Witaj ludu tego bloga!
Rozdział ukaże się jutro, w prawdzie jest już napisany aczkolwiek wciąż czuję, że czegoś mu brakuje... Tak więc zapraszam na kilka one schootów zrobionych specjalnie na Prima
Aprilis. Zapytacie się pewnie: "czy ona jest aż taką idiotką, że nie ogarnia kalendarza i nie wie kiedy jest Prima Aprilis?" Cóż, opowiadania powstały wczoraj i nawet nie wiecie jaki miałam bulwers kiedy przyszedł mały demon pod postacią mojej młodszej siostry i powiedział: "won od kompa, teraz ja gram". To miłego czytania i liczę na komy c:
PS Jak sami przekonacie się po przeczytaniu, mój humor jest do bani. Nie umiem pisać śmiesznych rzeczy, zamiast tego wychodzą jakieś pokraki. To tyle.
* * * * *
" Farba"
W opowiadaniu występują postaci z anime Beyblade Metal Masters.
POV Damian
-Daaaamian!
- Czego drzesz mordę?!- warknąłem.Jack kompletnie mnie olał i wrzeszczał dalej.
-Daaaamian! Kici, kici, kici! Daaaaamiś!
- Damiś?! Ja ci zaraz dam Damisia ty wstrętny transwestyto!
Teraz już nie źle wkurzony, tupiąc nogami zszedłem po schodach na dół. My, czyli Drużyna Star Breaker, mieszkamy we trzech w Akademii HD. Mamy własny apartament. Sam dom jest świetny. Jest tam kilka telewizorów plazmowych, odjechany prysznic i co najlepsze własna arena do Beyblade. Kłopot w tym, że te wszystkie luksusy muszę dzielić z idiotą Zeo i jeszcze większym idiotą Jackiem. No w końcu halo, jestem strażnikiem Hadesu, a nie opiekunką dla płaczliwego Zeo i chorego psychicznie Jacka! Zacisnąłem dłoń na Hades Kerbecsu i rzuciłem Jackowi gniewne spojrzenie.
- Czego ty do cholery chcesz?
Znów mnie olał i przyjrzał mi się, tak jak bym był jednym z tych jego dziwnych "dzieł" sztuki.
- Słodki jesteś kiedy się denerwujesz- oświadczył w końcu a moja twarz zapłonęła czerwienią wściekłości.
- Nie jestem słodki! Jestem Strażnikiem Hadesu, najwyższą adaptacją i liderem Star Breaker! Nie jestem słodki!
- Dobrze, w takim razie jesteś uroczy.
Zacisnąłem zęby z wściekłości.
- Czego chciałeś?
- Ja? Nie wiele...
Nagle ktoś złapał mnie od tyłu i podniósł jak szmacianą lakę.
- Mam go!- z tyłu usłyszałem głos Zeo. Cholera, oni chcą mnie zgwałcić a potem porzucić moje zmasakrowane zwłoki w rzece? W sumie to się im nie dziwię... Zeo podał mnie temu świrowi (czytaj Jackowi), który zarzucił mnie sobie na plecy. Zacząłem wierzgać i wyrywać się.
- Damiś, spokojnie- wymruczał mi do ucha.
- Jak mam do cholery być spokojny ty chory psychicznie debilu?! gdzie mnie zabieracie?!
- Nie martw się. To niespodzianka.
Super. Czyli jednak gwałt. Jack zignorował moje wrzaski i szedł dalej a mnie pozostawało tylko poddać się i patrzeć przed siebie. Nie żeby to było pocieszające bo miałem widok na tył tego pawio-fila. Nagle Jack zatrzymał się i... postawił mnie.
- Dzięki za spędzenie ze mną czasu. -powiedział z przebiegłym uśmiechem.
- Masz trzy sekundy na ucieczkę. -oświadczyłem.
- Zachowujesz się jak baba z okresem- mruknął ?Jack.
- Powiedz to jeszcze raz a twoje obrazy znajdą się "przypadkiem" w niszczarce do drewna- warknąłem po czym z uśmiechem obserwowałem wściekłego Jacka.- no i kto tu ma okres?
I wyszedłem. Skierowałem się do łazienki gdzie zabarykadowałem się i wziąłem krótki (godzinny) prysznic. W końcu, z najwyższą nie chęcią i miną potępieńca wyszedłem do mojego pokoju by się przebrać. Gdy po pól godzinie udało mi się ogarnąć skomplikowaną filozofię, jaką jest zakładanie ubrań postanowiłem zobaczyć efekt końcowy. Niespiesznie podszedłem do lustra i... stanąłem jak wryty. Moje zazwyczaj niebieskie włosy były RÓŻOWE.
-JAAAAAACK! -ryknąłem. Tupiąc nogami zszedłem po schodach i wparowałem do salonu. Gdy tylko ci dwaj idioci mnie zobaczyli zaczęli się śmiać. Zeo zaczął śmiać się do tego stopnia, że spadł z kanapy i tarzał się po podłodze, z kolei Jack płakał ze śmiechu jednocześnie trzymając się za brzuch.
- On... Nie...- wykrztusił pomiędzy atakami śmiechu- Rozmazał mi... się makijaż...
- Co. To. Do. Kurwy. Nędzy. Jest?!!!!- ryknąłem wskazując na swoje włosy.
- To są drogi Damisiu różowe włosy- wykrztusił posiadacz Evil Bfalla.
- Damiś, różowa księżniczka!- wrzasnął Zeo po czym obaj znów wybuchli niekontrolowanym śmiechem- Prima Aprilis.
- Już ja wam za to odpłacę- warknąłem, jednocześnie wyobrażając sobie najgorsze tortury Hadesu z nimi w roli głównej. Nie mogę się doczekać następnego treningu.
* * * * * *
"Koszulka"
UWAGA! Yaoi, Kyoya x Nile z Beyblade Metal Masters.
PPOV Nile (czytaj Nil)
Spaliśmy z Kyoyą, kiedy do naszego pokoju wparowali Demure i Benkei.
- Wstawajcie! -krzyknął Bull- już! Za piętnaście minut druga runda kwalifikacji w mistrzostwach świata!
- Co?!- poderwaliśmy się jednocześnie z Kyoyą, co skończyło się zderzeniem naszych głów.
- Ała, masz twardą głowę- mruknął Tategami.
- I wice wersa- odpowiedziałem rozcierając sobie obolałe czoło. Kątem oka zobaczyłem zazdrosne spojrzenie Benkei'a.
- Mogli byście wyjść?- spytał w końcu Kyoya- chcemy się ubrać a on- tu wskazał na mnie- jest w samych bokserkach.
-Hej! -wrzasnąłem jednocześnie rumieniąc się- ty też masz tylko bokserki!
- Jak stare, dobre małżeństwo- mruknął również zaczerwieniony Demure- Chodź Bull.
Kiedy w końcu udało mi się wydostać z plątaniny kołdry, poduszek i ramion Kyoy zerknąłem na zegarek i zakląłem.
- Mamy pięć minut.
Obaj zaczęliśmy się ubierać, kiedy zaważyłem, że czegoś brakuje.
- Kyoya.
- Tak Nile?
- Gdzie moja koszulka i kurtka?
Spojrzał na mnie jak na wariata.
- Pojęcia nie mam.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Chłopaki, musimy już iść!
Kyoya rzucił mi złośliwe spojrzenie.
- Czyli dziś idziesz bez koszulki.
- Zabiję cię- wycedziłem przez zaciśnięte zęby. Zielono włosy tylko się roześmiał.
- Ja też cię kocham.
Ignorując natarczywe spojrzenia fanek, publiki i Kyoy, wraz z całą dróżyną Wild Fang wyszliśmy na stadion.
- Pierwsza walka!- rozległ się głos komentatora- Nile Nairu z Wild Fang, kontra Sebastian Ladris z Mizui Team! Zaraz, czy reprezentant Afryki występuje bez koszulki?!
Cały czerwony wyszedłem na arenę a mój Rywal rzucił mi zdziwione spojrzenie.
- Facet, nie wiesz że koszulki nie gryzą?- spytał z uśmiechem.
- Wiem, a wiesz że gdy mieszkasz w pokoju ze swoim chłopakiem, to potrafią one znikać?
Facet uśmiechnął się tajemniczo.
-Gotowi?! 3!
-2!
-1!
-Lei it Rip!
-Nile! - usłyszałem głos Kyoy.
- Czego?! Trochę zajęty jestem!
- Zobacz!
Odwróciłęm się i... zobaczyłem tego łajdaka, trzymającego moją bluzkę i kurtkę.
- Znalazłem! - krzyknął z triumfalnym uśmiechem. - I jeszcze jedno, PRIMA APRILIS!
- Już ja ci dam prima aprilis- mruknąłem przez zaciśnięte zęby- Horuseusie! Mistyczny krąg!
Stadion rozbłysł złotym światłem a Bej przeciwnika poszybował z zawrotną prędkością i zatrzymał się robiąc dziurę w ścianie, zaledwie trzy centymetry od głowy Kyoy.
- Kyoya skarbie- wycedziłem przez zaciśnięte zęby- Prima Aprilis.
Ten nerwowo przełknął ślinę.
- Za rok poprzestanę na tradycyjnym wiadrze wody rano.
* * * * * *
" Wszyscy kochają Jaridę"
Jako, że mam fazę na ten parring przedstawiam tego oto OS, który nie ma nic wspólnego z blogiem.
POV Jack
Kto powiedział, że miłość jest nudna? Że to tylko słowo "kocham cię", kwiaty i romantyczne, spokojne spacery? Chciał bym. Powaga. Z tym rudzielcem nie da się żyć!
- Jaaaaack!- wydarła się.
- Czego?!
- Chodź tu!
Tak wygląda nasz związek, jeśli tak to można nazwać. Z miną skazańca poszedłem do salonu.
- Czego chcia... - nie dokończyłem gdyż zostałem olśniony widokiem anielskiego ciasta. Owy tort miał trzy piętra i był polukrowany na niebiesko. Z ust pociekła mi ślina.
- Ani się waż go ruszyć, jest dla Punz, jutro ma urodziny a teraz idę spać.- mruknęła po czym ignorując mnie poczłapała do sypialni. Ja sam usiadłem obok tortu. Ależ on pachnie! I jak wygląda.... Ciekawe jak smakuje?
-Chyba nic się nie stanie, jeśli skubnę trochę...
Gdy wepchnąłem sobie do ust cały kawałek, gardło zaczęło mnie palić żywym ogniem a język wysechł na wiór.
- AAA! Wody! - krzyczałem.
- Haha- z sypialni wybiegł rudzielec z triumfalną miną. - Prima aprilis śnieżynko!
Zignorowałem ją i pobiegłem do łazienki gdzie przyłożyłem usta do kranu i zacząłem zachłannie pić wodę. W końcu pragnienie ustało a ja zdołałem wrócić do zaśmiewającej się do rozpuku Meridy.
- Ty mała, wredna...
- Oj, wiesz że cię kocham- mruknęła po czym wtuliła się we mnie. - przepraszam, zadowolony?
- Ja ciebie też kocham... -odetchnęła z ulgą, jak by przeczuwała, że zemsta nadchodzi- ... co nie zmienia faktu, że masz trzy sekundy na ucieczkę.
* * * * *
Załamuję się... Mój mózg jest dziwny. Poważnie. Za grosz poczucia humoru.