środa, 15 października 2014

Rozdział 7 Pierwszy mecz

Merida
Październikowe deszcze zaczęły powoli ustępować chłodom listopada. Jedynym plusem tych dni było to iż ze względu na fatalną pogodę przerwano lekcje astronomii. 31 (czyli jutro) października miał rozegrać się mecz, Gryfoni kontra Ślizgoni. Od kapitana drużyny dowiedziałam się, że będziemy grać w deszczu i błocie. Współczułam szukającym gdyż szacowana widoczność to dwa metry. W przed dzień meczu kapitan zawołał zebranie.
- Posłuchajcie -zaczął- dla nikogo nie jest tajemnicą że Ślizgoni będą oszukiwać. Szczególnie martwi mnie ten cały. Frasty? Fristy? No jak mu tam...
- Frost - podsunęłam.
-Tak!  Ten Frost wygląda mi na takiego typa który dba tylko o siebie... Tak wiem że jest z pierwszej klasy - dodał poirytowany kapitan widząc rozbawienie na twarzach drużyny- to że jest on nas młodszy sprawia też że jest zwinniejeszy i szybszy. Luke! - Skarcił szukającego, który miał atak niekontrolowanego chichotów, po czym kontynuwał- Castellan, nie śmiej się bo wszyscy dobrze wiemy, że to szukający jest głównym celem fauli! Radze wam unikać Frasta...
-Frosta. - przerwałam.
-tak właśnie powiedziałem, więc Frosta, Averrego, Raithara i Cowell.
-Cowell? - zdziwił się Scot- przecież to dziewczyna...
- może i dziewczyna, ale jest pałkażem, a co za tym idzie w jej posiadaniu jest duży kij który z nieukrywaną przyjemnością rozbiła by na twojej głowie, szczególnie za tego Upiorogacka którego posłałeś jej na eliksirach...
                                                                 *******
Nadszedł ten dzień. Nie padało, lecz nad nami wisiały ciemne chmury. Po przedmowie Finnigana (kapitana) przebraliśmy się w szkarłatno-złote szaty Gryfonów. Czułam tremę. Tyle trenowaliśmy, i co? Co jeśli przegramy... Nie! Skarciłam się w duchu, wygramy. MUSIMY wygrać. Chcę udowodnić Frostowi, że jako dziewczyna nie latam gorzej od niego! Chyba zaczynam dostawać paranoi. Za kapitanem wyszliśmy na boisko. Na samym środku stała profesor Hooch.Na jej szyi wisiał srebrny gwizdek a po jej minie było widać iż bardzo chce go użyć. Oprócz gwizdka dzierżyła Srebrnego Groma 1435 i drewnianą skrzynkę ze zniczem, tłuczkami i kaflem.
- kapitanowie, podać sobie dłonie!
Finnigan śmiało podszedł do kapitana Slytherinu, chyba nazywał się Ivonnie... Jak na potwierdzenie profesorka ponagliła go:
- Vincent! Oh, Ivonnie szybciej!
Chłopak wyglądał jak zapaśnik, był muskularny i tęgi. Miał brązową szczecinę na głowie i małe, mętne oczka. Wraz z Oliverem wymienili uścisk dłoni po czym usłyszałam gwizdek. Zaczął się mecz.

*narracja trzecioosobowa*

- Ruszyli!- po błoniach poniósł się donośny, męski głos- Gryfoni przy piłce! Dunbroh, Hofferson, Symour... uuuuu- po boisku potoczyło się zawodzenie Gryfonów- Frost blokuje Saymoura który ledwo trzyma się na miotle... Ślizgoni przy piłce, Avery, Dionne, Avery, Avery przy bramce i- z zielono srebrnego sektora wydobył się jęk- świetne zagranie pałkaża Gryfonów, Lawrence i Thorton posłali dubla w stronę Averego, dubel* pięknie trafia! Hofferson przy piłce, Davies blokuje i... - wszystkie sektory, oprócz Ślizgonów zawyły - FAUL! FAUL! Po tym okropnym oszustwie...
- Damon...- Profesor Scot upomniał komentatora.
- po tym jawnie oburzającym zajściu...
- Damon, jako komentator musisz być bezstronny!
- Ok! Po tym FAULU - położył nacisk na to słowo, dobitnie wymawiając każdą literę.- Finnigan zażądził przerwę. -po kilku minutach na boisko wychodzą Gryfoni- Hofferson schodzi z boiska, zamiast niej wchodzi Lewis McCurly. Pani Hooh wznawia grę i zarządza żut wolny dla Gryfonów. Dunbroh podaj do Saymoura, lecą do bramki i... GOL!
 Seventh podaje do Frosta... chyba się nieźle wkurzył bo leci jak wariat, sam przeleciał przez połowę boiska! Chłopak ma talent nie ma co! Wymija całą drużynę Gryfonów i GOL! Panie i Panowie, właśnie oglądamy przyszłego kapitana Ślizgonów! Zaraz?! Czy Castellan widzi znicza? - wszyscy na widowni zamarli widząc nurkującego Castellana.- Valdez rusza za nim... Idą łeb w łeb i...

- wstrzymał oddech- Castellan ma znicza!

Rozległy się wiwaty tak głośne, iż osoba stojąca na błoniach mogła by pomyśleć że na stadionie wybuchła bomba, taki był aplauz Gryfonów, do którego dołączyli się Krukoni, Puchoni i jeden biało włosy Ślizgon...
Merida natychmiast odnalazła Jacka.
-Zgarniamy Punzie i idziemy do Hicka. - widząc pytające spojrzenie blądyna szepnęła- miałam przeczucie.
                                                                       

                                                                      *****
Dziękuję za ponad pół tysiąca wyświetleń :* Ale ciężko było opisać ten mecz! Wiem, że dla miłośników Slytherinu wynik meczu jest niezadawalający, ale to się zmieni. Opisałam tylko perspektywę Meridy ponieważ miała ona chyba najmniej rozdziałów. A, i tak wogóle od teraz zamiast Hiccup, będę Cristal Creative. Wciąż jestem tą samą blogerką, tylko login mam inny :) I to chyba tyle... A no i prooooooooszę, komentujcie. Komy można dodawać nawet jako anonim. Papa i zapraszam na mojego nowego bloga.



* " Obaj pałkarze uderzają w tłuczek jednocześnie, co znacznie wzmacnia siłę odbicia i zwiększa zagrożenie atakowanego żelazną piłką przeciwnika " Quidditch przez wieki str. 60

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz