środa, 22 października 2014

Rozdział 8 Jack Frost zawsze ma plan Rudzielcu

Jack

Razem z Meridą popędziliśmy w tłum szukać Punzie.
- Jak my ją tu znajdziemy?! - wrzasnąłem.
- szukaj długich, złotych włosów, jak u elfów.
- ale elfy nie mają włosów, one mają futro...
-no, mugole wyobrażają je sobie jako dwu metrowych terminatorów naparzających do wszystkiego co się rusza z łuku. No wiesz... z długimi blond włosami, spiczastymi uszami... z resztą nie ważne, opowiem Ci o nich kiedy indziej, tylko musisz mi przypomnieć... Jest! PUNZIE!
Jak na komendę Puchonka odwróciła się.
-Idę!
Podbiegła do nas uradowana.
-Mer, gratuluje zwycięstwa! Sorry Jack, może na...
-później omówimy quidditcha, teraz idziemy do Skrzydła Szpitalnego- widząc pytające spojrzenie mruknęła- JUŻ.

*****

Merida wpadła jak rudowłsy huragan do skrzydła szpitalnego, po czym zaczęła drzeć się na całe gardło.
-Haddock! Cholera jasna, rusz się tu!
- ciszej, bo nas z tąd wywalą- syknąłem.
-mam to gdzieś, Haddock!
-Panno Dunbroh,-podskoczyłem ze strachu na dźwięk tego głosu- pani zachowanie jest kary godne! Gryffindor traci dziesięć punktów. Proszę ni krzyczeć w miejscach publicznych!
Merida jak porażona prądem odwróciła się do tyłu. 
-A co do pana Haddock'a którego tak usilnie nawołujesz, godzinę temu go wypisałam. Jest w Ravenclawie. 
 ******
Po wyjściu ze szpitala ruda zwróciła się do nas.
- idziemy do Ravenclawu.
-ale nie możemy...-zaczęła Punzie.
-mam to gdzieś. Miałam, no coś na kształt wizji, chociaż nie, to tak jak by jakiś głosik szeptał w mojej głowie.
Westchnąłem.
-niech ci będzie, ale jak się tam dostaniemy?-zapytała Punzie.

Merida

- to już zostawcie mnie- powiedział Frost zacierając ręce z przebiegłym uśmieszkiem.
- a jak tego dokonasz śnieżynko?
- och, obraża mnie twój brak wiary, ale pozwól, że powiem Ci coś co będziesz musiała zapamiętać do końca swych nudnych, szarych dni: Frost ZAWSZE ma plan Rudzielcu.
Eh, co za idiota! Szkoda słów.
- załużmy, ze masz plan i co dalej? -zaczęła ostrożnie Punzie. Po tonie jakim to powiedziała można łatwo wywnioskować, że jest nastawiona sceptycznie do całego pomysłu.
- no pomyślcie, wysilcie szare komórki!- mruknął zirytowany Frost- do pokoju Krukonów nie ma hasła. Trzeba po prostu wejść. Poza y, czy ktoś ma lepszy plan? Tak myślałem. Za mną.

                                                         *****
Pięć minut później staliśmy przed dębowymi drzwiami z mosiężną kołatką w kształcie orła.
- aaaaaa, czyli to tak działa. Przeklęty Flyn, oj już jemu się dostanie za wrabianie mnie!
- czekaj! - zaczęłam wściekła- czyli ty nie wiesz jak się tam dostać?
-no, nie to że nie wiem, bardziej nie umiem się tam dostać, pasuje ci taka wersja?
- jeszcze jedno słowo, a wylądujesz z upiorogackiem na twarzy...
Jack westchnął.
- wydaje mi się, że trzeba zastukać kołatka.
Jak powiedział tak zrobił. Wziął ja do ręki i zastukał trzy razy. Wtem rozległ się dźwięczny, damski głos.
- Jest tam wszystko i nie ma niczego, jeśli chcesz coś znaleźć nie szukaj tam tego.
- co, to ma być zagadka! -wrzasnął Frost- to nie zagadka, to jakaś woodo-przepowiednia! Wpuszczaj ty głupia kołatko!
-Jack, opanuj się, na pewno odpowiemy, a tym cza...
-a co wy tu robicie?! - za nami rozległ się melodyjny głos.
-dzień dobry pani profesor.- powiedziałam- my tylko, no bo my...
Kurczę i co dalej? " Pani profesor, jest dziś w prost idealny dzień na to by włamać się do dormitorium Krukonów, co też mamy zamiar zrobić. Polecam, jest przy tym tyyyyyyyle śmiechu". Zerknęłam w stronę zielonookiej poszukując wsparcia. Ta jednak wzruszyła ramionami na znak, że nie ma pojęcia jakim łagarstwem wytłumaczyć Ślizgona wydzierającego się na drzwi oraz dwie uczennice z różnych domów stojące przed dormitorium Ravenclawu. Z pomocą przyszedł mi Jack.
- my tylko rozmawiamy. Tak, normalnie rozmawiamy, taka tam przyjacielska pogawędka.
- tak, oczywiście.
- a jest punkt regulaminu zabraniający uczniom rozmawiać na korytarzach szkoły?
- nie- profesorka zmieszała się, lecz nagle  zmieszanie ustąpił miejsca uśmiechowi.- a jak wytłumaczy mi pan, panie Frost pańskie wrzaski i groźby pod adresem tych drzwi- tu skazała na dębowe wrota.
- zatopiony- mruknęłam do Punzie a ta pokiwała głową.
- Bo to działa odstresowywująco. Pani nigdy nie próbowała? Pewnie nie... Przecież jest pani taka nie wyżyta emocjonalnie. Naprawdę polecam. Podobno pomaga się nawet odchamić...
Nauczycielka zrobiła wielkie oczy.
- Odejmuję panu dwadzieścia punktów za chamstwo panie Farst!
- a ja pani odejmuję dziesięć punktów za notoryczne mylenie mojego nazwiska. Nazywam się Frost!
- macie wszyscy u mnie areszt! Zaczniecie w sobotę za tydzień, o ósmej rano. A i przekażcie Haddockowi że ma areszt razem z wami.
- ale on nic nie zrobił, ba nawet go tu nie ma! - krzyknęła Punzie.
-nie pyskuj Ellens.
Pedagog odeszła z triumfalną mina.
- brawo wredna żmijo! wygrałaś! Dałaś areszt czworgu pierwszoklasistów. -rzucił Jack sarkastycznie.
- acha, Punzie czyli tak kończą się "plany" Frosta? - spytałam posyłając niebieskookiemu drwiący uśmiech.
- najwyraźniej.
-yyy, ja tu jestem.
-wiem.-powiedziałam z uśmieszkiem.
-Punzie, od dzisiaj ty jesteś moją ulubioną przyjaciółką.
Blondynka zachichotała.

Rapunzel

Wtem usłyszałam chrząknięcie za sobą. W drzwiach stał Hick.
- co wy tu na Odyna robicie?
- próbujemy włamać się do twojego pokoju wspólnego, a co , nie wolno?- spytał obojętnie Jack.
- no, tak właściwie to nie.- powiedziałam. Jeju, oni zachowują się jak przedszkolaki, tylko czekać aż któryś oświadczy że chce smoczka!
-skoro jesteśmy wszyscy, możemy już iść.
-ale gdzie?
-do biblioteki!- Jack stanął na baczność. -już żołnierze, nie obijać się! Od dziś mówcie mi per Panie kapitanie. -mówiąc to zasalutował nam.
- mogę Ci mówić per Idiota. Pasuje? -spytała Merida. Jack w odpowiedzi zasalutował jej po czym wrzasnął.
- do biblioteki podwładni moi!
- on z każdym dniem robi się coraz gorszy. Tylko czekać aż ubierze się w suknię i każe mówić do siebie per Królowo. -mruknął Hick. Nie wytrzymałyśmy i zaczęłyśmy chichotać. Po chwili we trójkę zaczęliśmy rechotać ze śmiechu.
- bardzo zabawne kuternogo.- mruknął Jack z przekąsem.
- nawet nie wiesz jak bardzo!- wykrzyknęła Merida między atakami chichotów.
-ok, ok, opanujmy się wdech i wydech... No Merida przestań...- w tej chwili wybuchłam śmiechem. Z trudem powstrzymując łzy rozbawienia minami reszty przekroczyłam próg biblioteki. Ich miny były bezcenne.
- która godzina?
- trzynasta czterdzieści siedem.
-ach! Za sześć godzin Hallowen! -wykrzykną niebieskooki.
-ok, nie jesteśmy tu, żeby omawiać Hallowen. -powiedziała Mer gdy już zasiedliśmy przy czteroosobowym stoliku.

Hiccup

-więc po co? A i tak przy okazji jaki był wynik?- spytałem. Pielęgniarka nie pozwoliła mi oglądać meczu. Twierdziła, że "to zbyt duży stres".
-wygraliśmy, żebyś widział jak Castellan złapał znicza! A i a'props spotkania. Miałam przeczucie. Pod koniec meczu usłyszałam głos w głowie. On mówił, że coś strasznego stanie się w maju. Że musimy być gotowi.
- a czy to ma coś wspólnego z tym snem Jacka, tym w którym... no wiesz.- Punzie zwróciła się w moją stronę. Nie musiała koczyć. Milczenie jakie zapanowało było zbyt wymowne.
-czyli -zacząłem- ja zginę w maju.
-chyba tak, ale może to nie będzie to.- zaczęła Merida.
-nie, to musi być to, bo co innego- powiedziałem. Niech ciałem by mój głos był smutny ale i tak pobrzmiewało w nim gorzkie rozczarowanie.
- jeśli nie chcesz nie musisz się w to mieszać- powiedział Jack. Powiedział to ze smutkiem, w jego głosie pobrzmiewała troska, żal i... Chwila. Wróć. Troska? No w sumie... Ja też traktowałem go jak przyjaciela.
-nie -zacząłem ostrożnie dobierając słowa - może było by lepiej gdy bym się odsunął ale ja nie mogę. Nie mógł bym później spać spokojnie wiedząc ,że odwróciłem się od moich przyjaciół.
Punzie położyła mi rękę na ramieniu.
-jesteś tego pewny?
-tak.
Mimo, iż właśnie podjąłem najtrudniejszą decyzję mojego życia (która szybko je zakończy) nie czułem strachu, czy smutku. W ręcz przeciwnie. Czuję radość, że mogę być z przyjaciółmi.
-no, czyli cała ekipa w komplecie. -Jack wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.- Mroku drżyj w posadach ze strachu! -przemówił donośnym basem a my wszyscy zaśmialiśmy się. W tym momencie nad nami pojawiła się bibliotekarka i zaczęła wykrzykiwać żebyśmy się wynieśli z jej "oazy spokoju" po czym wypędziła nas na zewnątrz. Chichocząc snuliśmy się jeszcze chwilę po zamku w oczekiwaniu na ucztę.
                                                                  ******
No i jest rozdział. Mam nadzieję, że jest w miarę znośnie a akcja przebiega płynnie. To chyba tyle... No to czekam na komy :))
























tumblr_nc0wr2gzfc1si4nsjo1_500.gif
tumblr_nc0wr2gzfc1si4nsjo2_500.gif
tumblr_nc0wr2gzfc1si4nsjo3_500.gif
tumblr_nc0wr2gzfc1si4nsjo4_500.gif

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz