wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział1

 Rozdział1

Hiccup

Stałem na peronie razem z ojcem. Żegnaliśmy się. Rozejrzałem się wokoło i stwierdziłem, że jeszcze jest pełno ludzi pospiesznie wsiadających do pociągu, bądź żegnających się- tak jak ja. 
-Synu (w głosie ojca słychać było drżenie), ja... po raz pierwszy nie wiem co powiedzieć. Pamiętaj jednak, że cokolwiek się stanie zawsze będę z ciebie dumny.-powiedział. Mój tata jest wysokim, muskularnym mężczyzną o niebieskich oczach i pokaźnej, rudej brodzie. No, i jest czarodziejem. 
-Synku, ja wiem (przemówił ponownie), że nie byłem dobrym ojcem, ale to już przeszłość, żyjmy teraźniejszością. Kocham cię i zawsze będę. Uważaj też na Szczerbatka, wiesz, że gdyby ktoś go odkrył mielibyśmy kłopoty.
-Tato, przecież wiesz, że ja zawsze jestem ostrożny- powiedziałem z uśmiechem.
-to, to baw się dobrze- mówiąc to uściskał mnie.
- pa tato,  kocham cię- powiedziałem, po czym zacząłem taszczyć kufer w stronę innych bagaży. Zamyśliłem się, myślałem o Sczerbatku, o ojcu, i, tak przyznaję o Astrid. Nagle poczułem że na coś wpadam. Kątem oka dostrzegłem burzę białych włosów, po czym upadłem.
-hej, wszystko ok? - zapytał nieznajomy. Miał oczy w kolorze lodu, śnieżnobiałe włosy i szelmowski uśmiech.
-tak, jestem Hiccup.
-a ja Jack.
Widziałem , że mi się przygląda.Jego spojrzenie padło na moją lewą "nogę'. Była to metalowa proteza, pamiątka po walce z Czerwoną Śmiercią.
-może ci pomóc z kufrem?- zapytał nagle.
-nie, dam sobie radę.- powiedziałem chłodno.Nienawidziłem tego. Od dwóch tygodni wszyscy traktują mnie jak bym był z cukru pudru.No ale, blądyn miał dobre intencje. Starałem się nadać głosowi przepraszający ton.
-Wybacz, po prostu nie lubię gdy inni mnie wyręczają.
-spoko, rozumiem.- odparł. Kufry odłożyliśmy w milczeniu.
- to, co, może znajdziemy wolny przedział?- zapytał z uśmiechem.


Jack

Gdy spotkałem tego zielonookiego szatyna, wiedziałem, że znalazłem przyjaciela.Kątem oka zobaczyłem, że Hick delikatnie utyka. snuliśmy się jeszcze chwilę po dworcu , wymieniając się informacjami. Szatyn z niewiadomych przyczyn ciągle nawijał o smokach. Zerknąłem na zegarek.
-hej, Hick, jest za pięć jedenasta (wskazałem podbródkiem na pociąg), zostało mało czasu.

Rapunzel

Obeszłam chyba prawie cały pociąg i nie znalazłam ani jednego wolnego przedziału. Przyznaje, że wymsknęło mi się kilka nie zbyt pochlebnych słów na temat EKSPRESU LONDYN-HOGWART. Kiedy obeszłam 3/4 pociągu i byłam pewna, że całą podróż przesiedzę na korytarzu zobaczyłam prawie cały wolny przedział. Prawie. W środku siedziała wysoka, rudowłosa dziewczyna.
-yyy, przepraszam, tu wolne?- zapytałam nerwowo.
-jasne, wchodź!- powiedziała. Miała duże, wodniste oczy.
-jestem Punzie.- przedstawiłam się.
-ja Merida, też pierwszy rok?- zapytała.
-tak, nawet nie wiesz jak się dnerwóję.- wyznałam rudej.. Po kilku minutach gadałyśmy jak najęte. 

Merida

Gdy tylko weszłam do owego przedziału poczułam , że zielonooka blondynka zostanie moją najlepszą przyjaciółką. Nagle usłyszałam zgrzyt kół.Pociąg ruszył, a ja byłam w drodze do Hogwartu, ale nie sama. Miałam przecież Punzie. Naraz ktoś zapukał i umilkłyśmy. Drzwi  uchyliły się na tyle, że powstała szpara. Jakiś białowłosy chłopak wsadził w nią głowę.
-czy tu jest wolne- zapytał. Zanim zdążyłam odpowiedzieć że :nie, Punzie zrobiła to za mnie.
-jasne wchodź!
Do naszego przedziału weszło dwóch chłopaków.
-jestem Jack a to Hiccup- powiedział śmiało. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.
-co?- zapytał urażony brunet.
-nic, nic.- powiedziałam, ale w duchu pękałam  ze śmiechu. Hiccup? Tak się nazywa psy, nie chłopaków. Punzie jednak spojrzała na mnie surowo.
-Jestem Punzie, a ta ruda to Merida. -powiedziała.
-Punzie?- zdziwił się Jack.
- no tak, skrót od Rapunzel.
Pociąg gnał rzez pola i lasy, a my coraz lepiej się poznawaliśmy. 
- jak myślicie, do jakiego domu traficie- zagadnęła Punzie. Wzruszyłam ramionami.
- mnie się nie pytaj, pochodzę z mugolskiej rodziny i w tych sprawach jestem kompletnie zielona, a ty Hick?
-hmmm, nie wiem...
-a ja wiem-przerwał mu Jack- trafisz do Ravenclawu.
-czemu tak sądzisz?- spytała blądynka.
-bo gdy tylko go poznałem od razu zaczął nawijać ile to książek przeczytał przez wakacje.
- no a ty mądralo?- zapytałąm. Nie lubię gdy ktoś się znęca nad słabszymi. 
-hmm, pewnie do Slytherynu...- zamyślił się.
Przez resztę podróży pogryzaliśmy FASOLKI WSZYSTKICH SMAKÓW i graliśmy w EKSPLODUJĄCEGO DURNIA. Z sadyswakcją zauważyłam, że Jack przegrywa. Dręczyło mnie tylko jedno pytanie, czy cztery domy Hogwartu podzielą nas , tak jak to zrobiły z ich założycielami. 



                                                     ***    

    Mam nadzieję, że się podobało. Następne rozdziały będą dłuższe, prawdopodobnie będę pisać co tydzień.Wiem, nie popisałam się, szkic rozdziału zajął mi 13 stron w zeszycie, i trzeba go było troszkę skrócić. A tutaj trochę wielkiej czwórki :)








 

2 komentarze:

  1. Fajne opowiadanie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam fanfiction wielkiej4.
    Podejrzewam że wszyacy trafią do tych domów które są na tym arcie co dodałaś.
    Wenyżycze i zapraszam do mnir
    wielka4-hogwart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń