Moi drodzy czytelnicy! Otóż wraz z pewnym ludziem założyłam stronkę dotyczącą IŚ i była bym w kij wdzięczna gdy byście lajkowali... o to i adres: Nie lubisz Igrzysk? Masz ochotę na jagody?
To do napisania :)
PS jakieś zamówienia na OS? Bo mam jakąś dziwną fazę a zkoro już mówimy o moich fazach... Czytał ktoś "Kamienie na szaniec"? Jestem w połowie i już się zakochałam <3 W dodatku kopiłam też "Cztery" więc mam zjecie na następny tydzień xd
sobota, 31 stycznia 2015
piątek, 30 stycznia 2015
Niespodzianka+ One Shoot
No więc tak. Zostaliśmy. Nominowani. Do. LBA!!! Bogowie, ale się ciesze! Nominowała nas strona:
percico is my life za co serdecznie dziękujemy :) Chyba nie muszę tłumaczyć, czym jest Libster Blog Award... (dla nie wtajemniczonych, LBA to nagroda otrzymywana, by rozpowszechnić mało znane blogi. Po nominacji trzeba nominować 11 blogów i tak w koło Macieju xd)
O to pytania:
O to pytania:
1. Nico zaraz umrze w twych ramionach, co mu mówisz?
"Braciak, debilu, jak mogłeś dać się zabić skórce od banana?! Poważnie? A wracając, jeśli mi tu umrzesz to ja cię zabiję i będę męczyć twoją duszę w zaświatach na wieki wieków i jeszcze dłużej, więc nie waż się umierać! Percy zaraz Cię uratuje tylko nie zamykaj oczu! Głuchy, nie zamykaj oczu!"
"Braciak, debilu, jak mogłeś dać się zabić skórce od banana?! Poważnie? A wracając, jeśli mi tu umrzesz to ja cię zabiję i będę męczyć twoją duszę w zaświatach na wieki wieków i jeszcze dłużej, więc nie waż się umierać! Percy zaraz Cię uratuje tylko nie zamykaj oczu! Głuchy, nie zamykaj oczu!"
2. Jaka jest twoja ulubiona postać książkowa ( bądź filmowa )?
Hmmm, najbardziej na świecie kocham Jasona Grace (to mój mąż ale ćśśś), oprócz niego Finnick Odair (miałam po jego śmierci tydzień depresji) i Cedric Diggory (jego też kocham ale mniej xd) no i generalnie w kij dużo mam ulubionych postaci xd
Hmmm, najbardziej na świecie kocham Jasona Grace (to mój mąż ale ćśśś), oprócz niego Finnick Odair (miałam po jego śmierci tydzień depresji) i Cedric Diggory (jego też kocham ale mniej xd) no i generalnie w kij dużo mam ulubionych postaci xd
3. Ulubiona piosenka? ( na chwilę obecną )
Hanging Tree, Bogowie kocham tę piosenkę i jej covery ^^
Hanging Tree, Bogowie kocham tę piosenkę i jej covery ^^
4. Ulubiony przedmiot w szkole?
Hmmm, wf? xd a tak oprócz niego to plastyka i polski :)
Hmmm, wf? xd a tak oprócz niego to plastyka i polski :)
5. Ulubiony kolor?
Czarny for eva <3
Czarny for eva <3
6. Czekolada czy Czekolada?
Hmm, trudne pytanie, chyba będę musiała wybrać... czekoladę!
Hmm, trudne pytanie, chyba będę musiała wybrać... czekoladę!
7. Twój/a ulubiona liczba?
7, siedem zamierzonych horkruksów, siedmiu półbogów i siedem części HP <#
7, siedem zamierzonych horkruksów, siedmiu półbogów i siedem części HP <#
8. Najfajniejsze Anime jakie obejrzałaś?
Naruto <3 Na tym anime się wychowałam, oprócz niego Supas Strikas (ale to chyba nie zalicza się do anime xd)
Naruto <3 Na tym anime się wychowałam, oprócz niego Supas Strikas (ale to chyba nie zalicza się do anime xd)
9. Ulubiona gra?
Hmmm, warcaby xd a tak serio to lubię gry strategiczne, takie jak bitwa o sztandar czy podchody
Hmmm, warcaby xd a tak serio to lubię gry strategiczne, takie jak bitwa o sztandar czy podchody
10. Jakiego parringu najbardziej nie lubisz? ( Homosiowego oczywiście xD )
Lubię wszystkie, yaoi zawsze jest dobre, chociaż... Snarry doprowadza mnie do szewskiej pasji (SnapexHarry)
Lubię wszystkie, yaoi zawsze jest dobre, chociaż... Snarry doprowadza mnie do szewskiej pasji (SnapexHarry)
11. Kto jest twoim ulubionym YouTube'rem?
Eeee, Niekryty xd i Pan Śmietanka (Survival games :P)
No to tego, yyy wypadało by kogoś nominować... no to ja nominuję (ale hardkor, 6 osób xd):
http://wielka4-hogwart.blogspot.com/percico-leico-i-inne.blogspot.com
http://jakwytresowacsmoka.wikia.com/wiki/Blog_użytkownika:Hiccstrid_PL/Smok,_wierny_przyjaciel_wikinga
http://percico-neverendinglove.blogspot.com/
http://dziennik-jo-watson.blogspot.com/
http://dzieci-piekiel.blogspot.com/
Pytania:
1. Ulubiona postać z książki/filmu. (przez lenistwo nie dodam "jaka jest")
2. Ulubiony animowany film.(tak jak wyżej)
3. Znienawidzony bohater książkowy. (tak jak jeszcze wyżej)
4. Ukochany parring (yaoi oczywiście xd)
5. Jaki jest twój ulubiony kolor?
6. Czy masz jakąś pasję (tak/nie, jeśli tak to ile czasu ją "uprawiasz" (zboczeńcy, wiem co pomyśleliście!)?
7. Czego najbardziej w sobie nie lubisz (chodzi o wygląd)?
8. Czy masz zwierzaka? Jeśli tak to jakiego?
9. Czy kochasz Finnicka Odair? (nie mogłam się powstrzymać przed zadaniem tego pytania xd)
10. Jakie słowo najbardziej Cię bawi?
11. Czy masz jakieś fobie?
~* * * * *~
Wow, cztery tysiące mi stuknęło... Jaram się jak Jack swoją laską ^,^ Przepraszam, ze to nie rozdział ale mam fazę na One schooty... A teraz bez zbędnych wstępów, One Shoot:
(wyjaśniam, to jest tak jak by inne zakończenie Znaku Ateny)
*Percy*
Ostatnie dni były koszmarem, te wszystkie koszmary i podejrzenia... Mam tego dość. Teraz czuję się jak Gollum, niczym on mam coś w rodzaju rozdwojenia jaźni. Jedna strona mówi, bym mu nie ufał, zaś druga... druga każe rzucić wszystko i ruszyć mu na pomoc... A o kim mowa? O pewnej kruchej osóbce, która nawiedza mnie w snach. Tak, chodzi o Nica di Angelo, o chłopaka dzięki któremu pokonaliśmy Kronosa, chłopaka który własnie, w tej chwili umiera więziony przez gigantów. Chłopaka który skradł moje serce. Już od roku czuję do niego coś więcej niż tylko "braterską miłość" którą kiedyś go darzyłem, jednak teraz... Cóż, powiedzmy to sobie otwarcie: Podoba mi się. Już miesiąc temu przyznałem to przed samym sobą. Wcześniej myślałem, że gdy w końcu to przyznam będzie łatwiej... cóż, srogo się zawiodłem bo zacząłem się martwić, co ja powiem Ann? Jak zareaguje na to reszta naszych przyjaciół? I najważniejsze pytanie: jak on na to zareaguje? Przecież on mnie nienawidzi... Ze smętnych rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Hej Percy, mogę wejść?- z za drzwi dobiegł głos Hazel.
- Jasne. - otarłem z policzka łzę która z niewiadomych przyczyn się tam znalazła.- wchodź.
Hazel otworzyła drzwi i usiadła na łóżku.
- Jak tam? -spytała.
- Chyba to ja powinienem Cię o to pytać, w końcu Nico to twój brat...
Córka Plutona westchnęła.
- wiesz, że się o niego martwię, ale ważniejsze pytanie, jak ty się czujesz?
Cholera, ona wie. Za wszelką cenę starałem się "rżnąć głupa"
- Nie wiem o czym mówisz...
- Percy!- fuknęła- nie udawaj!
Westchnąłem zażenowany.
- Skąd się o tym dowiedziałaś?
- Uwierz mi, wiem więcej niż powinnam -puściła mi oczko a ja uśmiechnąłem się półgębkiem.
- Powiedzieć mu?
Pokręciła z rozbawieniem głową.
- Musisz mu powiedzieć.
*ten moment gdy są w hypogeum Efiatesa i Otisa i uwalniają Nica*
Gigant kopnął kadź która z brzękiem przewróciła się a z jej środka wypadł na wpółprzytomny Nico. Wyglądał jak siedem nieszczęść. Ubrania miał okopcone, dziurawe i pomięte, z wielu ran na jego ciele leciała krew. Szczególnie z długiego rozcięcia pod prawym okiem. Mimo wszystko i tak wyglądał pięknie. Cicho jęknął gdy gigant dodatkowo go kopnął, a mnie zalała fala wściekłości. Nikt, powtarzam, NIKT nie będzie sprawiał mu bólu!
*po walce*
Nico był tak bardzo skatowany i osłabiony, że nie mógł stać o własnych siłach więc opierał się Hazel, głowę miał opuszczoną, tak jak by złamali go. Teraz albo nigdy- pomyślałem i już miałem do niego podejść gdy nagle odezwał się zachrypniętym, ledwie słyszalnym głosem:
- ja- ja wiem jak można ich powstrzymać- szepnął i podniósł głowę a mnie coś ścisnęło za serce. Policzki miał zapadnięte i oczy... takie puste. Wyglądały jak oczy jeńców wojennych, jak oczy człowieka zniszczonego psychicznie do granic możliwości. Znów to dziwne ukłucie w sercu...
- Nico, mogę wziąć cię na słówko?
Skinął głową po czym wziąłem go pod ramię i ignorując jego protesty pomogłem dojść mu do dziobu "Argo II".
- Nico- zacząłem- ja...
Kurde, i co ja mu powiem? "Hej Nico, wiem, że prze ze mnie zginęła twoja siostra i prze ze mnie stałeś się aspołeczny i ponury ale chyba Cię kocham!". Zaraz, zaraz... Nie zawsze słowa muszą wyrażać uczucia. Delikatnie chwyciłem głowę Nico w obie ręce i pocałowałem go... a on oddał pocałunek. Słabo ale jednak! W końcu się od siebie oderwaliśmy.
- Percy, co ty...
- Ćśśś, Nico ja cię...
- Nie kończ -szepnął- ja też.
Przytuliłem go szczęśliwy, że może wszystko się ułoży.
*Są w tej jaskini Arachne*
Przytuliłem Ann, cieszę się, że jest bezpieczna tylko jak ja jej to powiem?! W momencie gdy byłem już gotowy do powiedzenia jej prawdy, pajęczyna owinięta wokół jej kostki napięła się i pociągnęła ją w stronę otchłani. Jako, że Nico stał najbliżej, przeciął nić mieczem, jednak ta owinęła się wokół jego nadgarstka ciągnąc go w stronę dziury. Chwyciłem go za rękę, jednak rozpęd był tak wielki, że pociągnęła nas obu. Ostatkiem sił złapałem się wystającej półki skalnej.
- Percy, puszczaj ty idioto!- warknął Nico- puszczaj albo spadniemy tu obaj!
- Nigdy- jęknąłem z wysiłku. -wytrzymam i pamiętaj, kocham cię.
- Ja ciebie też- ledwo dosłyszałem jego cichy szept gdyż zagłuszyło go wołanie Annabeth.
- PERCY!
- Ann, sprowadź pomoc!
- Czy ty go kochasz?!- krzyknęła.
- Tak, a teraz sprowadź pomoc!
Przez jej twarz przemknęły po kolei: niedowierzanie, złość, zazdrość i wściekłość aż w końcu ustąpiły miejsca masce spokoju.
-Jeśli ja nie mogę cię mieć, to nie będzie Cię miał nikt inny!- i mówiąc to zepchnęła nas. Z całęj siły przytuliłem Nica.
- Nie martw się- szepnąłem.
- Percy... ja tam byłem. - spojrzałem mu w oczy, widać w nich było tę znajomą nutę szaleństwa i... przerażenie.
- Ćśś Nico, wcześniej byłeś sam, teraz... Teraz masz mnie.
Trochę się uspokoił a po jego policzkach spłynęły łzy. Drżącym głosem wyszeptał:
- Kocham Cię Percy ale jeśli zginiesz w tej cholernej dziurze to ja Cię zabiję!
- Więc będę uważał.
sobota, 17 stycznia 2015
One Shooot Hijack
Oki, na wstępie mówię
, że ten konkretny One Shoot będzie trochę makabryczny. Przez ostatni tydzień mam jakąś mroczną wenę na zabijanie postaci i ich torturowanie (to przez arty z Percico, bo Shadowek to zapalona yaoistka xd i przez moje dziwne sny xd) więc wybaczcie mi tego One Shoota. Po prostu daję upust mojej zrytej wenie xd. OS nie ma nic a nic wspólnego z fabułą bloga sooł Hijacka nie będzie w opowiadaniu xd. Za całego OS przepraszam ale mam taką jakąś dziwną wenę. Więc błagam, nie zabijcie mnie za niego, i miłego czytania! A i jeszcze jedno, mam obowiązek was uprzedzić, ze w OS znajdują się brutalne sceny i czytacie na własną odpowiedzialność )spokojnie, żadnych zboczeń xd)
Słowo wyjaśnienia. Jack ma swoją moc, tak jak Punz a akcja dzieje się na Berk.
* * * * * *
*Jack*
Obudziły mnie pierwsze promienie słońca wpadające do mojego pokoju przez otwarte okno. Zerwałem się jak oparzony z łóżka i poszedłem upodobnić się do ludzi. Wyszedłem na mroźne, zimowe powietrze. Tak na serio to na tym zadupiu zawsze jest zimno. Idzie się przyzwyczaić. Wtem z za jednego z budynków wyszedł Hiccup a moje serce zabiło szybciej. Niestety, jego ramienia uwiesiła się Astrid. Poczułem falę absurdalnej złości na blondynkę. Cholera, co się ze mną dzieje? Dałem sobie mentalnego kopniaka. Nie mogę tak myśleć, przecież to nie dopuszczalne żebym ja... Stop! Przestań o tym myśleć. Kolejny mentalny kopniak.
- hej Jack- przywitał się.
- no hej, co tam?
Wzruszył ramionami.
- podobno jest jakiś problem w lesie, zaraz idę to ogarnąć.
- nie!- wyrwało mi się jednocześnie z Astrid. Spojrzeliśmy po sobie ze złością. Chłopak uniósł brew.
- naprawdę? Cóż, do zobaczenia po południu.
I tyle go widzieli. Cholera, czy on zawsze musi dobrowolnie pchać się w łapy wroga? Astrid rzuciła mi spojrzenie z pode łba po czym odwróciła się na pięcie i odeszła. Nie ma co, przyjemna osóbka. Południe minęło w miarę spokojnie. No, jeśli nie liczyć ciągłego stresu i nieustannego zerkania na niebo ze złudną nadzieją wypatrzenia lądującej Nocnej Furii. Poszedłem nad jezioro, jedyne miejsce, gdzie mogłem dać upust swoim uczuciom, jedyne miejsce gdzie mogę być sobą. Siadając, ze złością kopnąłem jeden z płaskich kamyków zdobiących brzeg. Życie jest nie sprawiedliwe! Czemu ja nie mogę znaleźć tego głupiego spokoju?! Kątem oka zauważyłem, że woda zaczyna pokrywać się cienką warstwą lodu. Wziąłem uspokajający wdech i wszystko ustało. Ze smętnych rozmyślań wyrwał mnie ryk podejrzanie przypominający smoka. Poderwałem się z miejsca i pobiegłem w tamtą stronę. Gdy wpadłem zadyszany na polanę, po prostu miałem ochotę płakać. Na środku polany leżał nie przytomny Hick, a obok niego Szczerbatek trącał go nosem. Sprintem podbiegłem do niego po czym padłem obok smoka na kolana dławiąc łzy. Z bliska szatyn wyglądał jeszcze gorzej. Na twarzy miał ranę, ciągnącą się od prawej brwi, aż do policzka. Obficie krwawiła. Ponad to jego koszula była w strzępach a owe strzępy całe we krwi która strużkami spływała by wsiąknąć w ziemię. Miałem ochotę skulić się na ziemi obok bruneta i płakać z bezsilności. Weź się w garść człowieku!- skarciłem się w myślach. Tak mu nie pomogę! Chwyciłem go za chłodny nadgarstek by sprawdzić puls. Słaby ale jest. Odetchnąłem z ulgą. Czyli jeszcze żyje! Nie mal zaśmiałem się ze szczęścia. Ok, teraz sprawdzić oddech. Przyłożyłem ucho do jego twarzy. Usłyszałem, cichutki, płytki oddech. Nie dobrze.
- dasz radę go zabrać?- szepnąłem do smoka. Ten w odpowiedzi ryknął. Z łatwością podniosłem nieprzytomnego z ziemi, był zaskakująco lekki. Dosiadłem smoka a ten wystrzelił w powietrze i nim zdążyłem mrugnąć byliśmy na miejscu. Nie wiem czemu ale gdy tylko wylądowaliśmy na miejscu, świat zaczął zmieniać kolory. Czy to normalne, że zamiast jednego drzewa widzę trzy? Zanim doszczętnie straciłem przytomność zarejestrowałem płaczącą Astrid. Cholerna suka...
Obudziły mnie ludzkie głosy.
- co mu jest?
-ćśśś, bo się obudzi!
- sama bądź cicho!
Otworzyłem oczy. Zobaczyłem Punz, Mieczyka i resztę. Tylko brakowało jednej osoby, osoby na której najbardziej mi zależało.
- co z nim?- wychrypiałem.
- nic.
- jak to "nic"?
- hej Jack- przywitał się.
- no hej, co tam?
Wzruszył ramionami.
- podobno jest jakiś problem w lesie, zaraz idę to ogarnąć.
- nie!- wyrwało mi się jednocześnie z Astrid. Spojrzeliśmy po sobie ze złością. Chłopak uniósł brew.
- naprawdę? Cóż, do zobaczenia po południu.
I tyle go widzieli. Cholera, czy on zawsze musi dobrowolnie pchać się w łapy wroga? Astrid rzuciła mi spojrzenie z pode łba po czym odwróciła się na pięcie i odeszła. Nie ma co, przyjemna osóbka. Południe minęło w miarę spokojnie. No, jeśli nie liczyć ciągłego stresu i nieustannego zerkania na niebo ze złudną nadzieją wypatrzenia lądującej Nocnej Furii. Poszedłem nad jezioro, jedyne miejsce, gdzie mogłem dać upust swoim uczuciom, jedyne miejsce gdzie mogę być sobą. Siadając, ze złością kopnąłem jeden z płaskich kamyków zdobiących brzeg. Życie jest nie sprawiedliwe! Czemu ja nie mogę znaleźć tego głupiego spokoju?! Kątem oka zauważyłem, że woda zaczyna pokrywać się cienką warstwą lodu. Wziąłem uspokajający wdech i wszystko ustało. Ze smętnych rozmyślań wyrwał mnie ryk podejrzanie przypominający smoka. Poderwałem się z miejsca i pobiegłem w tamtą stronę. Gdy wpadłem zadyszany na polanę, po prostu miałem ochotę płakać. Na środku polany leżał nie przytomny Hick, a obok niego Szczerbatek trącał go nosem. Sprintem podbiegłem do niego po czym padłem obok smoka na kolana dławiąc łzy. Z bliska szatyn wyglądał jeszcze gorzej. Na twarzy miał ranę, ciągnącą się od prawej brwi, aż do policzka. Obficie krwawiła. Ponad to jego koszula była w strzępach a owe strzępy całe we krwi która strużkami spływała by wsiąknąć w ziemię. Miałem ochotę skulić się na ziemi obok bruneta i płakać z bezsilności. Weź się w garść człowieku!- skarciłem się w myślach. Tak mu nie pomogę! Chwyciłem go za chłodny nadgarstek by sprawdzić puls. Słaby ale jest. Odetchnąłem z ulgą. Czyli jeszcze żyje! Nie mal zaśmiałem się ze szczęścia. Ok, teraz sprawdzić oddech. Przyłożyłem ucho do jego twarzy. Usłyszałem, cichutki, płytki oddech. Nie dobrze.
- dasz radę go zabrać?- szepnąłem do smoka. Ten w odpowiedzi ryknął. Z łatwością podniosłem nieprzytomnego z ziemi, był zaskakująco lekki. Dosiadłem smoka a ten wystrzelił w powietrze i nim zdążyłem mrugnąć byliśmy na miejscu. Nie wiem czemu ale gdy tylko wylądowaliśmy na miejscu, świat zaczął zmieniać kolory. Czy to normalne, że zamiast jednego drzewa widzę trzy? Zanim doszczętnie straciłem przytomność zarejestrowałem płaczącą Astrid. Cholerna suka...
Obudziły mnie ludzkie głosy.
- co mu jest?
-ćśśś, bo się obudzi!
- sama bądź cicho!
Otworzyłem oczy. Zobaczyłem Punz, Mieczyka i resztę. Tylko brakowało jednej osoby, osoby na której najbardziej mi zależało.
- co z nim?- wychrypiałem.
- nic.
- jak to "nic"?
- Nooo- zaczęła Punz- no jest coraz gorzej, jak się czujesz?
- Może być, idziemy?
Wygramoliłem się z pościeli i ruszyłem za Punz. Po kilku minutach byliśmy w domu Hiccupa. Moja przyjaciółka, jako początkująca pielęgniarka mogła wejść wszędzie, gdzie był ktoś chory to też nie było większego kłopotu z dostaniem się do środka. Usiedliśmy po obu stronach łóżka.
- To moja wina- mruknąłem pochylając głowę.- gdy bym szybciej biegł...
- Nie mów tak. Wiem że to nie twoja wina.
- Skąd?- spytałem z goryczą.
- bo ja- zawahała się- ja potrafię wykryć takie rzeczy.
- ale jak?- spytałem z niedowierzaniem.
- no wiesz... mam swoje sposoby. Z resztą ty masz podobne do tworzenia śniegu- puściła mi perskie oczko a mnie z wrażenia otworzyły się usta.
- a-ale jak?- wyjąkałem- s-skąd?
- mówiłam już, jestem bystra. A ten mój sposób to włosy.
- że co?
- a to, nie słuchałeś? Poza tym teraz jestem na stażu i robię za popychadło lekarki ale podsłuchałam to i owo- zniżyła głos do konspiracyjnego szeptu- nauczyłam się też paru przydatnych rzeczy których nie powinnam umieć.
Nie powiem, zaciekawiła mnie.
- czyli wiesz co mu jest?
Dziewczyna skrzywiła się.
- mniej więcej.
- to mniej czy więcej?
- raczej więcej.
- to cholera jasna co mu jest!
- nie drzyj się bo nas ktoś usłyszy i będzie dupa.
- nie widzisz że trzeba mu pomóc?!
- widzę! A teraz stul swój szanowny pysk i słuchaj!- wrzasnęła. Kurde, nigdy nie widziałem wściekłej Punzie i chyba dziękuje za powtórkę.- no więc ktoś tak jak by miesza mu w głowie. No tak jak by tworzy wizję w jego umyśle.
- czyli tak jak sen? To chyba nic groźnego skoro to tylko fikcja...
- no właśnie nie do końca. To, co on tam widzi i przeżywa przekłada się na jego byt tutaj. Nadążasz? -pokiwałem głową i gestem nakazałem żeby kontynuowała- no i trzeba temu zapobiec.
- ale jak?
- ja... ja chyba wiem tylko potrzebuję kogoś, kto mi pomoże. Właśnie dla tego proszę ciebie, pomożesz?
Spoważniałem.
- jasne.
Odetchnęła z ulgą.
- czyli najgorsze mamy za sobą. Teraz ja przeniosę cię tak jak by do jego świadomości a ty będziesz musiał go stamtąd wyprowadzić i znaleźć takie białe wrota, ok?
- ok.
- jak poczujesz, ze spadasz to nie panikuj. To normalne.
Nie pytałem się skąd ona to wie. Jedno jest pewne, Punz jest cholernie bystra. Zupełnie nagle poczułem, że nie podlegam grawitacji a grunt z pod moich stóp osuwa się. Spadałem. Przypomniałem sobie słowa Rapunzel: zachowaj spokój. Wziąłem wdech i uspokoiłem galopujące myśli. Mój lot jak na zawołanie zwolnił. Wylądowałem w ciemnym pokoju. Co najmniej piętnaście minut minęło gdy postanowiłem ogarnąć się. Wstałem i chwiejnym krokiem ruszyłem przed siebie. W prawdzie nie połamałem się ale o logiko, kto po spadaniu z jakieś przepaści nie miał by zawrotów głowy?! Przede mną ukazała się czarna szczelina, zadziwiająco podobna do drzwi. Ruszyłem w jej stronę. W sumie sam nie wiem czego się spodziewałem, w końcu to podświadomość Hiccupa. Być może liczyłem na słoneczną łąkę ze stadem smoków? Albo na pokój obklejony zdjęciami Astrid i Szczerbatka? No cóż, na pewno nie na ciemne lochy. Po przekroczeniu progu drzwi zatęskniłem za łąką. Znalazłem się w ciemnym pomieszczeniu. Z sufitu zwieszały się ostre stalaktyty (albo stalagmity, nie wiem, zamiast słuchać nauczyciela robiłem jego karykaturę) natomiast kilka centymetrów nad ziemią unosiła się czarna jak smoła mgiełka nadająca temu miejscu jeszcze upiorniejszy wygląd. Wtem usłyszałem jakiś trzask, wariacki śmiech i... O zgrozo, niepokojąco znajomy, przytłumiony jęk bólu. Chyba wiem kto jest za ścianą ciemności. Chciałem biec do niego, obronić go. Poczułem że nogi mam jak z ołowiu. Starając się to ignorować parłem na przód, każdy pokonany centymetr był jak kilometr.
Z mgły wyłoniły się dwie nie wyraźne sylwetki. Dopiero po chwili dostrzegłem niepokojące szczegóły. Jedna z postaci, ta wyższa stała nad drugą sylwetką której właściciel leżał na ziemi. Podczołgałem się jeszcze bliżej a moje serce stanęło by po chwili zacząć bić ze zdwojoną szybkością. Na ziemi leżał Hiccup, cały zakrwawiony. Chyba miałem szczęście, że nie widziałem z bliska licznych ran. Natomiast osoby która nad nim stała nie rozpoznałem. Odruchowo narzuciłem kaptur na głowę, lepiej żeby mnie nie rozpoznał. Tak "zakamuflowany" podkradłem się bliżej. Kątem oka uchwyciłem, z nie znajomy ma niebieską bluzę i białe włosy.
- nie martw się, jeszcze wrócę- warknął nie znajomy denerwująco znajomym głosem po czym odszedł. Im bardziej cichły jego kroki tym bliżej ja się podkradałem. W końcu nie wytrzymałem i mając cały świat w dupie pokonałem cztery metry- dystans dzielący mnie od "przyjaciela". Z całej siły go przytuliłem. Nie obchodziło mnie, że chłopak jest nie przytomny i ledwo żywy. Liczyło się to, ze jest ze mną. Przerzuciłem sobie przez ramię jego rękę i powlekliśmy się przed siebie. Idąc czułem coraz większą swobodę w nogach. Idąc, oprócz echa moich własnych kroków słyszałem tylko nie równy i cichy oddech towarzysza. Dowiem się kto mu to zrobił i zamorduję! Obojętnie kto to! Kilka razy potknąłem się, omal nie upadając. Kilka razy upadłem a wtedy do mojej głowy wdzierały się głosy mówiące: nie uda ci się. zostańcie tu. dołączcie do nas. Taaak, chyba odrzucę te ofertę nie do odrzucenia. Wlekliśmy się dalej gdy ujrzałem je. Dokładnie te wrota które opisała Punz. Z ulgą nie mal graniczącą z euforią przeszedłem przez nie i nastała ciemność.
* * * * * * *
- gdzie on jest?!- wrzasnąłem. Zobaczyłem pochylającą się nad mną Punz.
- obudził się, i nie, nie powiedziałam nikomu.
Usiadłem na skraju łózka.
- jak si e czujesz?
Hiccup odwrócił się w moją stronę a czas zwolnił. Na zapadnięte policzki opadały matowe, lekko przydługie włosy. Trudno uwierzyć że przez kilka dni aż tak się zmienił, jednak tym co budziło przerażenie były jego oczy- ich dawny, szmaragdowy kolor stał się jak by przygaszony.Słowem wyglądały one jak potrzaskane soczewki.
- jak się czujesz?- spytałem. Kompletnie nie spodziewałem się takiej reakcji. Chłopak gwałtownie odsunął się ode mnie w ciemny kąt pokoju do którego łózko przylegało.
- nie dotykaj mnie- wycedził.
* * * * * * * * * *
Minął już miesiąc od tamtej sytuacji. Hick w ogóle się do mnie nie odzywał, właściwie to gdy już na mnie zerkał to tylko z lękiem. Okazało się, ze w tej jego cholernej podświadomości ta postać to wyglądała tak jak ja. Dla tego jej głos wydał mi się znajomy. Aż tu pewnego pięknego piątku Punz postanowiła wysłać nas we dwóch po jakieś tam potrzebne jej zioła (nie, nie po marychę). Szliśmy w milczeniu, oddaleni o trzy metry. Nagle ziemia pod naszymi stopami zaczęła się rozstępować. Ja z łatwością odskoczyłem. Niestety, mój "przyjaciel" (nie powinienem go tak nazywać) nie miał tyle szczęścia. Gdy trzęsienie ustało, ja chwiejnym krokiem podszedłem do krawędzi przepaści. Haddock trzymał się jedną ręką wystającej półki skalnej.
- miałeś zginąć! Zginiesz!- usłyszałem zimny głos, który rozchodził się zewsząd. Wyciągnąłem do niego rękę. Był za daleko.
- trzymaj się. Sprowadzę pomoc!
- nie sprowadzisz- usłyszałem głos za sobą- już mu nie pomożesz.
Udało mi się złapać jego rękę. Spojrzałem mu w oczy- to już nie były te przerażone, szkliste oczy, były szmaragdowo zielone i wpatrywały się we mnie ze smutkiem.
- przepraszam- szepnął. Jego dłoń zaczęła wyślizgiwać się z pod mojej.
- za co?- jęknąłem z wysiłku- nie masz za co mnie przepraszać.
- mam- upierał się.
- no to słucham.
- bo ja... ja byłem... -domyślając się co chce powiedzieć przerwałem mu.
- kocham cię.
- ja ciebie też, a teraz puść mnie ty cholerny idioto!
- nie mam mowy! Wytrzymam.
- nie wytrzymasz, ten głos co do tego miał rację. Albo mnie puścisz albo spadniemy obaj- warknął.
- to spadnę razem z tobą jeśli będzie trzeba.
- wiedziałem ze to powiesz. Jack- głos mu zadrżał-kocham cię.
I puścił moją rękę. Płakałem. Nie potrafiłem powstrzymać łez cisnących mi się do oczu. One muszą znaleźć ujście. On... On nie mógł... Nie mógł ale to zrobił, już nigdy go nie zobaczę. Wszystko wokół mnie zaczęło zamarzać. Położyłem się na ziemi mając gdzieś że jest mi coraz zimniej. On nie żyje... On nie żyje... Po raz pierwszy zrozumiałem słowa jednej ze starych piosenek tu śpiewanych:
Hej, tam na dole w doliny cieniu,
Gdzie strumień szumi i huczy wiatr,
Spotkajmy się znów, po latach wielu,
- bo ja- zawahała się- ja potrafię wykryć takie rzeczy.
- ale jak?- spytałem z niedowierzaniem.
- no wiesz... mam swoje sposoby. Z resztą ty masz podobne do tworzenia śniegu- puściła mi perskie oczko a mnie z wrażenia otworzyły się usta.
- a-ale jak?- wyjąkałem- s-skąd?
- mówiłam już, jestem bystra. A ten mój sposób to włosy.
- że co?
- a to, nie słuchałeś? Poza tym teraz jestem na stażu i robię za popychadło lekarki ale podsłuchałam to i owo- zniżyła głos do konspiracyjnego szeptu- nauczyłam się też paru przydatnych rzeczy których nie powinnam umieć.
Nie powiem, zaciekawiła mnie.
- czyli wiesz co mu jest?
Dziewczyna skrzywiła się.
- mniej więcej.
- to mniej czy więcej?
- raczej więcej.
- to cholera jasna co mu jest!
- nie drzyj się bo nas ktoś usłyszy i będzie dupa.
- nie widzisz że trzeba mu pomóc?!
- widzę! A teraz stul swój szanowny pysk i słuchaj!- wrzasnęła. Kurde, nigdy nie widziałem wściekłej Punzie i chyba dziękuje za powtórkę.- no więc ktoś tak jak by miesza mu w głowie. No tak jak by tworzy wizję w jego umyśle.
- czyli tak jak sen? To chyba nic groźnego skoro to tylko fikcja...
- no właśnie nie do końca. To, co on tam widzi i przeżywa przekłada się na jego byt tutaj. Nadążasz? -pokiwałem głową i gestem nakazałem żeby kontynuowała- no i trzeba temu zapobiec.
- ale jak?
- ja... ja chyba wiem tylko potrzebuję kogoś, kto mi pomoże. Właśnie dla tego proszę ciebie, pomożesz?
Spoważniałem.
- jasne.
Odetchnęła z ulgą.
- czyli najgorsze mamy za sobą. Teraz ja przeniosę cię tak jak by do jego świadomości a ty będziesz musiał go stamtąd wyprowadzić i znaleźć takie białe wrota, ok?
- ok.
- jak poczujesz, ze spadasz to nie panikuj. To normalne.
Nie pytałem się skąd ona to wie. Jedno jest pewne, Punz jest cholernie bystra. Zupełnie nagle poczułem, że nie podlegam grawitacji a grunt z pod moich stóp osuwa się. Spadałem. Przypomniałem sobie słowa Rapunzel: zachowaj spokój. Wziąłem wdech i uspokoiłem galopujące myśli. Mój lot jak na zawołanie zwolnił. Wylądowałem w ciemnym pokoju. Co najmniej piętnaście minut minęło gdy postanowiłem ogarnąć się. Wstałem i chwiejnym krokiem ruszyłem przed siebie. W prawdzie nie połamałem się ale o logiko, kto po spadaniu z jakieś przepaści nie miał by zawrotów głowy?! Przede mną ukazała się czarna szczelina, zadziwiająco podobna do drzwi. Ruszyłem w jej stronę. W sumie sam nie wiem czego się spodziewałem, w końcu to podświadomość Hiccupa. Być może liczyłem na słoneczną łąkę ze stadem smoków? Albo na pokój obklejony zdjęciami Astrid i Szczerbatka? No cóż, na pewno nie na ciemne lochy. Po przekroczeniu progu drzwi zatęskniłem za łąką. Znalazłem się w ciemnym pomieszczeniu. Z sufitu zwieszały się ostre stalaktyty (albo stalagmity, nie wiem, zamiast słuchać nauczyciela robiłem jego karykaturę) natomiast kilka centymetrów nad ziemią unosiła się czarna jak smoła mgiełka nadająca temu miejscu jeszcze upiorniejszy wygląd. Wtem usłyszałem jakiś trzask, wariacki śmiech i... O zgrozo, niepokojąco znajomy, przytłumiony jęk bólu. Chyba wiem kto jest za ścianą ciemności. Chciałem biec do niego, obronić go. Poczułem że nogi mam jak z ołowiu. Starając się to ignorować parłem na przód, każdy pokonany centymetr był jak kilometr.
Z mgły wyłoniły się dwie nie wyraźne sylwetki. Dopiero po chwili dostrzegłem niepokojące szczegóły. Jedna z postaci, ta wyższa stała nad drugą sylwetką której właściciel leżał na ziemi. Podczołgałem się jeszcze bliżej a moje serce stanęło by po chwili zacząć bić ze zdwojoną szybkością. Na ziemi leżał Hiccup, cały zakrwawiony. Chyba miałem szczęście, że nie widziałem z bliska licznych ran. Natomiast osoby która nad nim stała nie rozpoznałem. Odruchowo narzuciłem kaptur na głowę, lepiej żeby mnie nie rozpoznał. Tak "zakamuflowany" podkradłem się bliżej. Kątem oka uchwyciłem, z nie znajomy ma niebieską bluzę i białe włosy.
- nie martw się, jeszcze wrócę- warknął nie znajomy denerwująco znajomym głosem po czym odszedł. Im bardziej cichły jego kroki tym bliżej ja się podkradałem. W końcu nie wytrzymałem i mając cały świat w dupie pokonałem cztery metry- dystans dzielący mnie od "przyjaciela". Z całej siły go przytuliłem. Nie obchodziło mnie, że chłopak jest nie przytomny i ledwo żywy. Liczyło się to, ze jest ze mną. Przerzuciłem sobie przez ramię jego rękę i powlekliśmy się przed siebie. Idąc czułem coraz większą swobodę w nogach. Idąc, oprócz echa moich własnych kroków słyszałem tylko nie równy i cichy oddech towarzysza. Dowiem się kto mu to zrobił i zamorduję! Obojętnie kto to! Kilka razy potknąłem się, omal nie upadając. Kilka razy upadłem a wtedy do mojej głowy wdzierały się głosy mówiące: nie uda ci się. zostańcie tu. dołączcie do nas. Taaak, chyba odrzucę te ofertę nie do odrzucenia. Wlekliśmy się dalej gdy ujrzałem je. Dokładnie te wrota które opisała Punz. Z ulgą nie mal graniczącą z euforią przeszedłem przez nie i nastała ciemność.
* * * * * * *
- gdzie on jest?!- wrzasnąłem. Zobaczyłem pochylającą się nad mną Punz.
- obudził się, i nie, nie powiedziałam nikomu.
Usiadłem na skraju łózka.
- jak si e czujesz?
Hiccup odwrócił się w moją stronę a czas zwolnił. Na zapadnięte policzki opadały matowe, lekko przydługie włosy. Trudno uwierzyć że przez kilka dni aż tak się zmienił, jednak tym co budziło przerażenie były jego oczy- ich dawny, szmaragdowy kolor stał się jak by przygaszony.Słowem wyglądały one jak potrzaskane soczewki.
- jak się czujesz?- spytałem. Kompletnie nie spodziewałem się takiej reakcji. Chłopak gwałtownie odsunął się ode mnie w ciemny kąt pokoju do którego łózko przylegało.
- nie dotykaj mnie- wycedził.
* * * * * * * * * *
Minął już miesiąc od tamtej sytuacji. Hick w ogóle się do mnie nie odzywał, właściwie to gdy już na mnie zerkał to tylko z lękiem. Okazało się, ze w tej jego cholernej podświadomości ta postać to wyglądała tak jak ja. Dla tego jej głos wydał mi się znajomy. Aż tu pewnego pięknego piątku Punz postanowiła wysłać nas we dwóch po jakieś tam potrzebne jej zioła (nie, nie po marychę). Szliśmy w milczeniu, oddaleni o trzy metry. Nagle ziemia pod naszymi stopami zaczęła się rozstępować. Ja z łatwością odskoczyłem. Niestety, mój "przyjaciel" (nie powinienem go tak nazywać) nie miał tyle szczęścia. Gdy trzęsienie ustało, ja chwiejnym krokiem podszedłem do krawędzi przepaści. Haddock trzymał się jedną ręką wystającej półki skalnej.
- miałeś zginąć! Zginiesz!- usłyszałem zimny głos, który rozchodził się zewsząd. Wyciągnąłem do niego rękę. Był za daleko.
- trzymaj się. Sprowadzę pomoc!
- nie sprowadzisz- usłyszałem głos za sobą- już mu nie pomożesz.
Udało mi się złapać jego rękę. Spojrzałem mu w oczy- to już nie były te przerażone, szkliste oczy, były szmaragdowo zielone i wpatrywały się we mnie ze smutkiem.
- przepraszam- szepnął. Jego dłoń zaczęła wyślizgiwać się z pod mojej.
- za co?- jęknąłem z wysiłku- nie masz za co mnie przepraszać.
- mam- upierał się.
- no to słucham.
- bo ja... ja byłem... -domyślając się co chce powiedzieć przerwałem mu.
- kocham cię.
- ja ciebie też, a teraz puść mnie ty cholerny idioto!
- nie mam mowy! Wytrzymam.
- nie wytrzymasz, ten głos co do tego miał rację. Albo mnie puścisz albo spadniemy obaj- warknął.
- to spadnę razem z tobą jeśli będzie trzeba.
- wiedziałem ze to powiesz. Jack- głos mu zadrżał-kocham cię.
I puścił moją rękę. Płakałem. Nie potrafiłem powstrzymać łez cisnących mi się do oczu. One muszą znaleźć ujście. On... On nie mógł... Nie mógł ale to zrobił, już nigdy go nie zobaczę. Wszystko wokół mnie zaczęło zamarzać. Położyłem się na ziemi mając gdzieś że jest mi coraz zimniej. On nie żyje... On nie żyje... Po raz pierwszy zrozumiałem słowa jednej ze starych piosenek tu śpiewanych:
Hej, tam na dole w doliny cieniu,
Gdzie strumień szumi i huczy wiatr,
Spotkajmy się znów, po latach wielu,
Aby uciec od nie potrzebnych słów,
U boku mego nie doświadczysz krzywd,
Ochronę cię od świata zła,
Bo gdy przyjdzie twój czas,
Nic nie rozdzieli juz nas
Przed oczami zrobiło mi się ciemno. ''nic nie rozdzieli już nas''.
***********
Ok, no więc tak. Piosenkę sama napisałamni gwarantuję że z melodią którą wymyśliłam brzmi 100 razy lepiej
. Wiem, moja wena jest dziwna xd *,* jaram się jak Szczerbek rybkami, 3400 wyświetleń?! Kocham was! No to tradycyjnie proszę o komy. A, no i do poniedziałku zbieram zamówienia na OS
Ok, no więc tak. Piosenkę sama napisałamni gwarantuję że z melodią którą wymyśliłam brzmi 100 razy lepiej
. Wiem, moja wena jest dziwna xd *,* jaram się jak Szczerbek rybkami, 3400 wyświetleń?! Kocham was! No to tradycyjnie proszę o komy. A, no i do poniedziałku zbieram zamówienia na OS
Edit: zmieniłam słowa piosenki po opublikowaniu rozdziału.
Edit numer dwa: Jeśli komuś baaardzo zależy na usłyszeniu całej piosenki z melodią to niech piszę a ja wspanialomyslnie ją nagram xd
~Shadow
piątek, 16 stycznia 2015
One Shoot LokixVi
Ave Ludu tego bloga!
Z przyjemnością mam zaszczyt przedstawić fangirling (chyba tak się to pisze) Vi (Vivien). Vi to córka Aresa, postać z innego bloga, jedna k na polecenie "alterego" Vi napisałam tego OS. W opowiadaniu występują przekleństwa więc czytasz na własną odpowiedzialność (nie, nie ma nic zboczonego, może trochę xd). OS nie ma nic wspólnego z fabułą. Dedyk dla Tasao... (sorry, nie umiem tego napisać xd) więc poprostu dla Klaudi. W takim razie spełniłam już obowiązek obywatelski, komentujcie!
* * * * * * * *
Obudziłam się, a raczej Clariss oblała mnie wodą wrzeszcząc.
- Wstawaj śmieciu!!
- już już pizduś. - Warknęłam.- Ebloa, Absurd! RUSZCIE TU SWOJE WŁOCHATE DUPY!
Koty przebiegły sycząc gniewnie. Chyba wiem gdzie były... Z uśmiechem mówiącym '' podejdziesz? Jesteś w grobie'' po czym narzuciłam na siebie koszulkę z napisem ''Pizdy są wśród nas''i jakiś dres. Dresy Aresa górą! Zamknęłam drzwi i... No nie do końca je ''zamknęłam'' raczej jebnęłam nimi tak mocno że z zawiasów wypadły.
- Gumoleon! Drzwi w piątce! -Wydarłam się w stronę dziewiątki.
- Opanuj tę swoje w kij podwójnie jebane koty! - .wrzasnął mój ''ulubiony'' jebany syn Hermesa. Gdy tylko go zobaczyłam zaczęłam rechotać na pół Obozu. Całe jego ubranie było w strzępach a twarz zakrwawiona i podrapana.
- Hahahahahah ty jebane emo! Trzeba było nie zjadać moich pianek! Poza tym serio?! Koty cię pobiły?!
Obrzucił mnie nienawistnym spojrzeniem. Pfff, może mi naskoczyć! Walnęłam go po plecach po czym sprężystym krokiem wyszłam po za granice obozu. Dzień nie mógł zacząć się lepiej! Wsiadłam w jakiś jebany autobus, po czym nakrzyczałam na jakiegoś chłopczyka żeby ustąpił mi miejsca. Ten dzień jest coraz miej jebany!
- co się suko gapisz?! -warknęłam do jakieś starszej pani która jakoś dziwnie się na mnie patrzyła. Nie moja wina, że mój podkoszulek głosi prawdę! Znów szłam, od czasu do czasu piorunując przechodniów wzrokiem. Ludzie schodzili mi z drogi, gdy idąc, nuciłam jakąś sprośną piosenkę. Weszłam do jakiegoś sklepu survivalowego i kupiłam sobie dwa noże.
- dziewczynko, a po co ci te noże?- spytał zmieszany kasjer.
- żeby wsadzić ci je w dupę staruchu- warknęłam i wyszłam z nowym nabytkiem. Weszłam jeszcze do ZOOLOGICZNEGO żeby kupić jakieś żywe jaszczurki dla Absurdu i Eboli i tak mi jakoś zleciało do szesnastej. Po kulturalnym wymienieniu kilku uwago do sprzedawcy (Pff, powyzywałam go od Pizd) wlazłam Ares wie po co do jakiegoś ciemnego zaułka. wtem coś mnie potrąciło a ja straciłam równowagę i wylądowałam koszulą w kałuży. Zaklęłam jak szewc.
- moja wina- mruknął obojętnie głos dochodzący z mojej prawej strony. Rzuciłam się na niego wrzeszcząc. Chwyciłam nieznajomego za gardło i kilkoma kopnięciami gdzie trzeba znokautowałam go po czym przystawiłam mu nóż do gardła.
- kim pizdo jesteś i ważniejsze pytanie, COŚ TY PIZO ZROBIŁ Z MOJĄ KOSZULĄ?!- ryknęłam i przycisnęłam nóż mocniej do jego gardła.
- ty mnie widzisz?
- nie idioto, przystawiam nóż do gardła mojego wymyślonego przyjaciela!
Nieznajomy westchnął.
- jeśli to ty braciszku to to nie jest śmieszne, tak mam ten jebany młot!
Młot? Facet oszalał...
- jaki, jebany młot?!
- zwykły, Asgardzki młot!
- to kim ty do cholery jesteś?!
- Kurwa, Loki jestem! A ty to kto?
Szybko odstawiłam nóż od jego krtani i pomogłam mu wstać. Największa zajebistość świata stoi prze mną. Właśnie sprałam Lokiego! Jeden zero bejbe!
- Vi! -wrzasnęłam. - córka Aresa!
- Aresa? -Loki przechylił głowę i wszedł w krąg światła, dzięki czemu mogłam go podziwiać w całej okazałości. Szmaragdowa koszula, czarna, skórzana kurtka, czarne rurki i przydługie, czarne włosy sprawiały że nie wyróżniał się z pośród śmiertelników. Tylko jego zielone oczy, były jak by demoniczne i błyskały przebiegle, tak jak by właśnie zastanawiał się gdzie zostawić moje zmasakrowane ciało.
- ok, normalnie już bym Cię spopielił ale że jestem bogiem oszustwa... Potrafię docenić dobrą walkę więc cię nie zabiję. -uśmiechnął się półgębkiem. Właśnie stoi przed mną bóg w którego nie wierzę.
- co cię tu sprowadza?
- ukrywam młot brata, mówiłem już, jestem bogiem oszustwa, niestety nie znam terenu. Pomożesz mi?
- no mowa! Jasne!
- a, no i masz koszulkę- rzucił mi wziętą sama-nie-wiem-skąd czarną koszulę z napisem "Loki przejmie władzę nad światem!". Dyskretnie, nie powiem. Weszliśmy do galerii handlowej. Idąc, i nie zwracając uwagi na przechodniów zdjęłam starą koszulę i założyłam nową. Przy okazji minęłam jakąś kobietę z dzieckiem która mruczała coś o szerzącej się pedofilii i pornografii. Rozczulające.
- ok, to gdzie mogę go ukryć?- spytał Loki.
- hmmm, może muzeum wojskowe?
Wzruszył ramionami.
- czemu nie. Prowadź.
Po kilku przesiadkach w metrze, po kilku kłótniach z jakimiś pojebusami i po kilku interwencjach policji dojechaliśmy na miejsce.
- ok, to tutaj. To świątynia mojego ojca więc jak byś mógł nie zrobić mi wstydu przed ojcem była bym wdzięczna.
O Bogowie, Loki to chyba jedyna osoba do której nie mówię per. "pizduś".
- nich będzie, to gdzie go chowamy?
- hej! Siostruś!- usłyszałam za swoimi plecami głos, po czym odruchowo zamachnęłam się nożem.
- Fobos, idioto! - ryknęłam.
- owszem, Fobos to moje imię.- przytaknął.- chcecie schować tego młotka? Polecam tamten niemiecki samolot wojskowy.
- dzięki, dozo!
- dozo! Mam u ciebie przysługę!- wrzasnął.
- chciał byś! A kto ratował ci dupę w tym metrze?!
- nic nie mówię!- krzyknął i rozpłynął się w powietrzu.
- to twój brat?- spytał wyraźnie zainteresowany Loki.
- niestety.- mruknęłam.- brat od strony ojca.
- chodź, już chcę mieć ten młot z głowy!
Szybko znaleźliśmy tego jebanego samolota i ukryliśmy młotka (nie, nie mówię o Lokim) w kabinie pilota.
- ok, to dzięki za przysługę- mruknął zmieszany bóg.
- spoko. No, to do zobaczenia!
- tak, zasłużyłaś więc jeśli jest coś co mógł bym dla ciebie zrobić to się nie wahaj. - i już miał odejść gdy wypaliłam:
- daszmiąuograf?
- proszę?- spytał odwracając się w moją stronę.
- czy dasz mi autograf?
- jasne.
W powietrzu pojawił się marker którym podpisał się na mojej koszuli.
- dzięki.
- eh,. co mi tam- mruknął jak by zażenowany.- masz.
Wcisnął mi w ręce tą swoją włócznię. Popatrzyłam się na niego z zachwytem. Jest jeszcze lepsza od tej którą dał mi ojciec!
- wow.- wydukałam.
- jest magiczna- wyjaśnił- ten o to niebieski kamulec wytwarza coś w rodzaju laserowych promieni. Razi na odległość pięciu metrów.
- zajebista zajebistość. Dzięki.
- teraz lepiej zamknij oczy.
- a na kij?- mimo to posłusznie zamknęłam oko (drugie jest zawsze schowane za przepaską). Poczułam czyjeś usta na swoich po czym oddałam pocałunek. Trwaliśmy tak w uścisku, gdy jakaś ręka zaczęła zjeżdżać do mojego pasa. Wolną ręką strzepnęłam ową dłoń. Trwaliśmy tak w uścisku do puki mi się nie znudziło więc kopnęłam go w brzuch.
- musisz być taka brutalna?
- ja się tak komunikuję.
- do zobaczenia.
Poczułam szarpnięcie w okolicach pępka i po chwili leżałam na trawie w Obozie Herosów.
- co się pizuś gapisz?- warknęłam do Bogom ducha winnego Larsona który akurat przechodził. Wparowałam do domku Aresa gdzie usmażyłam połowę rodzeństwa nową włócznią. To był udany dzień.
czwartek, 15 stycznia 2015
Rozdział 13 Irytująco, Irytujący Irytek czyli jak nie zirytować się zachowaniem poligestera
Dedyk dla wszystkich niecierpliwych człowieków (echem Nikola echem). Przepraszam że musieliście tyle czekać :)
Jack
Na święta nie dostałem nic ciekawego, no jeśli nie liczyć jakiegoś czarno magicznego przedmiotu (którego w ogóle nie umiem użyć ale ćśśś, teraz stoi na szawce nocnej i odstrasza kotka Flynna), paczki cukierków i podręcznika "Quidditch przez wieki" (bo co z tego, ze nienawidzę czytać?). Niestety przerwa świąteczna już się skończyła. dobra wiadomość, jutro zaczynają się ferie. Zła wiadomość, spędzę całe dwa tygodnie z rudzielcem, więc sam nie wiem, czy śmiać się czy płakać. Punz i Hick już wrócili, może uda mi się namówić go do zrobienia jakiegoś żartu temu całemu Ablecomble. Chociaż sam nie wiem... Hick nie lubi ośmieszać innych ale z drugiej strony Evana nie lubi jeszcze bardziej... Z resztą pójdę i go sam o to zapytam, przecież nic złego mi się nie stanie, nie? No bo raczej nie złapie go pod czas randki z Hofferson? Już sama ta myśl sprawiła, że zaśmiałem się pod nosem.
- te, a ty co się śmiejesz? -burknął Flynn.
- to chyba zgodne z konstytucją więc mam prawo zachować to w tajemnicy, chyba że jesteś moim adwokatem? No, chyba że nim jesteś to przepraszam.
Flynn wzruszył ramionami a ja wyszedłem. W ogóle to dziwi mnie to, ze dali mi pokój z trzeciorocznym chłopakiem. Znaczy się to takie trochę nie ten teges jest... Nie no jakie ja głupoty myślę.
- uważaj jak leziesz ty- dziewczyna zaczęła kląć jak szewc.
- te, sama uważaj -warknąłem.
- ja normalnie szłam a ty przeciąłeś mi drogę ty- i znów bluznęła potokiem przekleństw. Wow, szacun. Nie sądziłem, że drugoroczna zna ich tyle. Zaraz... Drugoroczna... Ja ją znam!
- ja cię znam! Ty jesteś ta Elsa z Ravenclawu!
- to że mnie znasz, nie znaczy że ja chcę znać ciebie! -wrzasnęła po czym odwróciła się napięcie i odeszła.
- i wzajemnie!
Zawsze myślałem, że do Ravenclawu przyjmowane są osoby inteligentne... Cóż, głąby zawsze są w cenie. Z rozmyślań wyrwał mnie skrzekwiwy głos wrzeszczący sprośne piosenki, między któymi wkładał własne przekleństwa, jedno gorsze od drógiego.
- kim jesteś?
