Uwaga, uwaga! Bardzo, bardzo dziękuję za te tysiąc wyświetleń :3 To z okazji tylu odwiedzin czas na dedyka. Cóż, myślałam, myślałam (a trzeba wiedzieć iż myślenie nie jest moją mocną stroną ^^) i wymyśliłam, że dedyka otrzyma Panna Jadzia za te wszystkie komy jakie zostawiła na blogu. Dziękuję za czas jaki poświęciłaś na przeczytanie tych moich "wypocin" :))
A'props rozdziału, chciała bym przeprosić za to, iż jest on mega nudny i krótki. Cóż, przez tydzień siadałam, zbierałam się i nic z tego nie wyszło. W prawdzie pierwowzór powstał na początku października ale jakoś nie bardzo podobała mi się jego treść.
******
Hiccup
Około dziewiętnastej rozstaliśmy się i każde z nas poszło w swoją stronę. Uczta miała rozpocząć się o dwudziestej więc mam jeszcze całą godzinę. Hurrra! Gdy doczłapałem się do pokoju pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było walnięcie się na łóżko i zaśnięcie.
****
Usłyszałem głos Nica:
-hallo, śpiąca królewno, wstajemy wstajemy... Kto rano wstaje ten co? WSTAWAJ!
Poderwałem się z łóżka z miną a'la " WTF, kto nas atakuje!?". Nico zaczął się śmiać, za pewne z mojej miny, po czym wyciągnął aparat i zrobił mi zdjęcie. Zacząłem wywrzaskiwać nie zbyt pochlebne rzeczy pod jego adresem, których nie należy powtarzać. Bez słowa pokazał mi zdjęcie:

Dołączyłem do jego fali chichotów. Na tym, no nazwijmy je umownie "zdjęciem", wyglądam jak bym przedawkował jakieś zioła.
-ok, ok -wykrztusił Nico przez śmiech- dość tego dobrego idziemy.
Gdy mój przyjaciel nie parzył zgarnąłem Szczerbatka do rękawa szaty.
****
Idąc korytarzem delektowałem się rozkosznymi zapachami dochodzącymi z kuchni. Pachniało trochę pasztecikami dyniowymi, trochę ciastem marchewkowym, trochę pieczeniom... można by było wyliczać bez końca!
- jak tam u twoich starych?- spytał Nico.
- u starego- poprawiłem go- nie źle. Szkoda tylko, że będę musiał wrócić tam w lato.
- dlaczego? Aż tak ci się tu podoba?- spytał ze śmiechem.
- nie, ale w domu delikatnie mówiąc nie mam najlepszych kontaktów z rówieśnikami.
Chłopak pokiwał głową w zamyśleniu. Szliśmy i szliśmy, i znowu szliśmy, i jeszcze trochę szliśmy.
-Cholera-mruknął Nico- pieprzyć te schody! Zgubiliśmy się już cztery razy!
- eh, przynajmniej nie wylądowaliśmy w kanciapie, tak jak ostatnio...
Czarnowłosy zachichotał. Tydzień temu mieliśmy "wypadek" i weszliśmy na złe schody które "przypadkiem" wysadziły nas przy kanciapie Filtcha. Nagle Nico zatrzymał się.
-hej stary, idziesz... Nie, no znów?
Stopa mojego kolegi utknęła w stopniu pułapce. Nico sypnął potokiem przekleństw, których nie wypada powtarzać. Z cichym westchnieniem pomogłem mu wyjść.
-dzięki.
-drobiazg.
I znów, szliśmy i szliśmy, kurczę mam dość tego chodzenia! Nagle z za rogu wypadła Merida wraz z Astrid.
Merida
-hej- mruknęłam- co robicie na siódmym piętrze?
- zgubiliśmy się.- burknął Nico. Dziwny chłopak. Jakiś taki... no ogólnie jest dziwny. Gdzie ja widziałam takie oczy?...
- eh, chodźcie z nami, czwórka to już kompania. Byle byśmy nie spotkali Frosta.- powiedziała Astrid. Chwilę potem Astrid paplała z Hiccupem o tym całym Berk. Wzniosłam oczy ku niebu. Pierwszy raz to mówię ale Frost chyba miał rację mówiąc, że są parą. Trzeba by było ich trochę pośledzić...
-... no wiesz, na Berk w grudniu są nasze specjalne święta*... Jak myślisz, co w tym roku Thor przyniesie do hełmów... Tak, tak a jak tam Wichura?... A co z Szczerbatkiem?
Takie teksty obijały mi się o uszy pod czas naszej wędrówki. Kurde ile można?!
- i z tym optymistycznym akcentem dotarliśmy do wielkiej sali.
Rapunzel
Gdy wraz z Annabeth doszłyśmy do Wielkiej Sali jedyne co wydobyło się z moich ust to:
-wow.
To chyba trafnie opisuje wygląd komnaty. W sali panował półmrok. W kątach pobłyskiwały świeczki umieszczone w wydrążonych dyniach. Nad nami unosiły się setki świec, płonących niebieskawym blaskiem. Nad sufitem polatywały chmary żywych nietoperzy.
-wow- powtórzyłam.
Razem z Annabeth usiadłyśmy przy stole Puchonów i czekałyśmy na ucztę. Zerknęłam na talerze: wszystkie puchary i cała zastawa były ze złota. U'lala, szykuje się coś ważnego. I jeszcze ta impreza u Gryfonów...
Jack
Zasiadłem przy stole Slytherynu. Trzeba to przyznać, North zna się na czarach, że on potrafi tak zaczarować Wielką Salę... O wilku mowa. North wyszedł na podium po czym zaczął przemawiać:
- witajcie, witajcie drodzy uczniowie! Zanim rozpoczniemy naszą coroczną ucztę mam ten przykry obowiązek pomęczyć was ględzeniem dyrcia. I uważam, że swój obowiązek spełniłem. Wsuwajcie.
Wszyscy zaczęli wiwatować, na co dyrektor wykonał cztery ukłony, po jednym w stronę każdego ze stołów. Wiwaty były jeszcze głośniejsze, gdy na stołach pojawiły się setki potraw. Uczta trwała bardzo długo, potem miejsce dań zajęły desery. Rzuciłem się na tarte kajmakową. Ach, ten smak przypomina mi dom. Po uczcie wraz ze Ślizgonami zeszliśmy do lochów. zwykle w Hallowen Gryfoni organizowali dziką imprezę na którą byli zaproszeni wszyscy oprócz Ślizgonów, więc w tym roku Flynn i reszta z trzeciego roku wpadli na pomysł, żeby zorganizować własną imprezę. Nie mogę się doczekać, podobno ma być Ognista Whysky...
******
Jeszcze raz przepraszam was za to, że rozdział jest tak krótki. Postaram się to wynagrodzić opasłym opisem tej "dzikiej imprezy" w Gryffindorze i Slytherynie :)

- jak tam u twoich starych?- spytał Nico.
- u starego- poprawiłem go- nie źle. Szkoda tylko, że będę musiał wrócić tam w lato.
- dlaczego? Aż tak ci się tu podoba?- spytał ze śmiechem.
- nie, ale w domu delikatnie mówiąc nie mam najlepszych kontaktów z rówieśnikami.
Chłopak pokiwał głową w zamyśleniu. Szliśmy i szliśmy, i znowu szliśmy, i jeszcze trochę szliśmy.
-Cholera-mruknął Nico- pieprzyć te schody! Zgubiliśmy się już cztery razy!
- eh, przynajmniej nie wylądowaliśmy w kanciapie, tak jak ostatnio...
Czarnowłosy zachichotał. Tydzień temu mieliśmy "wypadek" i weszliśmy na złe schody które "przypadkiem" wysadziły nas przy kanciapie Filtcha. Nagle Nico zatrzymał się.
-hej stary, idziesz... Nie, no znów?
Stopa mojego kolegi utknęła w stopniu pułapce. Nico sypnął potokiem przekleństw, których nie wypada powtarzać. Z cichym westchnieniem pomogłem mu wyjść.
-dzięki.
-drobiazg.
I znów, szliśmy i szliśmy, kurczę mam dość tego chodzenia! Nagle z za rogu wypadła Merida wraz z Astrid.
Merida
-hej- mruknęłam- co robicie na siódmym piętrze?
- zgubiliśmy się.- burknął Nico. Dziwny chłopak. Jakiś taki... no ogólnie jest dziwny. Gdzie ja widziałam takie oczy?...
- eh, chodźcie z nami, czwórka to już kompania. Byle byśmy nie spotkali Frosta.- powiedziała Astrid. Chwilę potem Astrid paplała z Hiccupem o tym całym Berk. Wzniosłam oczy ku niebu. Pierwszy raz to mówię ale Frost chyba miał rację mówiąc, że są parą. Trzeba by było ich trochę pośledzić...
-... no wiesz, na Berk w grudniu są nasze specjalne święta*... Jak myślisz, co w tym roku Thor przyniesie do hełmów... Tak, tak a jak tam Wichura?... A co z Szczerbatkiem?
Takie teksty obijały mi się o uszy pod czas naszej wędrówki. Kurde ile można?!
- i z tym optymistycznym akcentem dotarliśmy do wielkiej sali.
Rapunzel
Gdy wraz z Annabeth doszłyśmy do Wielkiej Sali jedyne co wydobyło się z moich ust to:
-wow.
To chyba trafnie opisuje wygląd komnaty. W sali panował półmrok. W kątach pobłyskiwały świeczki umieszczone w wydrążonych dyniach. Nad nami unosiły się setki świec, płonących niebieskawym blaskiem. Nad sufitem polatywały chmary żywych nietoperzy.
-wow- powtórzyłam.
Razem z Annabeth usiadłyśmy przy stole Puchonów i czekałyśmy na ucztę. Zerknęłam na talerze: wszystkie puchary i cała zastawa były ze złota. U'lala, szykuje się coś ważnego. I jeszcze ta impreza u Gryfonów...
Jack
Zasiadłem przy stole Slytherynu. Trzeba to przyznać, North zna się na czarach, że on potrafi tak zaczarować Wielką Salę... O wilku mowa. North wyszedł na podium po czym zaczął przemawiać:
- witajcie, witajcie drodzy uczniowie! Zanim rozpoczniemy naszą coroczną ucztę mam ten przykry obowiązek pomęczyć was ględzeniem dyrcia. I uważam, że swój obowiązek spełniłem. Wsuwajcie.
Wszyscy zaczęli wiwatować, na co dyrektor wykonał cztery ukłony, po jednym w stronę każdego ze stołów. Wiwaty były jeszcze głośniejsze, gdy na stołach pojawiły się setki potraw. Uczta trwała bardzo długo, potem miejsce dań zajęły desery. Rzuciłem się na tarte kajmakową. Ach, ten smak przypomina mi dom. Po uczcie wraz ze Ślizgonami zeszliśmy do lochów. zwykle w Hallowen Gryfoni organizowali dziką imprezę na którą byli zaproszeni wszyscy oprócz Ślizgonów, więc w tym roku Flynn i reszta z trzeciego roku wpadli na pomysł, żeby zorganizować własną imprezę. Nie mogę się doczekać, podobno ma być Ognista Whysky...
******
Jeszcze raz przepraszam was za to, że rozdział jest tak krótki. Postaram się to wynagrodzić opasłym opisem tej "dzikiej imprezy" w Gryffindorze i Slytherynie :)

* na Berk co roku, zamiast Bożego Narodzenia obchdzi się Migdaliska (patrz w następnych rozdziałach) ( patrz "a gift of the night fury")
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz