środa, 6 maja 2015
Rozdział 15 Ja też żałuję naszej znajomości, mój kochany nieprzyjacielu + One shoot Aomine x Kise
Punz
Z korytarza wyszedł wkurzony Jack, ciągnąc za sobą Hicka.
- Co się stało? -spytała Merida. Jack nie odpowiedział tylko szedł dalej naburmuszony ciągnąc za sobą Krukona.
- Hej, zaczekajcie!
Potruchtałyśmy za chłopcami. Nagle Jack zatrzymał się po czym nieoczekiwanie przycisnął mniejszego chłopaka do ściany.
- Co ty do niego masz?- wysyczał. - Co on takiego zrobił, że cały czas się go czepiasz?!
Hick spojrzał na niego lekceważąco, tak jak by fakjt iż jest w tej chwili porzyduszany do ściany nie robił na nim wrażenia.
- Bo ja znam tego sadystę!- wrzasnął Krukon. - miałem tę nieprzyjemność go poznać!
- Więc co on takiego zrobił, że tak bardzo go nienawidzisz?!- wrzasnął biało włosy. Oczy Haddocka rozbłysły jakimś dziwnym światłem, którego nigdy u nieo nie widziałam. Czułam się jak bym obserwowała mecz tenisa, patrzyłam to na jednego, to na drugiego.
- Nie tu- warknął Hiccup- ściany mają uszy, idziemy do biblioteki.
Nagle z dziury wyszedł Damian a mnie zrobiło się niedobrze. Omiótł wzrokiem tę komiczną scene a jego dotychczas spokoną twarz rozjaśnił uśmiech, do złudzenia przypominający uśmiech rekina.
- O, Damian! Idziesz?- Jack puścił Hicka po czym podszedł do niższeo Ślizgona. Chłopak posłał mu promenny uśmiech.
- I tyle ich widzieli- mruknęłam. - więc co chciałeś powiedzeić?
Chłopak pokręcił głową jednocześnie rozmasowując gardło.
- Nie tu, idziemy do Biblioteki.
Gdy weszliśmy do czytelni, MErida poprowadziła nasdo stolika stojącego w ocienionym rogu po czym niedbałym ruchem przysunęła sobie krzesło.
- Mów- rozkazała jednocześnie obrzucając bruneta władczym spojrzeniem.
- Grzeczniej nie można?- warknął.
- Może i mopżna, mów.
Chłopak westchnął ciężko.
- Znałem Damiana właściwie od zawsze, nasi ojcowie się przyjaźnili. Przyjeżdżał do nas dośyć często...
- ..to chyba dobrze - wtrąciłą MErida. Twarz bruneta wykrzywił drwiący uśmiech.
- Tia, tyle że Damian zawsze był sadystą.
- Sprecyzuj określenie sadysta. -mruknęłam jednocześnie splatając ręce w koszyczek i opierając na nim brodę.
- Mieliśmy pięć lat. Zmusił mnie, żebym stał pod drzewem pod zas gdy on rzucał do mnie nożami.
MEridzie opadła szczęka.
- Jak- c-co... Jakim cudem ty jeszcze żyjesz?!
Zaśmiał się ochryple.
- Mówiłem ci, to sadysta. Nigdy nie chybiał, zawsze trafiał w 100% perfekcyjnie.
- Nie rozumiem, gdy by tak było to byś już nie żył...- mruknęłam.
- Bo nie chciał mnie zabić- zaśmiał się, tym razem szczerze rozbawiony- tylko posttraszyć. Wyobraź sobie, że masz pięć lat a wyszczerzony demonn naparza do ciebie nożami, które wbijają się pięć centymetrów od twojej głowy.
- No, trochę to straszne...
Merida
Zalała mnie fala wściekłości. Damian... Ugh! Jak można być takim idiotą?! Nie rozumiem.
- Poczekaj- zaczęła Punz a z jej twarzy zszedł nieśmiały uśmiech na któro mioejsce wkroczył wyraz ponurego zamyślenia- skoro Damian był tak... hm...
- Zły?- podsunął Hick.
- Tak, skoro był tak zły to z kąd możemy mieć pewność że on nie działa w spółce z Mrokiem?
Hick ponuro sie zaśmiał.
- Nie możemy.
Wzdrygnęłam się po czym przetarłam dłońmi zmęczone już oczy.
- Ja mam dość, idę spać.
Nie czekając na ich reakcję wstałam od stołu i ruszyłam do dormitorium. To dla mnie za wiele. Jednego dnia dowiaduję się, że po Hogwarcie łazi psychopata, jest jakaś dziwaczna komnata ukryta pod ścianą i, o zgrozo... Jutro na śniadanie nie będzie gofrów! A tak serio to powinny być...
Jack
- Hej- zagadnal Damian (od tego miejsca piszę z telefonu więc przepraszam za wszelakie błędy których staram się uniknąć- dop. Autorki)- to gdzie ten pokój wspólny?
- Nie daleko.
Szliśmy w milczeniu aż naszym oczom ukazała się ściana z czarnych, granitowych płyt.
- Tsundere.
Na dźwięk hasła cegły zaczęły się rozstępować, ukazując ponury pokój wspólny, skapany w zielonkawej poświacie bijącej z sufitu. Zaprowadziłem Damiana do pokoju gdzie mieszkałem z Flynnem gdzie bezceremonialnie rzuciłem się na materac, niemalże ignorując pojawienie się trzeciego łużka.
- Gdzie jest toaleta?- usłyszałem opanowany głos współlokatora.
-Tam- wskazałem na niewielkie drzwi w rogu dormitorium. Damian bez słowa przekroczył próg łazienki. Czemu Hick tak go nie lubi? On nie jest straszny... Jeśli ktoś zasługuje na miano ''strasznego'' to ten cały Nico z Ravenclawu! Wbilem tępe spojrzenie w czarny sufit, słuchając szumu wody dochodzącego z łazienki. Po kilku minutach, które zdawały się trwać o wiele więcej z pomieszczenia wyszedł Damian.
- No nare...- reszta słowa utknęła mi w gardle gdy spojrzałem na jego oczy. Lewe było zwyczajnie szare, za to prawe... Żółto-czerwone.
- Co do...-wydukałem- co ci się stało w oczy?
Inteligentna wypowiedź złożona, prrzecinkowa. Tak bardzo. Chłopak spojrzał na mnie nieprzytomnie po czym roześmiał się.
- A, to! To heterochronomia!
Nie powiem... Wygląda to upiornie. Zmusilem się do uśmiechu.
- Ciekawa barwa.
Odpowiedzial tym samym uśmiechem nie oobejmującym zimnych oczu..
- Mnie tam się podoba...
One Shoot Aomine Daiki x Kise Ryouta czyli przeprosiny z mojej strony za spóźnienie i długą nieobecność.
Drogi Kise!
Jesteś dla mnie wszystkim, powaga. Wiesz, że nigdy nie byłem romantyczny, a na pierwszej naszej randce podpaliłem połowę lasu między innymi przez moje starania by przyciągnąć do parku świecznik... W każdym razie w tym liście chciał bym Ci przekazać, jak bardzo jesteś, byłeś i będziesz ważny w moim życiu, tak więc czas najwyższy abym przestał zwracać się do Ciebie po nazwisku. Pozwólmy, iż zacznę jeszcze raz.
Drogi Ryouta!
Znając Ciebie w tej chwili nazwał byś mnie gnojkiem, którego uczuciowość mieści się w naparstku, po czym zmusił do oglądania tych babskich telenoweli bym "nauczył się czym jest miłość". Cóż, dla mnie słowo "miłość" jest opatrzone twoim zdjęciem i inicjałami. "Ryouta Kise"... Zawsze mówiłeś, że jesteś tylko kopią, że nie potrafisz nic innego, tylko perfekcyjnie kopiować. Cóż, ja się z tym nie zgadzam. Ten twój wyjątkowy talent... Zawsze Cię podziwiałem, mimo iż tego nie okazywałem, w końcu jesteś jedyny w swoim rodzaju, nie powtarzalny, nie do skopiowania. Twój talent do odwzorowywania innych... Od malarstwa aż po koszykówkę. Potrafiłeś, dzięki jednemu spojrzeniu stworzyć coś więcej niż idealną imitację, gdyż zawsze dodawałeś coś od siebie. Za to Cię podziwiam.
Jesteś moim słońcem, twoje złote oczy rozświetlają nawet największe ciemności. Oczywiście nigdy bym nie powiedział Ci tego w twarz, ale kiedy się śmiejesz, czuję i wiem, że mam dla kogo żyć, że jestem komuś potrzebny. Gdy płaczesz, to tak jak by cały świat, włącznie ze mną pogrążył się w bezdennym smutku. Gdy nie ma Cię przy mnie, życie traci kolory a ja sam pogrążam się w odmętach rozpaczy, pozwalając zacisnąć jej zimne łapy na swoim sercu. Dopiero, gdy wracasz, wszystko powraca do normy, kolory stają się soczyste a ja jestem spokojny- wiem, że nic Ci nie grozi i jesteś bezpieczny, ze mną.
Pamiętam nasz pierwszy seans filmowy. Usiadłeś mi na kolanach, co wywołało we mnie falę ekscytacji. Oglądaliśmy "Harrego Pottera i Insygię Śmierci II". Pamiętam każde twoje westchnienie, każdy jęk i wszystkie zduszone okrzyki kiedy działo się coś niebezpiecznego. Nazwał byś mnie "niewyżytym seksualnie zboczeńcem" gdybyś się dowiedział, że zamiast oglądać film, cały czas głaskałem Cie po puszystych włosach i myślałem "Boże, jaki on jest piękny". Wydało się. Pamiętam też twoje łzy kiedy zginął Fred Weasley... i Zgredek i Tonks z Lupinem. Płakałeś a ja pocieszałem Cię, przytulając i całując.
Pamiętam też nasze drzewo, pod które chodziliśmy po skończonych lekcjach. Odrabialiśmy tam lekcje, a raczej ty pomagałeś mi a ja starałem się skupić na czymś innym niż światło odbijające się na twoich blond włosach, iskierki szczęścia igrające w twoich złotych oczach czy twój słodki śmiech który jest, był i będzie najpiękniejszą muzyką jaką dane mi było usłyszeć. Jak ja bym chciał żeby tamte czasy powróciły!
Wiesz, że nie jestem poetą. Nie potrafię pięknie się wysławiać, manipulować językiem tak, by on zachwycał. Ale dla Ciebie zrobię wyjątek. Dla Ciebie, dam z siebie wszystko i postaram się przekazać choć namiastkę moich uczuć do Ciebie.
Mówią, że straszne wydarzenia wywołują w człowieku traumę i jednocześnie motywują do działania. Nic z tych rzeczy! Czuję tylko ból. Ból wypełniający moje ciało, zalegający w środku, duszący mnie. Nie potrafię już normalnie funkcjonować. Wszystko to, co kiedyś kochałem sprawia mi ból. Nawet koszykówka. Agonia- to odpowiednie słowo oddające moje samopoczucie. Kiedyś mówiłem, że jedynym wrogiem który może mnie pokonać jestem ja sam. Cóż, myliłem się. Jedyną rzeczą która możne mnie pokonać, jest życie bez ciebie.
Od twojej śmierci minął już miesiąc. Wszyscy rozpaczali tak jak ja. Zarówno Akashi, Murasakibara, Kuroko, Kagami jak i zielony glon zwany Midorima. Wszystkim nam Cię brakuje. A ja... cóż, tak bardzo tęsknię. Nie pamiętam kiedy ostatnio Cię widziałem, twój uśmiech stał się jedynie wspomnieniem, czymś jednocześnie tak bliskim i tak nieosiągalnym. Twój wygląd... Zblakł, pozostały mi jedynie nie wyraźne wspomnienia i zdjęcia- jedyny dowód na to, że ktoś tak wspaniały kiedyś żył. Ale dlaczego Cię tu nie ma? Przez jakiegoś pijaka który potrącił Cię samochodem? Ten człowiek zabrał mi Cię. Tak po prostu. W jednej chwili śmiałeś się wraz ze mną a chwilę potem już Cię nie było. Twoje życie, niczym wątły płomień zgasło a jego ciepło i blask zastąpił chłód połączony z ciemnością. A ta ciemność pochłonęła mnie. Czuję ją. Jest we mnie. Dopiero teraz zrozumiałem jak bardzo byłem od Ciebie zależny i przede wszystkim jak głupi jestem. Pewnie byś mnie pocieszył, roześmiał się i zaproponował grę w kosza. Ale te czasy minęły... Tak bardzo żałuję. Byłem naiwny, myślałem że będziemy żyć, wiecznie i nigdy nie wyznałem Ci co do Ciebie naprawdę czuję. Proszę, przyjmij moje przeprosiny.
Ten list, dowód mojej miłości zostawiam z tobą. Kładę go na twoim grobie byś wiedział ile dla mnie znaczysz. Tak, dla mnie wciąż jesteś żywy. Każdego dnia, budzę się ze złudną nadzieją, że te dni pełne bólu są iluzją a ty będziesz przy mnie. Życie to nie bajka, a tak bym chciał Kise, tak bym chciał... Ten ostatni raz poczuć twój delikatny dotyk na skórze, twoje smukłe palce wodzące po mim ciele, zobaczyć twój uśmiech i usłyszeć twój głos... Wybacz ale nie mogę... To dla mnie za dużo... Kładę ten list, zbiór moich myśli o tobie i moje osobiste pożegnanie na twoim grobie i liczę, że będziesz na mnie czekał gdziekolwiek jesteś.
Twój Aomine Daiki.
Na zawsze.
sobota, 2 maja 2015
Mega dziwne, zjebane wiersze czyli PRAWDZIWA zapowiedź wznowienia pisania
Na wojaczkę wyruszyli,
Lud ratować gonili,
Lecz w życiu tak to bywa,
Zwiodła ich licha defensywa,
Koleje losy splątane,
Wysłały wojaka w zaświaty niezbadane,
A Śmierć triumf uświęciła,
Zbierając z pola walki ogniwa,
Co złączyć je w ogniu piekielnym zdołała,
Z kości poległych łańcuch wytapiała,
I przystrojona w strach i rzeź,
Poszła dalej po należną jej cześć.
~...~
Nie chcę widzieć,
Nie chcę czuć,
Nie chcę nienawidzić,
Nie chcę Cię brzydzić,
Nie chcę krzywdzić,
Nie chcę nudzić,
Nie chcę kochać,
Nie chcę już szlochać,
Nie chcę być,
Nie chcę śnić,
Nie chcę umierać,
Nie chcę szczęścia zabierać,
Nie chcę bólu,
Nie chcę żalu,
Nie chcę już odczuwać,
Świata bałaganu,
Powiedz tylko czemu,
Czemu sama zostałam?
Czy za mało Cie kochałam?
Gdzie ja zawiniłam?
Co złego zrobiłam?
W bólu się zapadam,
Z rytmu życia wypadam,
W milczeniu znoszę całą tą mękę,
Bez Ciebie nie kończącą się udrękę,
Czas nie ubłaganie mija,
Przez kawałki duszy się przewija,
Przychodzisz mnie przepraszać,
O wybaczenie się dopraszać,
Lecz me serce skamieniało,
Ostygło, skostniało,
Jestem już tylko maszyną,
Nie czującą bólu drobiną,
I choć resztka człowieczeństwa krzyczy o uczuciu,
Nie poddaję się w piersi bolesnemu kłuciu,
Teraz tylko jedno słowo,
Ostatnie pojednanie,
Gdy powiem Ci: Żegnaj kochanie.
Poetka ze mnie taka, jak z naszego kochanego Jack'a Frosta filozof czyli marna. Wierszopodobne cośki wzięte z mojej dziwnej codzienności. Pierwszy napisany w 20 min na Igrzyska stronkowe, drugi specjalnie dla was c: Mam nadzieję, iż czytając to limit waszych facepalmów nie przekroczył pięciu xD A teraz o blogu:
Jest mi ogromnie wstyd iż musieliści etyle czekać ale koniec końców (po 3 miesiącach) ogarnęłam leniwą dupę i wzięłam się za pisanie. Rozdział dodam jeżeli nie jutro to we wtorek. Przepraszam za lenistwo, to się już nie powtórzy.
Lud ratować gonili,
Lecz w życiu tak to bywa,
Zwiodła ich licha defensywa,
Koleje losy splątane,
Wysłały wojaka w zaświaty niezbadane,
A Śmierć triumf uświęciła,
Zbierając z pola walki ogniwa,
Co złączyć je w ogniu piekielnym zdołała,
Z kości poległych łańcuch wytapiała,
I przystrojona w strach i rzeź,
Poszła dalej po należną jej cześć.
~...~
Nie chcę widzieć,
Nie chcę czuć,
Nie chcę nienawidzić,
Nie chcę Cię brzydzić,
Nie chcę krzywdzić,
Nie chcę nudzić,
Nie chcę kochać,
Nie chcę już szlochać,
Nie chcę być,
Nie chcę śnić,
Nie chcę umierać,
Nie chcę szczęścia zabierać,
Nie chcę bólu,
Nie chcę żalu,
Nie chcę już odczuwać,
Świata bałaganu,
Powiedz tylko czemu,
Czemu sama zostałam?
Czy za mało Cie kochałam?
Gdzie ja zawiniłam?
Co złego zrobiłam?
W bólu się zapadam,
Z rytmu życia wypadam,
W milczeniu znoszę całą tą mękę,
Bez Ciebie nie kończącą się udrękę,
Czas nie ubłaganie mija,
Przez kawałki duszy się przewija,
Przychodzisz mnie przepraszać,
O wybaczenie się dopraszać,
Lecz me serce skamieniało,
Ostygło, skostniało,
Jestem już tylko maszyną,
Nie czującą bólu drobiną,
I choć resztka człowieczeństwa krzyczy o uczuciu,
Nie poddaję się w piersi bolesnemu kłuciu,
Teraz tylko jedno słowo,
Ostatnie pojednanie,
Gdy powiem Ci: Żegnaj kochanie.
Poetka ze mnie taka, jak z naszego kochanego Jack'a Frosta filozof czyli marna. Wierszopodobne cośki wzięte z mojej dziwnej codzienności. Pierwszy napisany w 20 min na Igrzyska stronkowe, drugi specjalnie dla was c: Mam nadzieję, iż czytając to limit waszych facepalmów nie przekroczył pięciu xD A teraz o blogu:
Jest mi ogromnie wstyd iż musieliści etyle czekać ale koniec końców (po 3 miesiącach) ogarnęłam leniwą dupę i wzięłam się za pisanie. Rozdział dodam jeżeli nie jutro to we wtorek. Przepraszam za lenistwo, to się już nie powtórzy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)