- kim jesteś?- powtórzył. Moją osobistą papugą okazał się niesławny Irytek, Hogwardzki poltergeist (chyba dobrze napisałam... dop. autorki). Był to lewitujący karzełęk, ubrany w zielone pantalony, żółtą "oczojebną" koszulę i różowy, neonowy krawat.
- te, nie za wesoło Ci?
- te, nie za wesoło Ci?
Bluznąłem potokiem przekleństw.
- te,. chłopczyku a skąd to się takie przekleństwa zna?
- od takich zgredów jak ty!
- hahah, prawie jak Weasleyowie! Słowo daje! No nic, dzieciaczku, będę musiał naskarżyć na ciebie... -zaczął z udawanym smutkiem dy mu przerwałem.
- wypchaj się tym oczojebnym krawatem!
Kompletnie wytrącony z równowagi poszedłęm dalej szukać Krukona. Tylko właśnie, gdzie jest Haddock? Na moje szczęście obok przechodził ten cały di Angelo...
- hej! -podbiegłem do niego- wiesz gdzie jest Hiccup?
- obstawiam, że w Lesie lub na błoniach. A na twoim miejscu nie wchodził bym do lasu- uśmiechnął się krzywo. W biegu krzyknąłem "Dzięki" po czym pognałem w stronę wyjścia.
- Hiccup! Hiccup! HICCUP!
* * *
Kurdę, drę się już od pół godziny a Haddocka ani śladu! W końcu dotarłem na obrzeża lasu. Ze złością zacząłem kopać krzaki, mrucząc przy tym nie pochlebne słówka o Krukonie. I nagle gdy kopnąłem jeden z krzaków, ten złapał mnie za nogę i pociągnął do parteru. Poczułem czyjś łokieć na gardle i ktoś zasadził mi przysłowiowego "nelsona".
- co ty idioto robisz- syknął dziwne znajomy damski głos.
- kim ty do cholery jesteś?!
- użyj szarych komórek śnieżynko!
W tym momencie poczułem zapach cytryny. Tylko skąd w Zakazanym Lesie cytryny?! Zaraz, zaraz... Tylko jedna osoba ma szampon o zapachu cytryn... Merida!
- ty!- syknąłem.
- tak Sherlocku, ja! A teraz zamknij swoją szanowną jadaczkę bo nas nakryją!
- kto?!
- mówiłam ciszej! Oni- puściła mnie i wskazała podbródkiem na coś ukrytego przede mną za krzakiem. Ostrożnie wychyliłem głowę i zatkało mnie. Po prostu, totalny facepalm. Stał tam poszukiwany przez mnie Krukon i... CAŁOWAŁ Astrid! Znaczy się, nie tak całował, całował tylko tak jak by... no nie wiem! Grunt że ją całował. Nie no ja nie wyrabiam! Zachichotałem cicho. Niestety nie dość cicho.
- słyszałaś? -usłyszałem głos Hiccupa.
- tak, idziemy. -bez wątpienia Astrid.
- padnij- syknąłem do Meridy po czym popchnąłem ją w najbliższe krzaki po czym sam się nie rzuciłem. Usłyszałem szelest odgarniania liści.
- tu nikogo nie ma!- krzyknął Krukon.- masz cholerną schizofrenię prze Sączysmarka!
- ale ja naprawdę coś słyszałam- upierała się dalej.
- chodź już, bo jeszcze nas ktoś nakryje.
I znów, szuranie liści. Przez cały czas nawet nie drgnąłem, dopiero teraz wziąłem głębszy oddech.
- uff, nie wiele brakowało.- mruknąłem.
- tak ci się zdaje?- usłyszałem za sobą rozbawiony głos Punz.
- a ty co tu robisz?!- spytaliśmy jednocześnie z Meridą która spiorunowała mnie wzrokiem.
- to samo co wy.
- wiedziałem!
Przede mną pojawił się blady Hiccup i dla odmiany czerwona ze złości Astrid.
- te, Hofferson! Ktoś ci wylał farbę na twarz? -mruknąłem zgryźliwie. Dziewczyna poczerwieniała jeszcze bardziej.
- te, śnieżynko! Pilnuj swojego nosa! Poza tym nie wiedziałam, że kręcisz z Mer!
Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni po czym oboje wybuchliśmy śmiechem. Tarzałem się po ziemi dobre pięć minut.
- że ja z tym rudzielcem?!- wykrztusiłem przez łzy.
- że ja z tym bałwanem?! -wypaliła Merida po czym znów zaniosła się śmiechem.
W końcu zostaliśmy sami z Meridą tarzając się po ziemi, gdyż reszta dała sobie spokój z próbą przyprowadzenia nas do porządku.
Hiccup
Jack to idiota! Jak oni mogli mnie podsłuchiwać?! Ok, trzeba zgrywać spokojnego, nie dać ponieść się emocją. Później zaplanuję jakąś zemstę. Wracałem właśnie z biblioteki gdy nagle potknąłem się o nogę. Głupie żelastwo! Klnąc pod nosem zacząłem podnosić się na łokciach, gdy na wysokości moich oczu pojawiła się krata. Zwykła, zwyczajna kratka, jak z odpływu ścieków, jednak ta na pewno nie była zwyczajna. Aż czułem bijącą od niej moc. Gdy podszedłem bliżej, kratka odsłoniła czarną dziurę o średnicy metra. Wejść czy nie wejść? Ok, już wiem co zrobię...
* * * * * * * * * * * * * * * * *
UWAGA, UWAGA! POWOLI ZBLIŻAMY SIĘ DO KOŃCA PIERWSZEJ CZĘŚCI! OD TEGO ROZDZIAŁU JEST NAM DO NIEJ BLIŻEJ NIŻ DALEJ! a teraz cała reszta:
Ladies and Gentilmente! To chyba najkrótszy rozdział w historii bloga! Przepraszam że tak krótki ale pojawiają się w nim dwie istotne informacje, które będą miały istotny wpływ na dalsze losy bohaterów, a właściwie na całą historię. Ciekawa jestem czy zgadniecie o czo chodzi? Jak już mówiłam, rozdział makabrycznie krótki, więc w zamian jutro pojawią się dwa One Shooty i Fangerling a w środę dodam dla odmiany najdłuższy rozdział na tym blogu. Tak wiec jeszcze raz przepraszam że tak krótko... 3200 wyświetleń... KOCHAM WAS!!!! Wielbię was tak samo jak Finnicka, Tobiasa, Jasona, Czkawkę, Caine'a i Króla Juliana! KOFFFAM WAS!
1 kom= rybka dla Szczerbatka
No, chyba Szczerbatka nie zagłodzicie xd
~Wasz nie ogarnięty Shadowek
Jack
Na święta nie dostałem nic ciekawego, no jeśli nie liczyć jakiegoś czarno magicznego przedmiotu (którego w ogóle nie umiem użyć ale ćśśś, teraz stoi na szawce nocnej i odstrasza kotka Flynna), paczki cukierków i podręcznika "Quidditch przez wieki" (bo co z tego, ze nienawidzę czytać?). Niestety przerwa świąteczna już się skończyła. dobra wiadomość, jutro zaczynają się ferie. Zła wiadomość, spędzę całe dwa tygodnie z rudzielcem, więc sam nie wiem, czy śmiać się czy płakać. Punz i Hick już wrócili, może uda mi się namówić go do zrobienia jakiegoś żartu temu całemu Ablecomble. Chociaż sam nie wiem... Hick nie lubi ośmieszać innych ale z drugiej strony Evana nie lubi jeszcze bardziej... Z resztą pójdę i go sam o to zapytam, przecież nic złego mi się nie stanie, nie? No bo raczej nie złapie go pod czas randki z Hofferson? Już sama ta myśl sprawiła, że zaśmiałem się pod nosem.
- te, a ty co się śmiejesz? -burknął Flynn.
- to chyba zgodne z konstytucją więc mam prawo zachować to w tajemnicy, chyba że jesteś moim adwokatem? No, chyba że nim jesteś to przepraszam.
Flynn wzruszył ramionami a ja wyszedłem. W ogóle to dziwi mnie to, ze dali mi pokój z trzeciorocznym chłopakiem. Znaczy się to takie trochę nie ten teges jest... Nie no jakie ja głupoty myślę.
- uważaj jak leziesz ty- dziewczyna zaczęła kląć jak szewc.
- te, sama uważaj -warknąłem.
- ja normalnie szłam a ty przeciąłeś mi drogę ty- i znów bluznęła potokiem przekleństw. Wow, szacun. Nie sądziłem, że drugoroczna zna ich tyle. Zaraz... Drugoroczna... Ja ją znam!
- ja cię znam! Ty jesteś ta Elsa z Ravenclawu!
- to że mnie znasz, nie znaczy że ja chcę znać ciebie! -wrzasnęła po czym odwróciła się napięcie i odeszła.
- i wzajemnie!
Zawsze myślałem, że do Ravenclawu przyjmowane są osoby inteligentne... Cóż, głąby zawsze są w cenie. Z rozmyślań wyrwał mnie skrzekwiwy głos wrzeszczący sprośne piosenki, między któymi wkładał własne przekleństwa, jedno gorsze od drógiego.
- kim jesteś?
- kim jesteś?- powtórzył. Moją osobistą papugą okazał się niesławny Irytek, Hogwardzki poltergeist (chyba dobrze napisałam... dop. autorki). Był to lewitujący karzełęk, ubrany w zielone pantalony, żółtą "oczojebną" koszulę i różowy, neonowy krawat.
- te, nie za wesoło Ci?
- te, nie za wesoło Ci?
Bluznąłem potokiem przekleństw.
- te,. chłopczyku a skąd to się takie przekleństwa zna?
- od takich zgredów jak ty!
- hahah, prawie jak Weasleyowie! Słowo daje! No nic, dzieciaczku, będę musiał naskarżyć na ciebie... -zaczął z udawanym smutkiem dy mu przerwałem.
- wypchaj się tym oczojebnym krawatem!
Kompletnie wytrącony z równowagi poszedłęm dalej szukać Krukona. Tylko właśnie, gdzie jest Haddock? Na moje szczęście obok przechodził ten cały di Angelo...
- hej! -podbiegłem do niego- wiesz gdzie jest Hiccup?
- obstawiam, że w Lesie lub na błoniach. A na twoim miejscu nie wchodził bym do lasu- uśmiechnął się krzywo. W biegu krzyknąłem "Dzięki" po czym pognałem w stronę wyjścia.
- Hiccup! Hiccup! HICCUP!
* * *
Kurdę, drę się już od pół godziny a Haddocka ani śladu! W końcu dotarłem na obrzeża lasu. Ze złością zacząłem kopać krzaki, mrucząc przy tym nie pochlebne słówka o Krukonie. I nagle gdy kopnąłem jeden z krzaków, ten złapał mnie za nogę i pociągnął do parteru. Poczułem czyjś łokieć na gardle i ktoś zasadził mi przysłowiowego "nelsona".
- co ty idioto robisz- syknął dziwne znajomy damski głos.
- kim ty do cholery jesteś?!
- użyj szarych komórek śnieżynko!
W tym momencie poczułem zapach cytryny. Tylko skąd w Zakazanym Lesie cytryny?! Zaraz, zaraz... Tylko jedna osoba ma szampon o zapachu cytryn... Merida!
- ty!- syknąłem.
- tak Sherlocku, ja! A teraz zamknij swoją szanowną jadaczkę bo nas nakryją!
- kto?!
- mówiłam ciszej! Oni- puściła mnie i wskazała podbródkiem na coś ukrytego przede mną za krzakiem. Ostrożnie wychyliłem głowę i zatkało mnie. Po prostu, totalny facepalm. Stał tam poszukiwany przez mnie Krukon i... CAŁOWAŁ Astrid! Znaczy się, nie tak całował, całował tylko tak jak by... no nie wiem! Grunt że ją całował. Nie no ja nie wyrabiam! Zachichotałem cicho. Niestety nie dość cicho.
- słyszałaś? -usłyszałem głos Hiccupa.
- tak, idziemy. -bez wątpienia Astrid.
- padnij- syknąłem do Meridy po czym popchnąłem ją w najbliższe krzaki po czym sam się nie rzuciłem. Usłyszałem szelest odgarniania liści.
- tu nikogo nie ma!- krzyknął Krukon.- masz cholerną schizofrenię prze Sączysmarka!
- ale ja naprawdę coś słyszałam- upierała się dalej.
- chodź już, bo jeszcze nas ktoś nakryje.
I znów, szuranie liści. Przez cały czas nawet nie drgnąłem, dopiero teraz wziąłem głębszy oddech.
- uff, nie wiele brakowało.- mruknąłem.
- tak ci się zdaje?- usłyszałem za sobą rozbawiony głos Punz.
- a ty co tu robisz?!- spytaliśmy jednocześnie z Meridą która spiorunowała mnie wzrokiem.
- to samo co wy.
- wiedziałem!
Przede mną pojawił się blady Hiccup i dla odmiany czerwona ze złości Astrid.
- te, Hofferson! Ktoś ci wylał farbę na twarz? -mruknąłem zgryźliwie. Dziewczyna poczerwieniała jeszcze bardziej.
- te, śnieżynko! Pilnuj swojego nosa! Poza tym nie wiedziałam, że kręcisz z Mer!
Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni po czym oboje wybuchliśmy śmiechem. Tarzałem się po ziemi dobre pięć minut.
- że ja z tym rudzielcem?!- wykrztusiłem przez łzy.
- że ja z tym bałwanem?! -wypaliła Merida po czym znów zaniosła się śmiechem.
W końcu zostaliśmy sami z Meridą tarzając się po ziemi, gdyż reszta dała sobie spokój z próbą przyprowadzenia nas do porządku.
Hiccup
Jack to idiota! Jak oni mogli mnie podsłuchiwać?! Ok, trzeba zgrywać spokojnego, nie dać ponieść się emocją. Później zaplanuję jakąś zemstę. Wracałem właśnie z biblioteki gdy nagle potknąłem się o nogę. Głupie żelastwo! Klnąc pod nosem zacząłem podnosić się na łokciach, gdy na wysokości moich oczu pojawiła się krata. Zwykła, zwyczajna kratka, jak z odpływu ścieków, jednak ta na pewno nie była zwyczajna. Aż czułem bijącą od niej moc. Gdy podszedłem bliżej, kratka odsłoniła czarną dziurę o średnicy metra. Wejść czy nie wejść? Ok, już wiem co zrobię...
* * * * * * * * * * * * * * * * *
UWAGA, UWAGA! POWOLI ZBLIŻAMY SIĘ DO KOŃCA PIERWSZEJ CZĘŚCI! OD TEGO ROZDZIAŁU JEST NAM DO NIEJ BLIŻEJ NIŻ DALEJ! a teraz cała reszta:
Ladies and Gentilmente! To chyba najkrótszy rozdział w historii bloga! Przepraszam że tak krótki ale pojawiają się w nim dwie istotne informacje, które będą miały istotny wpływ na dalsze losy bohaterów, a właściwie na całą historię. Ciekawa jestem czy zgadniecie o czo chodzi? Jak już mówiłam, rozdział makabrycznie krótki, więc w zamian jutro pojawią się dwa One Shooty i Fangerling a w środę dodam dla odmiany najdłuższy rozdział na tym blogu. Tak wiec jeszcze raz przepraszam że tak krótko... 3200 wyświetleń... KOCHAM WAS!!!! Wielbię was tak samo jak Finnicka, Tobiasa, Jasona, Czkawkę, Caine'a i Króla Juliana! KOFFFAM WAS!
1 kom= rybka dla Szczerbatka
No, chyba Szczerbatka nie zagłodzicie xd
~Wasz nie ogarnięty Shadowek
wtorek, 6 stycznia 2015
Sowia Poczta!
Na wstępie chciała bym was przeprosić za to, ze to nie rozdział. Jest to reklama pewnego mojego bloga o hirołsach który zaczęłam pisać, tak więc bez żadnych zbędnych niedopowiedzeń zapraszam wszystkich demignoods!
Hej, jestem Daria. Mieszkam, a raczej mieszkałam w Polsce dopóki nie wydarzyło się TO. Pewnie jesteście ciekawi co takiego się wydarzyło i przewróciło moje życie do góry nogami? Cóż, dowiedziałam się, że jestem herosem, że mam rodzeństwo i że muszę wyruszyć na misję mającą na celu ocalenie Świata przed złem. A jakie to zło? My sami nie wiemy. Tylko Astraja wie co to za siła, a owa Boginii została porwana. Jedno jest pewne: nikt nie może czuć się już bezpiecznym.
zanim zginę krzyknę, że to wszystko twoja wina
Jeszcze jedno ogłoszenie! Przejrzałam ankiety i widzę że większość z was lubi Hiccupa :) Szczerze mówiąc (nie powinnam nikogo faworyzować ale ćśśś) to on jest moją ulubią postacią xd. Co powiecie na jakiegoś One Shoota z nim w roli głównej?
I następne ogłoszenie! W sprawie tej ankietki z oceną bloga., bardzo się cieszę że udało mi się zadowolić te 12 osób :) miło mi, że blog podoba się :) Jeśli macie jakieś uwagi co do mojego stylu pisania, wyglądu bloga bądź chcecie play listę z muzyką to piszcie :)
Jej, jaka ja gapa jestem! Mam dla was poświąteczną niespodziankę. Nic nie powiem, buzia na kłódkę. Ujawnię ją za tydzień ewentualnie dwa, tak więc czekam na komy i jeszcze raz dziękuje za tyle wyświetleń. Prawie ze szczęścia płacze wiedząc że ktoś to czyta :)
~Shadow
Jeszcze jedno ogłoszenie! Przejrzałam ankiety i widzę że większość z was lubi Hiccupa :) Szczerze mówiąc (nie powinnam nikogo faworyzować ale ćśśś) to on jest moją ulubią postacią xd. Co powiecie na jakiegoś One Shoota z nim w roli głównej?
I następne ogłoszenie! W sprawie tej ankietki z oceną bloga., bardzo się cieszę że udało mi się zadowolić te 12 osób :) miło mi, że blog podoba się :) Jeśli macie jakieś uwagi co do mojego stylu pisania, wyglądu bloga bądź chcecie play listę z muzyką to piszcie :)
Jej, jaka ja gapa jestem! Mam dla was poświąteczną niespodziankę. Nic nie powiem, buzia na kłódkę. Ujawnię ją za tydzień ewentualnie dwa, tak więc czekam na komy i jeszcze raz dziękuje za tyle wyświetleń. Prawie ze szczęścia płacze wiedząc że ktoś to czyta :)
~Shadow
Jeszcze
Subskrybuj:
Posty (Atom)