Dedyk dla Nikoli Kostilek. Dzięki tobie Gustaw mi pomagał XD
Mam nadzieję, że pamiętasz Gustawa wenę :P
Oby twoja wena również Ci dopisywała :)
Masz tu swoje obiecane Hicckstrid :)
Rapunzel
Razem z Ann pisałyśmy test z eliksirów. Słowem masakra.
Zadanie 17. Czym jest bezoar?
Bezoar to...
Czym jest ten bezoar... Coś mi świta. Chyba coś co leczy z trucizny? Taaak, chyba tak.
Bezoar to kamień tworzący się w żołądku kozy, chroniący przed wieloma truciznami.
Zadanie 18. Do czego używa się rogu jednorożca?
Używa się do...
To powinno być na ONMS a nie na eliksirach!
Używa się do robienia eliksirów np. wywaru na czyraki.
Uff, to było ostatnie! Drżącymi rękami odłożyłam arkusz na biurko nauczyciela i wyszłam z klasy. Rozległ się dzwonek i po chwili dołączyła do mnie uśmiechnięta od ucha do ucha Ann.
- jak ci poszło?- spytała.
- nie najgorzej, może nie dostanę trolla.
- aż tak źle nie będzie, chodź, idziemy na śniadanie.
Przez te kilka miesięcy zdążyłyśmy się już mniej więcej (raczej mniej) zorientować co gdzie jest. Idąc rozmawiałyśmy o błahostkach typu "Czy jedziesz gdzieś na święta". Usiadłam przy stole Puchonów. Nagle coś zaczęło pachnieć... taki słodki zapach, z nutą toffie... tylko jedna rzecz może tak pachnieć. Moja ukochana rzecz. Rzecz za którą gotowa jestem zabić. Gofry. Przyciągnęłam do siebie miskę ze stosikiem smakowicie wyglądających goferów (gofery w moim języku znaczą to samo co gofry). Polałam je słodkim karmelem. A myślałam, że gofrowa wróżka to tylko piękne kłamstwo... Wszystkie te gofry podejrzanie szybko zniknęły. To jakaś czarna magia! Z Ann powlokłyśmy się na transmutację ze Ślizgonami.
- hej, która godzina?- spytałam.
- dziewiąta pięćdziesiąt dwa...
Za trzy minuty dzwonek. Ruszyłyśmy przed siebie tak zwanym "sprintem ostatniej szansy". Tak nazywam ten szaleńczy bieg gdy ktoś wie, że się na coś spóźni. Do klasy wpadłyśmy minutę przed dzwonkiem. Zadyszana rzuciłam torbę obok mojego stolika i w tym samym momencie do sali weszła nauczycielka.
- witajcie! Do odpowiedzi weźmiemy- zawsze tak samo. Po słowie "witajcie" można spodziewać się pytania. - weźmiemy pana Frosta.
Jack zbladł.
- ależ pani profesor- zaczął sztucznie przesłodzonym głosikiem- jestem pewien, że Drake- wskazał na rudego chłopaka ze Slytherinu siedzącego obok niego. - bardzo chce się popisać swoją widzą.
- ależ panie Frost -odpowiedziała nauczycielka. Po tych kilku miesiącach chyba nauczyła się, że z Jackiem trzeba się obchodzić jak z małym dzieckiem- niech pan nie będzie tak skromny. Proszę wyjść na środek klasy.
Jack posłał jej mordercze spojrzenie po czym wyszedł. Gdy stanął na środku klasy, on... uśmiechnął się. Uśmiech był na tyle szeroki, że spokojnie mogła bym policzyć wszystkie zęby będące w jego posiadaniu. Jack wyjął z kieszeni złotą broszkę i przypiął ja sobie do krawatu. Znów się uśmiechnął po czym zwrócił się do pani Tooth.
- ależ prezydencie Snow! Ja jestem Jack Frost, prawdziwy kosogłos! - po sali przetoczył się chichot a Jack złapał wyimaginowany łuk i udał, że napina cięciwę i wypuszcza strzałę- Jestem kosogłosem, symbolem powstania! Jestem igrający z ogniem! Droga klaso zrobimy bunt przeciwko tyranii! - wrzasnął a klasa jak jeden mąż poderwała się z miejsc i wszyscy zaczęli skandować imię naszego kosogłosa. Zapewne zapytacie skąd my, czarodzieje znamy powieść "Igrzyska Śmierci"? Cóż, autorka była czarownicą. Dopiero teraz zobaczyłam dokładniej broszkę. Był na niej miniaturowy, złoty kosogłos.
- Jack, nie wiedziałam, że jesteś w fandomie. -szepnęłam do niego. Spojrzał się na mnie ze zdziwieniem.
- bo nie jestem- posłał mi przebiegły uśmiech- zwinąłem ją rudzielcowi.
I wszystko stało się jasne. Nagle Ann tłumiąc chichot krzyknęła:
- te, Igrający z ogniem! Szata ci się pali!
Jack spojrzał w dół. Skrawek jego szaty tlił się zapewne od świecy którą nasz kosogłos strącił ze stojaka. Szybko zadeptał ogień i wrzasnął do nauczycielki która stała w kącie i przyglądała się temu wszystkiemu z ogłupiałą miną jak by chciała Jacka zabić, ożywić, sklonować, zabić klony potem jeszcze raz ożywić i znów zabić.
- Jeśli my spłoniemy to cała szkoła spłonie razem z nami! - po sali przetoczył się śmiech. ( ludzie, słuchajcie kocham Igrzyska, Jack to kretyn i popisuje się przed Punz. Wszystkie pretensje do Jacka kierować. Ja jestem nie winna. dop. autorki)
Jack
Rozległ się dzwonek i cała klasa wybiegła na zewnątrz. Hahahah, jaka ta baba jest głupia! Myślałem, że zdusi moją "rewolucję" w zarodku a nie da mi się wykrzyczeć. Nagle usłyszałem za sobą głos mojej nauczycielki :
- Frost, pierwsza sobota po świętach, masz szlaban!
Czyli jednak nie jest taka głupia... Z szerokim uśmiechem poszedłem do biblioteki- miejsca naszych spotkań.
Siedzieli tam już wszyscy.
- te, Jack, po co ci ten banan na twarzy? -spytała Merda. Taka to z niej kochana, ciepła i sympatyczna osóbka jak z trolla baletnica.
- suchar tygodnia -mruknąłem zgryźliwie. - tak suchy, że mógł bym na nim suszyć pranie.
- hej- odezwał się nagle Hick- a co będziemy robić jak Mrok zostawi nas w spokoju?
To pytanie można było porównać do sytuacji gdy ktoś kładzie odbezpieczoną minę na stole. Nikt nie wie gdy wybuchnie. W sumie to chyba tylko dzięki tej sprawie z Mrokiem jesteśmy przyjaciółmi. Tylko ona nas łączy.
- będziemy żyć dalej -odezwała się w końcu Merida. wszyscy zamilkliśmy. Ma rację, będziemy żyć dalej. Tyle, że życie będzie się toczyć tak jak byśmy nigdy się nie spotkali...
- jedziecie gdzieś na święta? -spytała Punz.
- Ja zostaję - powiedziałem równocześnie z Meridą. Obdarzyliśmy się nawzajem wściekłymi spojrzeniami.
- nie to ja zostaję - znów powiedzieliśmy to jednocześnie.
- przestań po mnie papugować -znów jednocześnie. Gryfonka zrobiła się czerwieńsza niż jej włosy.
Hiccup
Wsiadłem do pociągu. Wczoraj siedzieliśmy do późna dyskutując o tych wszystkich świątecznych pierdołach. No, jeśli wymianę wyzwisk Meridy i Jacka da się nazwać dyskusją... Podróż minęła szybko. Siedziałem w przedziale z Astrid więc mieliśmy o czym rozmawiać. Na miejscu czekał ojciec. Wiem, zwykle na ojca mówi się tata ale u nas rodzicom okazuje się szacunek. Dzięki tacie teleportowaliśmy się bezpośrednio na Berk, a tam wszystko po staremu. Zimno jak cholera, ludzie zajęci swoimi sprawami, bliźniaki wredne jak zawsze. Sączysmark nieogarnięty a Śledzik zaczytany. Słowem witajcie na Berk, zadupiu tak odległym od cywilizacji że już bardziej się nie da! Szczerbek natychmiast wyskoczył z mojego rękawa a tata powiększył go do wymiarów 1:1. Ten zaraz zniknął gdzieś z Wichurką. Tak naprawdę to jedyne co nas trzyma przy zdrowiu psychicznym to smoki. Po przywitaniu się ze wszystkimi wyszliśmy z As na spacer. No sorry ale kto nie miał by dość Sączysmarka który cały czas podrywa As? Szliśmy po zamarzniętej plaży gdy Astrid zapytała się:
- Lubisz mnie?
Kurde to jakieś podchwytliwe pytanie!Dziewczyny zawsze zadają podchwytliwe pytania! Myśl debilu! Co ona chce usłyszeć.
- nie.
Spuściła wzrok. Idiota. Kompletny idiota. Zbyt kombinuję.
- ja cie nie lubię As. Ja cie kocham.
Zobaczyłem jej uśmiech. Czyli będę żył!
- ja ciebie też.
Pocałowała mnie w policzek po czym spłonęła czerwienią. Czy my przypadkiem nie jesteśmy zbyt młodzi na takie rzeczy? Może...
- zaśpiewasz coś? -spytałem. Spojrzała na mnie ja na wariata.
- po co?
- no bo ładnie śpiewasz. Pamiętam, jak mieliśmy pięć lat to śpiewałaś, chyba wtedy zacząłem cie... no wiesz... -chyba jestem czerwieńszy niż sztuczny ogon Szczerbatka.
- A co mam zaśpiewać?
- może drzewo wisielców? (przepraszam ale kocham tę piosenkę dop. autorki)
- Are you, are you
Coming to the tree?
They strung up a man
They say who murdered three
Strange things did happen here
No stranger would it be
If we met at midnight
In the hanging tree
Słuchałem jak zaczarowany. Piosenka jest świetna. Spokojna i melodyjna a As ma wspaniały głos. Gdy skończyła zaproponowałem:
- a może tak przelecimy się?
As spłonęła rumieńcem.
- As, jakie ty masz skojarzenia! Chodziło mi o smoki! Lot na smokach!
- ok.
Obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Przywołałem Szczerbatka i go dosiadłem. Odbiliśmy się od ziemi. Jak mi tego brakowało! Obok mnie leciała Astrid.
- hej, Hofferson, a umiesz tak?
Taka nasza zabawa, mówimy do siebie po nazwiskach. Szczerbek zrobił beczkę.
- pfff -prychnęła- a ty Haddock umiesz tak?
Wichura wykonała korkociąg. Ta nasza przepychanka trwała jeszcze chwilę. Jak mi tego brakowało! W pewnym momencie, sam nie wiem kiedy As podleciała do mnie i pocałowała mnie w policzek. Chyba jestem najszczęśliwszym jedenastolatkiem na ziemi!
Merida
- dupek - warknęłam w stronę białowłosego pajaca.
- zołza.
- idiota.
- ale przystojny idiota!
- ale jednak idiota!
- zrzęda
- ciota!
Szliśmy na ucztę świąteczną. Oczywiście szanowna panna Hofferson, Ellens i Haddock musieli wyjechać i zostawiać mnie z tym białowłosym pajacem! Przestałam go wyzywać już sama nie pamiętam za co gdy doszliśmy do Wielkiej sali. Wyglądała bajecznie. Cztery stoły zastąpiono jednym wielkim, suto zastawionym wiktem. Po bokach stały ogromne choinki przystrojone lewitującymi świecami, złotymi sowami i girlandami anielskich włosów. Gdzie nie gdzie rozwieszono jemiołę. Wygląda to co najmniej obłędnie. Gdy usiedliśmy z Jackiem od razu zabraliśmy się za frytki. Wychodząc z uczty dźwigałam miniaturową armatę, którą kiedyś wypróbuje na Jacku, zestaw do robienia czekolady (który mi się bardzo przyda) i gumową różdżkę. Teraz pozostaje czekać na prezenty.
* * * * * * * *

Wesołych Świąt, wszystkie prezenty idą do Shadow!
A tak serio, to wesołych świąt, prezentów, pierniczków i czego tam chcecie XD
Obiecałam rozdział i jest :) Osobiście jestem z niego średnio zadowolona. No nic, opinię pozostawię wam
Tradycyjnie, obowiązuje zasada czytam= komentuje
~ Shadow





best patronus ever *,*


















Seventh podaje do Frosta... chyba się nieźle wkurzył bo leci jak wariat, sam przeleciał przez połowę boiska! Chłopak ma talent nie ma co!
Wymija całą drużynę Gryfonów i GOL! Panie i Panowie, właśnie oglądamy przyszłego kapitana Ślizgonów! Zaraz?! Czy Castellan widzi znicza? - wszyscy na widowni zamarli widząc nurkującego Castellana.- Valdez rusza za nim... Idą łeb w łeb i...



















