On.
Proste słowo, a konkretniej rzeczownik. Dwie litery. Jedna samogłoska. Tyle różnych zastosowań. Można nim określić ludzi, zwierzęta, wszytko. To dzięki niemu znam ten wyraz. Tak ładnie brzmi. On On On On On On. To prawda, że gdy cały czas powtarzamy jedno słowo nabiera ono szczególnego znaczenia. Zaczyna inaczej brzmieć.
Nie.
Prosta partykuła mająca na celu wyrażenie sprzeciwu. Trzy litery. Dwie samogłoski. Większość ludzi nie potrafi odmawiać, stanowczo wypowiedzieć jednej, głupiej odzywki. Przecież to proste. Banalne. Nie Nie Nie Nie ie Nie Nie. Przecież wypowiadamy to słowo nie zliczoną ilość razy dziennie. A to odmawiając dokładki obiadu, a to informując o nie powodzeniu misji. Jak widać, partykuła jest uniwersalna.
Żyje.
Termin informujący o aktywnych funkcjach życiowych. Cztery litery. Dwie samogłoski. Od wieków ludzie zastanawiali się po co żyją? Czym jest życie? I czemu jest tak ulotne? Pewnie będą zastanawiać się nad tym jeszcze przez długi czas.
On nie żyje. On nie żyje. On nie żyje. On nie żyje.
- On nie żyje- wyszeptałem cicho. Trzy słowa. Jeden rzec rzeczownik, jedna partykuła i przymiotnik. Dziewięć liter. Pięć samogłosek. Oddzielnie te zwroty nic nie znaczą, jednak razem... Razem wywołują ból większy niż stalowe noże. Istną agonię. Po mich policzkach powoli spłynęły dwie, perliste łzy skapując na jego spokojną, bladą twarz. To nie fer. Cholernie nie fer. Czemu on? Czemu nie ja?
- Eren- ktoś położył mi dłoń na ramieniu. Kapitan Erwin. On też musiał cierpieć, w końcu stracił przyjaciela. Spojrzałem na Niego jeszcze raz. Czarne, zazwyczaj schludnie ułożone włosy rozsypane były kaskadą wokół Jego drobnej twarzy, tworząc swego rodzaju aureolę. Kolejne łzy, tym razem wsiąkające w materiał zielonej peleryny ze skrzydłami wolności. No tak. Ktoś podciął twe skrzydła, już nie polecisz. Nigdy więcej nie wyjedziesz po za mury. Upadłeś, a niebo przysłonił szkarłat twojej krwi. Teraz jej nie ma, Twoje ciało jest czyste i gotowe do ostatniej, wielkiej ceremonii. Wiem, że powinienem przestać mówić tak ja byś ze mną był. Nie mogę. Staram się. Naprawdę się staram, mimo iż wiem że na Kapralu Levim starania nie robią żadnego wrażenia. To uczucie... Czym ono jest? Czemu tak boli? Ta apatia męczy mnie, od agonii dawno już mnie mdli. Obiecałeś... nie. OBIECAŁ że mnie obroni. I połowicznie dopiął swego. Ale tylko w połowie. Kto obroni mnie przed osunięciem się w beznadziejną pustkę? Kto poskłada moje serce, rozbite na tysiące pojedynczych odłamków? Nie wiem. Kolejne łzy rozbiły się o świeżo rozkopaną ziemię. Przyłożyłem prawą dłoń do piersi, stając na baczność ze strumykami łez sunącymi po mojej twarzy.
- Żegnaj, heichou- stojąc w bez ruchu po raz ostatni na ciebie spojrzałem. Teraz rozumiem. To czysta udręka, powoli zabijająca mnie od środka.
PRZEEEEEEEEEEEEEEEEEEPRAAAAAAAAAAAAASZAAAAAAAAAAAAM!
Lista rzeczy ważnych które muszę zakomunikować:
- 12. 08 były urodziny bloga. Roku. Kurdebele rok już tutaj zanudza was tą swoją pseudo twórczością. Oczywiście nie miałam wtedy komputera....
- Lipiec. Urodziny Kotaro Hayamy. Oneshoot już w drodze.
- 7 Lipca. Urodziny pewnej zrzędy zwanej Midorima. Oneschoot już powstaje.
- 18. 08 moje urodziny c: Zdjęcia prezentów wkrótce ( magiczne gadżety "otaku" idą kurierem)
- Sprawa najważniejsza. PRZEPRASZAM ZA NIE PISANIE ALE NAJPIERW OBÓZ, POTEM WYWIEŹLI MNIE NA JAKIEŚ ZADUPIE I W KOŃCU WRÓCIŁAM DO WARSZAWY c:
W sumie tyle. A co do Shoota... Miał być angst ale jak to czytam to się z tego ryje xD Szykujcie się na coś z Durarary albo Tokyo Ghoula którego skończyłam drugi sezon. Odcinki od 7 do 12- Shadow ryczy, poduszki, chusteczki i kot są całe we łzach i smarkach a koc pognieciony i zmolestowany c: Tak więc do (miejmy nadzieję) następnego posta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz