Paring: USUK
Anime: Hetalia
R: -brak-
- IGIIIRISUUU! - ze smętnych rozważań na temat toku myślenia (albo jego braku) pewnego amerykana wyrwał go irytująco wesoły głos. Anglia z ociąganiem odwrócił się w stronę głosu.
- Tak Ameryko? - spytał, siląc się na spokojny ton. Spojrzał na chłopaka wyczekująco.
- Iggy! Chodź do kuchni! Now!
Arthur westchnął, po czym powoli odłożył filiżankę z nie dopitą jeszcze herbatą na stół. Z cichym jękiem potarł skronie, jak by to miało uchronić go przed bólem głowy.
- Nie musisz krzyczeć - zaczął niespiesznie - Po za tym wyrażaj się jaśniej...
- Ale Arthur...- zaczął Jones.
- No dobra... Już idę- Kirkland podniósł się z wygodnego fotela. Z ociąganiem podreptał za młodszym krajem, który podśpiewywał nieznaną Anglii piosenkę. Pewnie któraś z czołówek tych jego gier...- pomyślał.
Wszedł do kuchni i zamarł. Wśród wszechobecnego syfu, na samym środku pokoju stał czysty, zastawiony stół. Zastawiony to złe określenie. NA samym jego środku stało ukochane ciasto Arthura, Trifle. Na przeciw dwóch dostawionych do stolika krzeseł stały kubki z herbatą i herbatnikami na spodeczkach. Arthur gwizdnął z podziwem.
- Przyniosłeś nawet biscuits...- mruknął, wpatrując się w Alfreda.
- Taaak, wiem, że lubisz cookies...
- Biscuits - poprawił go automatycznie. Ah, ten dziwny język jakim był Amerykański Angielski... Arthur nie potrafił go zrozumieć.
- To podoba ci się? - Ameryka spytał po chwili milczenia, nerwowo miętoląc skrawek swojej lotniczej kurtki. Anglia milczał, a Alfred zaczynał się coraz bardziej denerwować. Przecież tak bardzo się starał...
- Nie będziemy jeść w tym syfie - mruknął w końcu Arthur, starając się nie rumienić - Weź herbatę a ja przyniosę ciasto...
Na twarzy niebieskookiego zakwitł szeroki uśmiech, gdy z wrzaskiem szczęścia przytulił do siebie niższy kraj. Anglia po kilku nie udanych próbach odkleił od siebie rozradowanego Amerykę i ostrożnie ujął szklane naczynie, w jakim znajdowało się ciasto. Już miał położyć je na stole gdy nagle zahaczył stopą o dywan. Z krzykiem zaskoczenia upuścił ciasto, zaciskając powieki w przygotowaniu na spotkanie z ziemią. Nic takiego się nie stało. Po kilku sekundach otworzył oczy i spojrzał na swojego wybawcę. Alfred wpatrywał się w niego tymi swoimi niebieskimi oczami z szerokim uśmiechem na ustach .
- Nic ci się nie stało? -spytał zatroskany.
- Nie... Ale ciasto... - Arthur spojrzał na mieszaninę kremu, owoców i szkła aktualnie znajdującą się na podłodze jego domu- przecież tak się nad nim napracowałeś - dodał.
- Holy Shit, Arthur! - krzyknął zdenerwowany Ameryka - najważniejsze że tobie nic nie jest!
Anglia uśmiechnął się, wyjątkowo postanawiając zostać w objęciach Alfreda jeszcze chwilę. Stali tam, tak przytuleni do siebie a ogień tańczący w kominku rzucał kolorowe cienie na ściany i ich samych. Kirkland westchnął wdychając przyjemny zapach włosów Alfreda, na co ten przytulił go mocniej. Zapanowała cisza przerywana tylko ich miarowymi oddechami gdy nagle odezwał się Arhur.
- To jest Bloody Hell a nie Holly Shit.