dedyk dla Irvinga- gdy nie mam weny dajesz mi pomysły, gdy mam zły dzień
pocieszasz mnie, gdy muszę się wygadać słuchasz cierpliwie mojego ględzenia.
Dziękuję Ci ty moja paskudo :*
Jack
Zeszliśmy do lochów.
- Służba nie drużba. -mruknął Flynn.
- to mamy nowe hasło? -spytałem.
- tak, zmienili je wczoraj wieczorem.
Weszliśmy do pokoju wspólnego. W środku impreza trwała pełną parą. Donośna muzyka, tony jedzenia i lekko upojeni Ślizgoni stanowili dość, hmmm dziwny widok.
- hej, Flynn... -ale Flynna już nie było. Zobaczyłem go przy stole jak przystawiał się do jakieś czwartoklasistki. Chwilę potańczyłem z jakąś dziewczyną z mojego roku (wyleciało mi z głowy jej imię) po czym uznałem, że imprezowanie z bandą wstawionych Ślizgonów urąga mojej godności. Cóż, life is brutal. Podszedłem do mojego przyjaciela.
- hej, jak dojść do dormitorium Gryfonów? -spytałem siląc się na obojętny ton. W normalnych warunkach Flynn nie powiedział by mi tego, ale że był pijany...
- na siódmym piętrze, przy portrecie Grubej Damy -zmarszczył brwi - a po co ci to?
- nie, tak z ciekawości pytam... -czyli to prawda że jak człowiek ma kaca, mówi i robi wszystko o co go poprosisz. Wyszedłem z dormitorium i skierowałem się na siódme piętro. W kilka minut stanąłem przed portretem Grubej Damy. Dama w średnim wieku, odziana w , bladoróżową, falbaniastą suknię.
- hasło?- spytała wytwornym tonem.
Stanąłem jak wryty przed portretem wytwornej damy owiniętej w szale.
-yyyy- zająknąłem się. Cholera, nie znam hasła.
Merida
Ja, Punz i Hick od razu poszliśmy do Gryffindoru. Na imprezie zasada była jedna: nie ma Ślizgonów,
więc Krukoni i Puchoni mogli wchodzić. Uczniowie z domu orła nie byli rozrywkowi. Przyszło trzech, w tym Hick. Co innego Huffelpuff. Połowa Puchonów gościła w pokoju wspólnym, druga połowa bawiła sie we własnym dormitorium.
- wiecie co, brakuje tu Jacka... -zaczęła Punzie.
- hmm, nie chętnie to mówię ale rzeczywiście, bez Jacka to nie to samo. -mruknął Hick.
- eh, to chodźmy go poszukać. "Białowłosy pajac" nie mógł odejść daleko.- mruknęłam. Wyszliśmy z pokoju wspólnego.
- hej, a ktoś wie gdzie... -chciałam zapytać się "czy ktoś wie, gdzie jest Jack?". Ślizgon wyręczył mnie. Gdy wyszliśmy z dziury pod portretem całemu trojgu opadły szczęki. Jack stał przed portretem Grubej Damy drąc się ile sił w płucach. Poważnie. Tak się darł, że aż poczerwieniał na twarzy. Strażniczka portretu wcale nie była lepsza.
- ty po.... -hmm, takich "przymiotników" nie powtarza się przed dwudziestą drugą.
- hej, Jack! Chodź! -krzyknęła Puchonka energicznie machając ręką. W tym czasie portret zamknął się za nami hałaśliwie.
- o, to wy. Szukałem was.
- to zabawne, bo my szukaliśmy ciebie -mruknął szatyn z prześmiewczą nutą w głosie.
- idziesz z nami. -dodałam. On uniósł ręce w obronnym geście.
- jeśli chodzi o te gumochłony w twojej pościeli to wiedz, że pomogła mi Astrid.
- CO?! Jakie gumochłony!?
- aa, nic, już nic... -z ustami wygiętymi w :odwróconą podkówkę" odwrócił się i już mał postawić pierwszy krok gdy wrzasnęłam.
- Frost! Albo mi wyjaśnisz o co chodzi albo osobiście transmutuję twoją miotłę w kanarka. A widziałeś jak "świetnie" radzę sobie z transmutacją.
- nie! -pobladł- tylko nie miotła! Eksperymentuj na Flynnie, kociołkach i nawet na mnie ale PRECZ od miotły!
Uśmiechnęłam się drwiąco na widok jego miny. Najwyraźniej Frostuś wychodzi z siebie.
- spokój!- wrzasnęła Puchonka -idziemy na imprezę!
- hasło? -spytała Gruba Dama.
- Perudium Gumochłona. -powiedziałam.
- moment! Wy -skazała na mnie, Hicka i Punzie- idziecie dalej ale ty chamski, grubiański...
Zanim skończyła, we czworo przeszliśmy przez dziurę pod portretem.
Hiccup
gdy weszliśmy impreza zamarła. Wszystkie oczy były utkwione w Jacku. W końcu jedna z piątoklasistek pisnęła:
- To Ślizgon! Kto wpuścił go tu?!
- ja -wrzasnęła Merida. Pierwszy raz widziałem ją w takim stanie. Twarz miała czerwieńszą niż włosy a oczy ciskały gromy we wszystkich zebranych tu imprezowiczów. - jeśli ktoś ma coś przeciwko to niech powie. TERAZ!
Nikt nic nie powiedział. Najwyraźniej bali się wkurzonej Meridy. I słusznie. Znów zaczęła grać muzyka. Jakieś skoczne rytmy, zapewne z mugolskiego radia. Cóż, tylko mugole słuchają tego "łubu-dubu" i nazywają to muzyką. Impreza szła pełną parą a apogeum osiągnęła gdy jakiś siódmoklasista z Hufflepuffu wrzasnął"
-MAMY WHYSKY!!!!
Ten wrzask spotkał się z aplauzem wśród zebranych. Ja osobiście specjalnie się nie ubawiłem. Po około godzinie balowania (gdzieś w okolicach 21) padło hasło "butelka" i 3/4 uczniów zebrała sie w czymś na kształt koła. Kręciliśmy pustą butelką po kremowym piwie. Padło na Jacka.
- hmm, Frost ,tak? -Jack skinął głową. - ok, jaki jest twój bogin *?
- nie wiem, nigdy nie widziałem swojego Bogina -spojrzał z chytrym uśmieszkiem na Meridę. -ale gdy bym miał obstawiać, obstawiał bym rudzielca.
Po sali przetoczył się chichot.
- ok -zakręcił. Butelka padła na jakąś piątoklasistkę.- jak bardzo jestem przystojny. W skali 9 do 10.
Dziewczyna zachichotała i wymruczała coś brzmiącego na kształt "jedenaście". Jack uśmiechnął się nieśmiało. Gra trwała dalej, aż w końcu któryś z trzecioklasistów wylosował Punz.
- hmm, powiedz mi słonko, kiedy to jesteś szczęśliwa.
- ciekawe pytanie. Hmm, szczęśliwa jestem gdy maluję i tworzę.
Następnej nudnej godzinie pytań i odpowiedzi, mocno zchlani Gryfoni wymyślili "konkurs całowania". Polegacło to na tym, że trzeba było zakręcić butelką. Nie zależnie od tego, czy wypadnie chłopak czy dziewczyna trzeba ją/jego pocałować. Kręcili i kręcili aż w końcu Jack wylosował... Astrid. Ona wyraźnie nie chciała żeby ją całował, a po jej minie wnoszę, że prędzej dała by mu po przysłowiowym pysku niż pocałowała go. Gdy jego wargi dotknęły jej ust nie wytrzymałem.
- Pinetare! **
Zapamiętać: Nie używać zaklęć w gniewie. Efekt końcowy minął się z efektem zamierzonym. Teraz zamiast głowy, Frost miał... ananasa. Dorodnego ananasa z kilkoma liśćmi. Wszyscy śmiali się, ba! To był ryk. Pomiędzy atakami śmiechu Merida wykrztusiła:
- Frost zmieniony w ananasa... Cóż, teraz mogę -chichot- odejść z czystym sumieniem bo widziałam już wszystko co warto było zobaczyć!
- finite- Jack odzyskał głowę, usta i zdolność wypowiadania przekleństw. Hurra. Po kilku minutach przemiana Jacka w ananasa poszła w błogą niepamięć. Przynajmniej z mojej perspektywy.
I nagle ktoś zakręcił butelką a ta wskazała na mnie. Czyli mogę pisać nekrolog. Taak, Hiccup Horrendous Haddock III ur. 29 lutego zm. 31 lisopada. Jeżeli ta osoba mnie pocałuje....
*****
Witacie ludziki ! Dłuuugo czekaliście, nie wiem czy opłacało się wam. Rozdział jest krótki i chaotyczny. Przez ostatnie dwa tygodnie miałam nawał sprawdzianów, kartkówek, korków i Thor wie czego jeszcze no i rysunki. Duużo rysunków, w zasadzie rysowałam wszystko :) Mam nadzieję, że ten, nazwijmy go umownie "rozdziałem" jest w miarę jako tako. Wiem, nie zamieściłam perspektywy Punz. Zanim przyłożycie mi jej patelnią dajcie mi się usprawiedliwić! No więc, primo: takie dramatyczne zakończenie, żebyście mogli/mogły sobie pozgadywać kto ma pocałować Hicka, secundo: czas, czas czas, zegar tyka jutro sprawdzian i dziewięć lekcji -,-. Czekam na wasze pomysły "któ pocałuję Hiccupa?". Jeśli komuś jakimś dziwnym trafem uda się zagadnąć dodam albo:
a) ice bucket (błagam tylko nie to!)
b) jakąś miniaturkę z dowolnej książki np. Igrzyska, Harry, Percy Jackson.
Czekam na fascynujące odpowiedzi. Aaa, głupia ja- na śmierć bym zapomniała! Mam zamiar dodać zakładkę "Galeria" tam były bo zdjątka Wielkiej 4. Co wy na to?
* bogin- (dla takich nieogarów jak ja zamieszczam coś na kształt definicji) to upiór przybierający kształt tego, czego aktualnie najbardziej się boimy. Nikt nie wie jak wygląda naprawdę, zanim zdecyduje się przybrać formę naszego strachu. Preferuje ciemne, ciasne i rzadko używane miejsca, takie jak: dół naszego łóżka, skrzynki, szkatułki i itp.
** to zaklęcie jest mojego autorstwa. Mam nadzieję, że nie oberwę patelnią za wymyślanie zaklęć. (nigdy nie mów nigdy)
Cristal Creative.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz