niedziela, 1 marca 2015

W sumie sama nie wiem co to jest...

W ramach przeprosin za tak długi brak rozdziału, wstawię moje opowiadania z pewnych Stronkowych Igrzysk (odpadłam trzeciego dnia xD). Rozdział ukaże się najprawdopodobniej jutro lub we wtorek, w okolicach osiemnastej (chyba że wyrobię się dziś). Dziękuję wam, moi drodzy czytelnicy którzy dzielnie czekaliście aż ten leń (czytaj: ja) wstawi cokolwiek z tych swoich wypocin. Tak więc zainteresowanych zapraszam do czytania c:

Wprowadzono mnie do sterylnie białego pomieszczenia, gdzie czekało na mnie dwoje ludzi. Moja ekipa przygotowawcza. Starsza kobieta miała bladą skórę, nienaturalnie wąskie wargi i elektrycznie niebieskie oczy, że o peruce w ohydnym odcieniu karmazynu nie wspomnę, natomiast mężczyzna był wysoki, miał niebieskawą skórę, szpakowate, krótko obcięte włosy i tonę makijażu na twarzy.
- witaj -zaczął oficjalnym tonem.- jestem Kasjusz, a to Andromeda. Będzie....
- tak, tak, wiem! -przerwałam mu -jesteście moją ekipą przygotowawczą. Bierzmy się do pracy bo zamierzam wygrać te Igrzyska!
Kasjusz klasnął w dłonie natomiast Andromeda westchnęła z dezaprobatą.
- zawsze to samo- mruczała "upiększając" mnie- zawsze tak samo pyskaci! My im pomagamy a te małe, wredne...
Reszty nie dosłyszałam gdyż akurat miałam te nieprzyjemność pozbawić mojej skóry wszystkich włosków. Mimo potwornego bólu siedziałam cicho. Przecież na Igrzyskach czekają mnie straszniejsze rzeczy niż depilacja! Podniesiona na duchu niemal uśmiechnęłam się. Znacznie łatwiej jest być sarkastyczną i zimną egoistką, szczególnie gdy w najbliższej przyszłości ma się zaplanowane zabicie dwadzieściorga trojga rywali. Tak, rywali. To nie są moi przyjaciele, jestem tu po to by ich pozabijać, jednego po drugim. Przypomniała mi się sytuacja z przed kilku lat. Z rodzicami i starszą siostrą oglądaliśmy ćwierćfinał Igrzysk. W trakcie jednej z krwawych bójek krzyczałam żeby trybutka z naszego dystryktu dobiła tamtego chłopaka (Pfff, bo co z tego ze mnie nie słyszała?). Wtedy mama z niedowierzaniem zapytała się czy nie żal mi tego chłopaka. Ja odpowiedziałam "to są Głodowe Igrzyska. Tu nie ma miejsca na litość, żal i przyjaźń". Tej zasady będę się trzymać.
- gotowe- westchnął Kasjusz tym samym wyrywając mnie z rozmyślań. Oboje z Andromedą wyszli zostawiając mnie samą. Po kilku minutach drzwi otworzyły się ponownie, lecz tym razem weszła p[rzez nie młoda kobieta z tonom makijażu na twarzy, czerwonymi włosami i zielonymi oczami.
- hej, z tego co powiedział mi Kasjusz jesteś strasznie pyskata więc uprzedzam Cię, nie przerywaj mi -przemówiła władczym tonem- jestem Topaz.-Poważnie? Topaz? - i przygotuję cię do parady trybutów. Weź to i się przebierz!
Rzuciła mi dużą, czarną walizkę.
- ja idę pogadać z ekipą o twoim makijażu -rzuciła na odchodne. Pięknie i znów jestem sama. Sukienka była piękna, trzeba było jej to przyznać. Była czarna, jak by cała z drobnych piórek. Owe piórka były prawdopodobnie wykonane z grafitu, miały mroczny połysk który działał jak czarna dziura- gdy już raz na niego spojrzałeś nie możesz oderwać od niego wzroku. Kreacja sięgała mi do kolan, zakrywała dekolt aż do szyi i ramion. Do tego czarne skrzydła (również z tego samego materiału) mające rozpiętość około półtora metra i wiązane sandały "Rzymianki". Wow to mało powiedziane. Z niemalże nabożną czcią podniosłam strój. Był zadziwiająco lekki, czyli piór nie wykonano z grafitu... Jakoś udało mi się pozakładać wszystko na właściwe części ciała. Gdy tylko skończyłam weszła moja ekipa w pełnym już składzie. Kasjusz i Andromeda poprawili mi makijaż po czym kazali mi przejrzeć się w lustrze. Oniemiałam. W lustrze stała piękna dziewczyna. Blada, dostojna twarz, krwistoczerwone usta, zielone oczy przepełnione pogardą i wysokie upięcie czarnobrązowych włosów sprawiały że dziewczyna z lustra wyglądała jak mroczna bogini. Piękna i potężna, zdradliwa niczym noc kusząca słodkawą wonią śmierci.
- wyprostuj się i idziemy. Dokładnie tak, musisz utrzymać tę pogardę. Z resztą dla ciebie nie powinno to być trudne... -mruknęła Andromeda. Przeszliśmy do dużej hali z dwunastoma rydwanami zaprzężonymi w czwórki koni. Topaz (zleję się ze śmiechu przez to imię!) poprowadziła mnie do drugiego od wrót rydwanu, zaprzężonego w skarogniade konie. Trybut z mojego dystryktu też wyglądał całkiem nie źle.
- pamiętajcie- szepnęła Topaz- pogarda dla całego świata!
I mówiąc to odbiegła. Niespiesznie podeszłam do jednego z ogierów ciągnący nasz rydwan. Nigdy nie widziałam tak dobrze odżywionego konia, tak silnego i pięknego. W naszym dystrykcie, jeśli już w ogóle mamy konie, to pracują one w kopalniach, z tego powodu nie są one zbyt zdrowe i urodziwe. Powoli przejechałam palcem od ganasza aż do chrap.
- piękny jesteś, wiesz? -szepnęłam- jeśli uda mi się tu powrócić żywa, to obiecuje ci że nie będziesz już musiał ciągnąć tych rydwanów. A tymczasem żegnaj.
Odwróciłam się w stronę rydwanów i przybrałam sztuczny uśmiech. Na Igrzyskach liczy się spryt i przebiegłość a tak się składa że tych dwóch mam pod dostatkiem!  Po za tym po co robić sobie wrogów z zawodowców? Zamiast tego mogę zawrzeć z jednym z nich prawdziwy sojusz i wybić pozostałych, teraz trzeba tylko wiarygodnie grać. To zabawne, że większość ludzi tańczy jak im zagram i nawet się nie orientują kiedy wbijam im metaforyczny nóż w mniej metaforyczne plecy. Ustawiłam się wygodnie w rydwanie i czekałam aż wszystko ruszy.
- panie i panowie, mam zaszczyt przedstawić tegorocznych trybutów!
Rydwany zaczęły się powoli wytaczać na ulice Kapitolu. Ludzie wiwatowali i rzucali w nas kwiatami. Idioci... Spojrzałam na duży ekran w telewizorze... Na swoją twarz, twarz pełną pogardy, arogancji i dumy. Twarz wokół której strój wysysał niemal całe światło stwarzając wrażenie mroku. Ciekawe jaka broń będzie na arenie? Ciekawe jaka będzie arena? Szczerze mówiąc z bronią nie będzie problemu, potrafię zabijać wszystkim oprócz oszczepu. Szczególnie bronią dalekiego zasięgu, jak łuk czy noże. Nie pogardzę jednak sztyletem czy mieczem. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Prezydenta. "Bla bla bla witam na Igrzyskach, bla bla bla trybuci, bla bla bla i niech los zawsze wam sprzyja" No nie dokładnie to powiedział, ale ja tyle zrozumiałam. Rydwany odwiozły nas do Ośrodka szkoleniowego gdzie mogłam w spokoju odpocząć od tego stada dzikusów jakim są mieszkańcy Kapitolu.

~****~

Siedziałam na ławce cała w nerwach. Na ocenę indywidualną wyszły już obie osoby z jedynki i partner z mojego dystryktu. Teraz pozostaje czekać aż wywołają i mnie. Pod czas treningu pokazałam moją sztandarową umiejętność, moją dumę i chwałę- noże. Tak naprawdę równie dobrze posługuję się mieczem, sztyletem i łukiem, jednak to rzucanie nożami jest moją dumą i radością. Wcześniej postanowiłam, że na treningach ujawnię tylko umiejętność walki sztyletem i rzutu nożami. Chcę, by reszta zawodowców i trybutów wzięła mnie za nie bezpieczną ale jednocześnie myślała, że wie wszystko o moich umiejętnościach. Celowo unikałam stanowisk z walką mieczem i łukiem, za to chętnie trafiałam w ruchome cele czy pokonywałam asystenta przy walce sztyletem. Pozostałe umiejętności ukryję w równej mierze przed organizatorami jak i przed zawodowcami. Nie chcę wypaść jako jeden z najlepszych trybutów, gdyż przez to w głowach moich rywali (i zawodowców) zagnieździ się myśl: "jest silna. Zagraża nam." A co robi się z zagrożeniem? Eliminuje. A ja nie chcę być wyeliminowana. Ja chcę wyeliminować ich. Usłyszałam, że wyczytują moje nazwisko. Rzuciłam w stronę reszty czekających promienny uśmiech (niech myślą, ze pójdzie im ze mną łatwo lecz tanio swojej skóry nie sprzedam!) po czym weszłam przez duże, metalowe drzwi do szerokiego pomieszczenia, oświetlonego jarzeniówkami. W środku były sprzęty do ćwiczeń, w tym kukły, farby, ludzkie sylwetki, ciężary i inne rzeczy których nawet nie umiem nazwać. Z drwiącym uśmiechem podeszłam do nietkniętego stanowiska z nożami. Gdy tylko wzięłam jedno z zimnych ostrz do ręki ogarnęła mnie euforia, swego rodzaju fanatyzm. Gdy mam w ręku nóż to tak jak bym stała się władcą, to ja rozdaję karty, wy przyjmujecie co daję. To ja będę panią Igrzysk! Niespiesznie wzięłam jeszcze pięć ostrzy po czym podeszłam do ludzkiej sylwetki. Organizatorzy z uwagą śledzili każdy mój ruch. Debile... Niby są tacy mądrzy i w ogóle a posyłają nas na śmierć! Śmierć ku uciesze tłumu obrzydliwie bogatych idiotów! Wzięłam pierwszy nóż i częściowo ząbkowanym ostrzu. Z niemal euforią rzuciłam nim w kukłę. Wyobraziłam sobie, że kukła ma twarz jednego z organizatorów. Pierwszorzędny strzał. Broń poszybowała w sam środek klatki piersiowej. Przyspieszyłam tempo, w biegu zaczęłam rzucać do poszczególnych rzeczy, a każda z nich zyskiwała twarz jednego z tych staruchów siedzących i notujących ile punktów dostanę! Worek treningowy o twarzy głównego organizatora- mocniej! Tarcza rzutkowa z twarzą koordynatora Igrzysk- mocniej! Kukła z twarzą prezydenta- mocniej!  Wszystkie strzały były celne. W teorii nie wolno przygotowywać dzieci do Igrzysk. W praktyce w dwójce mamy akademię szkoleniową. To tam, od siódmego roku życia ćwiczę rzuty nożami. Gdy dziesięć ostrz utkwiło w poszczególnych przedmiotach złapałam za sztylet i z uśmiechem zaczęłam robić uniki i pchnięcia. W końcu rzuciłam sztyletem w jedną z lamp. Trafił idealnie zagłębiając się w sufit aż po rękojeść. Żarówka w  którą trafiłam przestała świecić tak, że w pokoju zapanował półmrok..
- już może pani odejść- odezwał się jeden z organizatorów a ja posłusznie wyszłam. Cała idea tych cholernych Igrzysk może się walić. Wszyscy Kapitolończycy to Idioci, naiwni idioci którzy co roku skazują na śmierć dwadzieścioro troje młodych ludzi. Na samą tą myśl ogarnęła mnie zimna furia. To przez nich podpisano na mnie wyrok śmierci, teraz tylko muszę wywalczyć sobie podstępem drogę, by żyć. Drogę, na której staną mi dwadzieścia trzy osoby. Teraz są dwadzieścia trzy osoby. Później będą dwadzieścia trzy trupy. To postanowione.
~****~
Trwa odliczanie. 60. 59. 58. 57 Rozglądam się. Widzę góry, równinę i jezioro. 43. 42. 41. 40. Skupiam wzrok na Rogu Obfitości i przygotowuję się do biegu. 37. 36. 35. 34. Wzrokiem przeczesuję pakunki w rogu. W końcu odnajduję znajomy błysk noża. Z goryczą zauważam tylko dwa ostrza. Będę musiała do nich dobiec. 22. 21. 20. 19. Oprócz tego widzę też siekierę którą postanawiam za wszelką cenę posiąść. Przyda się też jakiś plecak ze śpiworem i noktowizor. Na szczęście wszystko leży na przeciwko mnie. Wystarczy tam dotrzeć. 16. 15. 14. 13. Przygotowuję się do biegu. 10. 9. 8. 7 Muszę tam dobiec. 5. 4. 3. 2. 1. Słyszę wystrzał i drę się ile sił w płucach jednocześnie biegnąc.
- uwaga, zmiechy!!!!!! (oo, tyle wykrzykników nawaliłam, ze rzeczywiście głośno xd dop. autorki) Większość trybutów staje i rozgląda się nerwowo. Tylko dwoje zrozumiało, że to podstęp. Niestety dla nich byli ode mnie dużo wolniejsi więc byłam pierwsza przy Rogu. Po drodze porwałam jeden z plecaków. W pośpiechu zagarnęłam dwa noże, śpiwór, zestaw do wspinaczki i siekierę. Wszystko było zaskakująco lekkie. Czasem przydaje się być tęgim z szeroko rozstawionymi barami. Większość trybutów była dopiero w połowie drogi do Rogu Obfitości więc w pośpiechu udało mi się złamać trzy oszczepy. Sama nie umiem ich używać, więc nie da to moim przeciwnikom przewagi gdyż rozsądnie, ostre końce oszczepów schowałam do kieszeni spodni.  Nie mam zamiaru (przynajmniej na razie) rzucać nożami gdyż mam ich tylko dwa. Zamachnęłam się siekierą na chłopaka biegnącego w moją stronę. Nie wiem czy go zabiłam czy tylko "uszkodziłam" i nie interesuje mnie to. Większość trybutów już odbiegła a pozostali schodzą mi z drogi. Pewnie myślą, że mam na pęczki noży, poza tym wiedzą że jestem zawodowcem, ergo wiem jak zabijać.  Cóż, nie dziwie im się szczególnie że widzieli jak rzucam w ruchome cele. Biorę jedną z metalowych końcówek które poodcinałam od włóczni i rzucam w trybutkę. Trafił. Od teraz będę wykorzystywać końcówki jak noże. Szybkim ruchem wyszarpnęłam ostrze z jej brzucha po czym puściłam się sprintem w stronę sektora 4. Z doświadczenia wiem, że nikt nie wybierze tego miejsca. Na wysokim drzewie będę miała doskonały widok na resztę sektorów, a gęste poszycie zapewni mi maskowane. Na równinie rośnie kilka zbóż więc z głodu nie umrę. Poza tym mam stosunkowo bliską odległość do sektora piątego w którym zapewne jest mnóstwo roślin jadalnych i zwierząt. Nie wybrałam się tam ponieważ primo, do tego sektora skieruje się większość trybutów, secundo, roi się tam od drapieżników a każde z pozoru bezpieczne miejsce na arenie za parę dni prawdopodobnie wybuchnie. Przeżyłam jadkę przy Rogu Obfitości. Teraz pozostaje przeżyć resztę tego piekła.

~****~
Ok, mam sojusznika. Trzeba będzie przejrzeć naszą bron. Siadamy w cieniu drzewa i rozkładamy nasz dobytek. Mamy dwa topory, śpiwór (tylko jeden...), zestaw do wspinaczki, gogle, plecak i nóż. Przynajmniej jeden... Wspólnie ustalamy, iż nie ma sensu siedzieć na otwartej przestrzeni, szczególnie, że tu nie ma nic do jedzenia. Na równinie mogą występować jadowite węże więc proponuję, żebyśmy zrobili sobie "prowizoryczne buty". Oboje zdejmujemy kurtki po czym owijamy sobie nimi nogi aż do kolan. To powinno ochronić nas przed ukąszeniem. Niestety mamy tylko dwie kurtki i plecak. Mój sojusznik owija sobie nogi plecakiem i swoją kurtką więc nie mam wyjścia i zdejmuję swój podkoszulek po czym owijam sobie nim i kurtką nogi. Cały czas powtarzam sobie że przeżycie jest ważniejsze od tego, że całe Panem ogląda właśnie mój stanik. Idąc przez równinę, trzonami toporów obstukujemy drogę przed nami by przypadkiem nie wpaść na węża.Cały nasz bagaż musimy nieść w rękach więc jest to upiornie nie wygodne. Nagle od prawej rozlega się syk. Bez wahania rzucam nożem w tamtą stronę, dzięki czemu zabijam węża. I już jest trochę więcej jedzenia. W końcu udaje nam się wyjść z równiny i dojść na skraj polany na której stoi Róg Obfitości. Ostrożnie podchodzimy do niego i sprawdzamy czy jest pusty. Jest. Najwyraźniej, jeśli ktokolwiek tu był to poszedł na polowanie.  Wchodzimy do środka. Słońce zaczyna powoli chylić się ku zachodowi. Ustalamy, że lepiej nie będzie manifestować naszej obecności tu, więc ja zostaję w środku i przeszukuję to co zostało pod czas gdy mój sojusznik idzie zastawić wnyki na skraju piątego sektora. W końcu wraca i informuje mnie, że jest tam kilkoro trybutów. Super. Rozpala on ognisko po czym zjadamy jedną trzecią chleba i oporządzamy węża którego następnie pieczemy. Jego skóra może się jeszcze przydać więc chowam ją do plecaka. Udaje nam się też rozróżnić gruczoł jadowy, dzięki któremu zyskujemy truciznę. Zgodnie ustalamy, że polować będziemy w piątce, a nocować przy Rogu Obfitości. Jeśli ktoś tu przyjdzie... cóż, jego strata. Na polowania będziemy zabierać wszystkie nasze rzeczy, a dla bezpieczeństwa za jakieś dwa dni przeniesiemy się do innego sektora. Gdy zaczyna się zmierzchać (robić ciemno) wdrapujemy się na dach a ja staję na warcie, po jakieś godzinie mam obudzić sojusznika. Z kolei on obudzi mnie gdy zacznie świtać i wtedy zejdziemy do środka Rogu, żeby być na lepszej pozycji w przypadku gdy by doszło do walki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz