskach, bla bla bla trybuci, bla bla bla i niech los zawsze wam sprzyja" No nie dokładnie to powiedział, ale ja tyle zrozumiałam. Rydwany odwiozły nas do Ośrodka szkoleniowego gdzie mogłam w spokoju odpocząć od tego stada dzikusów jakim są mieszkańcy Kapitolu.

~****~

Siedziałam na ławce cała w nerwach. Na ocenę indywidualną wyszły już obie osoby z jedynki i partner z mojego dystryktu. Teraz pozostaje czekać aż wywołają i mnie. Pod czas treningu pokazałam moją sztandarową umiejętność, moją dumę i chwałę- noże. Tak naprawdę równie dobrze posługuję się mieczem, sztyletem i łukiem, jednak to rzucanie nożami jest moją dumą i radością. Wcześniej postanowiłam, że na treningach ujawnię tylko umiejętność walki sztyletem i rzutu nożami. Chcę, by reszta zawodowców i trybutów wzięła mnie za nie bezpieczną ale jednocześnie myślała, że wie wszystko o moich umiejętnościach. Celowo unikałam stanowisk z walką mieczem i łukiem, za to chętnie trafiałam w ruchome cele czy pokonywałam asystenta przy walce sztyletem. Pozostałe umiejętności ukryję w równej mierze przed organizatorami jak i przed zawodowcami. Nie chcę wypaść jako jeden z najlepszych trybutów, gdyż przez to w głowach moich rywali (i zawodowców) zagnieździ się myśl: "jest silna. Zagraża nam." A co robi się z zagrożeniem? Eliminuje. A ja nie chcę być wyeliminowana. Ja chcę wyeliminować ich. Usłyszałam, że wyczytują moje nazwisko. Rzuciłam w stronę reszty czekających promienny uśmiech (niech myślą, ze pójdzie im ze mną łatwo lecz tanio swojej skóry nie sprzedam!) po czym weszłam przez duże, metalowe drzwi do szerokiego pomieszczenia, oświetlonego jarzeniówkami. W środku były sprzęty do ćwiczeń, w tym kukły, farby, ludzkie sylwetki, ciężary i inne rzeczy których nawet nie umiem nazwać. Z drwiącym uśmiechem podeszłam do nietkniętego stanowiska z nożami. Gdy tylko wzięłam jedno z zimnych ostrz do ręki ogarnęła mnie euforia, swego rodzaju fanatyzm. Gdy mam w ręku nóż to tak jak bym stała się władcą, to ja rozdaję karty, wy przyjmujecie co daję. To ja będę panią Igrzysk! Niespiesznie wzięłam jeszcze pięć ostrzy po czym podeszłam do ludzkiej sylwetki. Organizatorzy z uwagą śledzili każdy mój ruch. Debile... Niby są tacy mądrzy i w ogóle a posyłają nas na śmierć! Śmierć ku uciesze tłumu obrzydliwie bogatych idiotów! Wzięłam pierwszy nóż i częściowo ząbkowanym ostrzu. Z niemal euforią rzuciłam nim w kukłę. Wyobraziłam sobie, że kukła ma twarz jednego z organizatorów. Pierwszorzędny strzał. Broń poszybowała w sam środek klatki piersiowej. Przyspieszyłam tempo, w biegu zaczęłam rzucać do poszczególnych rzeczy, a każda z nich zyskiwała twarz jednego z tych staruchów siedzących i notujących ile punktów dostanę! Worek treningowy o twarzy głównego organizatora- mocniej! Tarcza rzutkowa z twarzą koordynatora Igrzysk- mocniej! Kukła z twarzą prezydenta- mocniej!  Wszystkie strzały były celne. W teorii nie wolno przygotowywać dzieci do Igrzysk. W praktyce w dwójce mamy akademię szkoleniową. To tam, od siódmego roku życia ćwiczę rzuty nożami. Gdy dziesięć ostrz utkwiło w poszczególnych przedmiotach złapałam za sztylet i z uśmiechem zaczęłam robić uniki i pchnięcia. W końcu rzuciłam sztyletem w jedną z lamp. Trafił idealnie zagłębiając się w sufit aż po rękojeść. Żarówka w  którą trafiłam przestała świecić tak, że w pokoju zapanował półmrok..
- już może pani odejść- odezwał się jeden z organizatorów a ja posłusznie wyszłam. Cała idea tych cholernych Igrzysk może się walić. Wszyscy Kapitolończycy to Idioci, naiwni idioci którzy co roku skazują na śmierć dwadzieścioro troje młodych ludzi. Na samą tą myśl ogarnęła mnie zimna furia. To przez nich podpisano na mnie wyrok śmierci, teraz tylko muszę wywalczyć sobie podstępem drogę, by żyć. Drogę, na której staną mi dwadzieścia trzy osoby. Teraz są dwadzieścia trzy osoby. Później będą dwadzieścia trzy trupy. To postanowione.
~****~
Trwa odliczanie. 60. 59. 58. 57 Rozglądam się. Widzę góry, równinę i jezioro. 43. 42. 41. 40. Skupiam wzrok na Rogu Obfitości i przygotowuję się do biegu. 37. 36. 35. 34. Wzrokiem przeczesuję pakunki w rogu. W końcu odnajduję znajomy błysk noża. Z goryczą zauważam tylko dwa ostrza. Będę musiała do nich dobiec. 22. 21. 20. 19. Oprócz tego widzę też siekierę którą postanawiam za wszelką cenę posiąść. Przyda się też jakiś plecak ze śpiworem i noktowizor. Na szczęście wszystko leży na przeciwko mnie. Wystarczy tam dotrzeć. 16. 15. 14. 13. Przygotowuję się do biegu. 10. 9. 8. 7 Muszę tam dobiec. 5. 4. 3. 2. 1. Słyszę wystrzał i drę się ile sił w płucach jednocześnie biegnąc.
- uwaga, zmiechy!!!!!! (oo, tyle wykrzykników nawaliłam, ze rzeczywiście głośno xd dop. autorki) Większość trybutów staje i rozgląda się nerwowo. Tylko dwoje zrozumiało, że to podstęp. Niestety dla nich byli ode mnie dużo wolniejsi więc byłam pierwsza przy Rogu. Po drodze porwałam jeden z plecaków. W pośpiechu zagarnęłam dwa noże, śpiwór, zestaw do wspinaczki i siekierę. Wszystko było zaskakująco lekkie. Czasem przydaje się być tęgim z szeroko rozstawionymi barami. Większość trybutów była dopiero w połowie drogi do Rogu Obfitości więc w pośpiechu udało mi się złamać trzy oszczepy. Sama nie umiem ich używać, więc nie da to moim przeciwnikom przewagi gdyż rozsądnie, ostre końce oszczepów schowałam do kieszeni spodni.  Nie mam zamiaru (przynajmniej na razie) rzucać nożami gdyż mam ich tylko dwa. Zamachnęłam się siekierą na chłopaka biegnącego w moją stronę. Nie wiem czy go zabiłam czy tylko "uszkodziłam" i nie interesuje mnie to. Większość trybutów już odbiegła a pozostali schodzą mi z drogi. Pewnie myślą, że mam na pęczki noży, poza tym wiedzą że jestem zawodowcem, ergo wiem jak zabijać.  Cóż, nie dziwie im się szczególnie że widzieli jak rzucam w ruchome cele. Biorę jedną z metalowych końcówek które poodcinałam od włóczni i rzucam w trybutkę. Trafił. Od teraz będę wykorzystywać końcówki jak noże. Szybkim ruchem wyszarpnęłam ostrze z jej brzucha po czym puściłam się sprintem w stronę sektora 4. Z doświadczenia wiem, że nikt nie wybierze tego miejsca. Na wysokim drzewie będę miała doskonały widok na resztę sektorów, a gęste poszycie zapewni mi maskowane. Na równinie rośnie kilka zbóż więc z głodu nie umrę. Poza tym mam stosunkowo bliską odległość do sektora piątego w którym zapewne jest mnóstwo roślin jadalnych i zwierząt. Nie wybrałam się tam ponieważ primo, do tego sektora skieruje się większość trybutów, secundo, roi się tam od drapieżników a każde z pozoru bezpieczne miejsce na arenie za parę dni prawdopodobnie wybuchnie. Przeżyłam jadkę przy Rogu Obfitości. Teraz pozostaje przeżyć resztę tego piekła.

~****~
Ok, mam sojusznika. Trzeba będzie przejrzeć naszą bron. Siadamy w cieniu drzewa i rozkładamy nasz dobytek. Mamy dwa topory, śpiwór (tylko jeden...), zestaw do wspinaczki, gogle, plecak i nóż. Przynajmniej jeden... Wspólnie ustalamy, iż nie ma sensu siedzieć na otwartej przestrzeni, szczególnie, że tu nie ma nic do jedzenia. Na równinie mogą występować jadowite węże więc proponuję, żebyśmy zrobili sobie "prowizoryczne buty". Oboje zdejmujemy kurtki po czym owijamy sobie nimi nogi aż do kolan. To powinno ochronić nas przed ukąszeniem. Niestety mamy tylko dwie kurtki i plecak. Mój sojusznik owija sobie nogi plecakiem i swoją kurtką więc nie mam wyjścia i zdejmuję swój podkoszulek po czym owijam sobie nim i kurtką nogi. Cały czas powtarzam sobie że przeżycie jest ważniejsze od tego, że całe Panem ogląda właśnie mój stanik. Idąc przez równinę, trzonami toporów obstukujemy drogę przed nami by przypadkiem nie wpaść na węża.Cały nasz bagaż musimy nieść w rękach więc jest to upiornie nie wygodne. Nagle od prawej rozlega się syk. Bez wahania rzucam nożem w tamtą stronę, dzięki czemu zabijam węża. I już jest trochę więcej jedzenia. W końcu udaje nam się wyjść z równiny i dojść na skraj polany na której stoi Róg Obfitości. Ostrożnie podchodzimy do niego i sprawdzamy czy jest pusty. Jest. Najwyraźniej, jeśli ktokolwiek tu był to poszedł na polowanie.  Wchodzimy do środka. Słońce zaczyna powoli chylić się ku zachodowi. Ustalamy, że lepiej nie będzie manifestować naszej obecności tu, więc ja zostaję w środku i przeszukuję to co zostało pod czas gdy mój sojusznik idzie zastawić wnyki na skraju piątego sektora. W końcu wraca i informuje mnie, że jest tam kilkoro trybutów. Super. Rozpala on ognisko po czym zjadamy jedną trzecią chleba i oporządzamy węża którego następnie pieczemy. Jego skóra może się jeszcze przydać więc chowam ją do plecaka. Udaje nam się też rozróżnić gruczoł jadowy, dzięki któremu zyskujemy truciznę. Zgodnie ustalamy, że polować będziemy w piątce, a nocować przy Rogu Obfitości. Jeśli ktoś tu przyjdzie... cóż, jego strata. Na polowania będziemy zabierać wszystkie nasze rzeczy, a dla bezpieczeństwa za jakieś dwa dni przeniesiemy się do innego sektora. Gdy zaczyna się zmierzchać (robić ciemno) wdrapujemy się na dach a ja staję na warcie, po jakieś godzinie mam obudzić sojusznika. Z kolei on obudzi mnie gdy zacznie świtać i wtedy zejdziemy do środka Rogu, żeby być na lepszej pozycji w przypadku gdy by doszło do walki.