środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 2

Rapunzel

Gdy tylko wysiedliśmy z pociągu usłyszałam basowy, męski głos:
-pierwszoroczni! halo! Pierwszaki, no już, do mnie! tu!
Gdy tłum troszkę się przerzedził zobaczyłam właściciela głosu. Był wysokim mężczyznom, w średnim wieku. Miał czarne, niemal fioletowe włosy, niebieskie oczy i kanciastą szczękę. Gdy wszyscy pierwszoroczniacy zebrali się przy nim, powiedział:
-cześć! witajcie w Hogwarcie. Jestem Scot Rabiter.Teraz pójdziemy do przystani dla łódek, przeprawimy się przez jezioro, i weźmiecie udział w ceremonii przydziału.- wyliczał.
- a na czym ta ceremonia polega? -zapytała mała, brunetka z dwoma warkoczykami. W jej głosie dało się słyszeć przerażenie.
- nie martw się, nie będzie tak źle, ale nie mogę powiedzieć na czym dokładnie ceremonia będzie polegała.- i mówiąc to puścił do niej oczko, a ona jak by się rozluźniła. Szliśmy bardzo długo.
-zaraz będzie widać zamek!- powiedział Scot. I naszym oczom ukazał się Hogwart- ogromny, czarny masyw na tle nocnego nieba. Zewsząd dało się słyszeć okrzyki zachwytu.
-całkiem nieźle.- powiedziała  Merida. Spojrzałam w duł i zatkało mnie. Staliśmy przed ogromnym, czarnym jeziorem. Na tafli wody unosiły się małe, drewniane łódeczki.
- dobra, teraz uwaga!- zagrzmiał Scot.- po cztery osoby do jednej łódki, ani więcej, ani mniej!
Sam wsiadł do łódki razem z dziewczynką w warkoczykach, brązowowłosym chłopcem i blądynką o niebieskich oczach. Ja sama wsiadłam do łódki z Meridą. W końcu dobiliśmy do brzegu. Rabiter wprowadził nas do przedsionku.
- za tymi drzwiami zostaniecie rozdzieleni na cztery domy. Zwą się Gryffindor, Huffelpuf, Ravenclav i Slytherin. Pamiętajcie, że nie zależnie od tego do jakiego domu traficie starajcie się być jego chlubą.  Za poprawne zachowanie dostajecie punkty, a za łamanie zasad odejmujemy je. Punkty dodaje się, a dom mający ich najwięcej, wygrywa. No, a teraz zapraszam do wielkiej sali. 

Po tych słowach weszliśmy do ogromnego pomieszczenia. Sklepienie wyglądało jak nocne niebo, a nad nim polatywały zaczarowane świece. W sali stały cztery duże stoły, przy których siedzieli uczniowie czterech różnych domów. Na końcu sali stał długi stół nauczycielski. Po środku stał pozłacany tron na którym siedział dyrektor North. Scot poprowadził nas na środek sali. Reszta uczniów przypatrywała nam się ciekawie. Zerknęłam na moich towarzyszy : Merida miała zaciętą minę, jak by chciała za wszelką cenę się popisać, Hiccup był blady i zdenerwowany a Jack miał znudzoną minę, jak by niewiele go obchodziło to, że właśnie przydzielą go do domu w którym spędzi następne siedem lat. Sama mogłam jedynie domyślać się, co oni myślą o mnie. Wiem, że byłam zdenerwowana ale i podniecona, cóż, zobaczymy co się stanie. Przed stołem nauczycielskim stał mały stołeczek na którym leżała wyświechtana tiara. Inni uczniowie patrzyli na nią wyczekująco. Według mnie to było głupie, co oni sobie myślą, że ta stara czapka zacznie śpiewać... Nagle rozdarcie przy rondlu kapelusza rozdarło się, i tiara zaczęła śpiewać:
Wiele stuleci temu,
gdy jeszcze młoda byłam,
Z założycielami szkoły,
świat cały przemierzyłam.

Jedna im myśl przyświecała,
Jedna idea łączyła,
By tchnąć tajniki magii w przyszłe pokolenie.

Naraz Slytheryn rzecze, 
że ani mu się śni,
nauczać uczniów takich, 
co nie są czystej krwi.

Ravenclav tylko mądrych, 
wziąć pod swe skrzydła chce.
W kreatywnych uczniów,
całą swą wiedzę tchnie.

Gryffindor zaś bardziej ceni honor, 
niżeli czystą krew.

Huffelpuf na to rzecze:
pogódźcie proszę się!
ja przyjmę każdego ucznia,
co adeptem magii być chce.

I tak na wiele lat,
zgoda zapanowała,
lecz nienawiść małymi krokami,
swe żniwo zbierała.

Naraz nastały zamku ciemne dni,
gdy wspaniała czwórka,
nie zgodną trójką  stała się,
a przyjaźń i braterstwo,
już nigdy nie połączyły domów czterech.

A teraz słuchajcie mnie wszyscy,
 by naprawić błędy nadszedł czas,
zło w stronę Hogwartu,
wyciąga łapska swe,
od was tylko zależy,
czy zamek przetrwa, czy nie.

Tiara zamilkła, a po sali rozległy się  oklaski. Na środek wyszedł Scot. 
-Będę was wyczytywał nazwiskami, w kolejności alfabetycznej. Wyczytana osoba podchodzi do mnie i zakłada tiarę. - mówiąc to wziął długi zwój pergaminu i zaczął czytać. 
- Rapunzel *Ellens 
No to idę, pomyślałam i podeszłam do stołka. Scot nałożył mi tiarę która opadła mi aż na oczy. Zrobiło się ciemno, a ja usłyszałam cichutki głosik w mojej głowie.                       
- hmmm, przyjacielska, uczciwa, kreatywna, dobra, uczynna, HUFFELPUF!!! - te ostatnie słowo wykrzyknęła na całą salę. Przy stole po lewej rozległy się gromkie wiwaty, a ja na drżących nogach usiadłam przy stole puchonów. Wielu uczniów wstawało i podawało mi rękę. JA jednak chciałam zobaczyć, dokąd trafi reszta mojej ekipy.

Merida

Punzie jest w Huffelpufie, może będę z nią w tym samym domu... Z tych rozmyślań wyrwał mnie głos Rabitera krzyczący moje imię i nazwisko:
- Merida Dunbroch!
Usiadłam na stołku, i czekałam na werdykt tiary. Usłyszałam cichy głosik mówiący mi:
- mnóstwo odwagi, to jasne, honor, sprawiedliwość, wiem! GRYFFINDOR!!!!- wykrzyczała tiara, a z czerwonego stołu dobiegły wiwaty. Uf! Czyli nie najgorzej trafiłam, pomyślałam z sadysfakcją. 

Jack

Zobaczyłem, że ruda na mnie patrzy, więc starałem się wyglądać na znudzonego. Tę minę opanowałem do perfekcji. Ale naprawdę byłem przerażony. Chyba tylko Hick wiedział co naprawdę dzieje się w mojej głowie, bo klepnął mnie w ramię i powiedział, że wszystko będzie dobrze... Sam z resztą nie wyglądał wiele lepiej.Ale co, jeśli będę siedział na tym stołku, a tiara publicznie oświadczy, że w Hogwarcie nie ma dla mnie miejsca. Ruda chyba pękła by ze śmiechu, a ja nie zamierzałem dać jej tej sadysfakcji. W gruncie rzeczy byłą całkiem spoko. Z tych smętnych rozmyślań wyrwało mnie moje imię.
-Jackson Overland Frost! 
W pierwszej chwili nie zareagowałem. Dopiero gdy Hick trącił mnie ramieniem w bok usłyszałem Scota.
- halo, jest tu Jack Frost?!
-jestem!- i przy ogólnym chichocie naciągnąłem sobie tiarę na głowę.
-hmmm, spryt, ambicja, czysta krew,potencjał, o tak, nie bywały talent i... potrzeba sprawdzenia się, udowodnienia, w tym wypadku chyba będzie Slythe...
- ale ja nie chcę do Slytherynu! - wymamrotałem.
- to najlepsze wyjście - powiedziała tiara, a słysząc moje milczenie wykrzynęła SLYTHERYN!!!!!!!!!!
Odszedłem do zielonego stołu.

Hiccup

Okropnie się denerwowałem. Usłyszałem że mnie wyczytano.
- Hiccup Haddock.
Gdy podchodziłem i siadałem na stołku czas zwolnił, a ja znajdowałem się w transie. Nagle zobaczyłem ciemność. Wiedziałem! Cóż to był tylko piękny sen. Usłyszałem cichy głosik. Czyli zwariowałem!
- hmm, inteligencja, kreatywność, i talent, o, tak, wielki talent, i potrzeba samodzielności... RAVENCLAV!!!!
Podszedłem do stołu krukonów zataczając się. 
-A więc- zagrzmiał głos dyrektora- zanim zatopcie zęby w jedzeniu muszę przypomnieć wam  wszystkie nudne punkty regulaminu. Pierwszoroczni niech wiedzą, że wstęp do lasu jest ZAKAZANY. A teraz chcę powiedzieć kilka słów, a o to i one: głupol, mazgaj, śmieć i obsów, smacznego!- sala wybuchła śmiechem, a stoły ugięły się od przeróżnych dań. Po jedzeniu wysoka, blądynka krzyknęła:
-Pierwszoroczni krukoni! tutaj!
Zbiliśmy się w grupkę i poszliśmy za nią. byłem tak zmęczony, że nie zauważyłem podszeptujących obrazów. Dotarliśmy do drzwi które zamiast klamki, miały piękną kołatkę w kształcie orła. 
- pokazuję i objaśniam.- powiedziała dziewczyna- Żeby wejść do naszego pokoju wspólnego, należy zastukać kołatką i poczekać aż ta zada pytanie. Żeby wejść, trzeba poprawnie odpowiedzieć na zadane pytanie. W ten sposób codziennie się czegoś uczymy.
- a co jeśli nie znamy odpowiedzi?- zapytałem.
-w tedy czekasz na kogoś kto odpowie poprawnie- powiedziała z uśmiechem, po czym zastukała. Kołatka miała melodyjny, damski głos.
-jeśli nie wiesz, nigdy się nie dowiesz, jeśli wiesz, poprostu poproś.
- Przychodź-wychodź.- powiedziałem bez zastanowienia, i ku mojemu zaskoczeniu drzwi się otworzyły. Dziewczyna popatrzyła na mnie ze zdumieniem.
-no...- zacząłem nie pewnie- zasada legendarnego pokoju życzeń, przychodź- wychodź.- powiedziałem nie pewnie. Weszliśmy do dużego, kolistego pomieszczenia w którym dominował kolor niebieski. Po środku stał posąg zalozycielki domu.


   


Wszedłem do dormitorium. Oprócz mnie nocowało tam jeszcze dwóch chłopaków.
- hej jestem Hiccup.
- spoko, ja jestem Evan Ablecomble, a to Nico Di Angelo.
-hej - zapytał Nico - lubisz czytać?
- jasne!, a ty.
-też, a czytałeś Historię Hogwartu?
-jasne.
Nico miał czarne, potargane włosy, oliwkową skórę i brązowe oczy. Rozmawialiśmy do późna, i poczułem, że znalazłem bliskiego przyjaciela.


Merida

Prefekt poprowadził nas na siódme piętro. Wkrótce stanęliśmy przed portretem grubej damy.
-hasło?- zapytała
- swędzi pacha- powiedział chłopak, po czym zwrócił się do nas:
-radzę wam zapamiętać hasło.
Weszliśmy do okrągłej komnaty z czerwono-złotymi draperiami. Wspięłam się schodami na górę- do dormitorium. Siedziała tam blądynka z warkoczem do łopatek.
-hej, jestem Astrid.
-ja Merida, czyli jesteśmy tu same.
-tak, mam nadzieję, że będziemy przyjaciółkami.
-ja też, masz jakieś pasje?
-no, wiem, że to głupie ale zawsze ciągnęło mnie do quiddicza...
-no, i znalazłam pokrewną duszę!- powiedziałam z uśmiechem. Resztę wieczoru spędziłyśmy omawiając poszczególne zagrywki i drużyny. 


Rapunzel

Doszliśmy do obrazu z trzema baryłkami. Prefekt wystukał charakterystyczny rytm, po czym jedna z beczułek zaczęła się zwijać i marszczyć, aż w końcu powstała klamka. Przeszliśmy przez drzwi i zobaczyli przytulny pokój w którym dominował żółty.

-hej, jestem Rapunzel.- powiedziałam do trzech dziewczyn.
-hej, ja jestem Anna, a to Anabeth i Katie.
Resztę nocy spędziłyśmy na rozmyślaniu o lekcjach.


Jack

Szliśmy, i szliśmy, pewnie musimy być w lochach- pomyślałem, gdy nagle prefekt zatrzymał się. 
- Czysta Krew - powiedział do ściany. Nagle cegły się rozstąpiły i ukazał nam się wielki pokój z czarnych cegieł. Z sufitu biła zielona poświata. Meble wykonane były z brązowego, nabłyszczanego drewna, a kanapy i fotele miały zielone obicia. Skierowałem się do dormitorium. 
-Jestem Jack.
-a ja Flyn,  jesteś z pierwszej klasy? - zapytał 
-taaaaak. 
-heh, rozumiem, umiesz grać w quidicza? 
-jasne!
-A ty z której klasy jesteś? - zapytałem.
-z trzeciej.

 Resztę nocy spędziliśmy na rzucaniu w siebie słodyczami, poduszkami i wszystkim co mieliśmy pod ręką. Skończyło się około pierwszej w nocy, gdy Flyn miotną we mnie oszałamiaczem.
-hej!
-sory, jestem zmęęęęęęęczony.-powiedział ziewając.
w końcu daliśmy sobie spokój i położyliśmy się spać. Flyn byl spoko, ale nie dało się go porównywać z Hiccupem. Zastanawiałem się nad tym co robi reszta paczki, i czy jeszcze się spotkamy poza lekcjami...

******

Mam nadzieję że teraz jest wystarczająco długi. Akurat nie miałam dziś dużo do roboty i napisałam.  A, no i Punzie ma na nazwisko Ellens, ponieważ nie mogłam znaleźć jej prawdziwego nazwiska. To do następnego rozdziału ;)





2 komentarze:

  1. Fajne opowiadanie nie moge doczekać się kolejnego roździału ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tego co wiem Roszpunka miała na nazwisko Corona.
    Dużo blędów ale i tak jest super, lece czytac dalej

    OdpowiedzUsuń